Przejdź na stronę główną Interia.pl
Jakub Porada: Poloneza czas zacząć

Podróż do Kołobrzegu

Do tej pory sceptycznie odnosiłem się do tak zwanej literatury inspiracyjnej, ale argumenty trafiają mi do przekonania. Spokojnie sobie tłumaczę, że trasę i dojazd mam względnie opanowane, te­raz muszę się zastanowić, co można robić na miejscu. Odpowiedzi najlepiej poszukać na Facebooku. Starym zwyczajem rzucam ogól­ne pytanie. Znajomi zwykle nie każą długo czekać, lecz tym razem naprawdę popisują się szybkością. Propozycje nadchodzą w tempie ekspresowym.

"Zjeść pyszne rybki z widokiem na morze w małej niepozor­nej knajpce, idąc plażą od mola w kierunku Kamiennego Szańca. Knajpka nazywa się Pod Winogronami i znajduje się na Portowej 28. Pyszna kawa i jedzenie".

Reklama

Sprawdzam namiary w internecie. Lokal o tej nazwie jest usytu­owany nie na Portowej, lecz na Towarowej, i zupełnie w drugą stro­nę. To jest minus internetowych porad. Trzeba zawsze sprawdzać ich wiarygodność. Ludzie chcą dobrze, ale czasem mieszają fakty.

Ela dodaje, że pysznie (co oni z tym słowem) można zjeść w re­stauracji Pergola na deptaku nadmorskim, a w centrum w Domku Kata.

Najczęściej powtarzające się lokalizacje to bar na promenadzie U Rewińskiego i Grill House Wichłacz. Ci, którzy byli, zaklinają się na wszystkie świętości, że jest... przepysznie. Za to zupełnie co inne­go mówi Konrad, który, jak się okazuje, pochodzi z Kołobrzegu.

"Moim zdaniem na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem propo­nowany Wichłacz ani Domek Kata. Oba lokale są bardzo dobre, ale chyba nie jedziesz po to, aby zjeść mielonego z dzika, a tym bardziej z jelenia".

Konrad poleca za to smażalnię U Rewińskiego, choć przyznaje, że ryba jest dobra, ale nie tania.

"Lepiej podjedź do portu i kup świeżą u rybaka. Za kilogram file­ta zapłacisz kilkanaście złotych. Weź lodówkę, kup przed wyjazdem i przywieź do domu. Rodzina będzie szczęśliwa. Przepychota!".

Uśmiecham się, czytając propozycję, bo już wyobrażam sobie, jak jadę kilkanaście godzin w autobusie z lodówką pod nogami, a nie daj Boże, jak wydobywa się z niej aromat rybiego mięsa. Czytam jednak dalej, bo widzę, że kolega zna się na rzeczy.

"Na ulicy Żurawia jest najlepsza moim zdaniem wędzarnia. Rybka wręcz ciepła, pakują próżniowo. Na tej samej ulicy, koło stadionu piłkarskiego, jest źródło kołobrzeskiej solanki, w sezonie ogórkowym mieszkańcy tłumnie idą tam z wiadrami. Ogóreczki z tej wody są najlepsze", rozpływa się w zachwytach Konrad. Lektura robi się coraz ciekawsza.

"Znowu na tej samej ulicy jest rozlewnia wody mineralnej Jantar; przywożę zawsze do Warszawy kilka zgrzewek. Pamiętam, jak w la­tach osiemdziesiątych była sprzedawana w brązowych szklanych butelkach. Podobno poprawia perystaltykę, czy coś tam, jelit. Nie wiem, nie znam się, ale jest doskonała".

Czytam z coraz większym zainteresowaniem.

"Za to jeśli chodzi o plażę, to w Kołobrzegu szału nie ma. Lepiej podjedź kilka kilometrów do Grzybowa lub jeszcze dalej, do Dźwirzyna, tam jest Copacabana - nie zdziw się, jak zobaczysz ko­goś na waleta".

Chętnie podjadę, ale to zależy od tego, czy będę zmotoryzowa­ny. Kończę lekturę, bo wszystko wydaje się atrakcyjne. Jeszcze nie wiem, na co się zdecyduję, ale przecież nie będę cały czas siedział w knajpie. Sprawdzam, co jeszcze można robić w Kołobrzegu.

"Rejs po morzu torpedowcem z Waffen, nie wiem, czy SS".

"Można pojeździć czołgiem na Markecie Militarnym".

"Na pewno warto zobaczyć ulicę Dubois, bo jest to jedyny kawa­łek dawnej starówki".

"Najstarszy dąb w Polsce, Bolesław!".

"Muzeum Oręża Polskiego".

"Plaża w Grzybowie, kilka kilometrów od miasta, przepiękna, szeroka i bezludna".

Propozycje padają jedna za drugą, jest nawet oferta ekstremal­nego wypoczynku.

"Podjedź do miejscowości Podczele. Tam znajduje się byłe lotni­sko wojsk radzieckich w Bagiczu. Z tego, co pamiętam, to o tej porze roku lata się już na motolotniach. Zajebista sprawa. Może uda ci się wziąć małą kamerkę w rękę. Widoki zapierają dech w piersiach".

"No dobrze, a dansing?", rzucam pytanie uzupełniające. Pamiętam szaleństwa w Świnoujściu, może Kołobrzeg również ma coś do zaproponowania.

- Dansing? Człowieku, jest w każdym sanatorium, ale najlepsze, najwspanialsze potańcówki odbywają się w Bałtyku - to już mówi Ola, charakteryzatorka z TVN, i zapewnia, że można jej wierzyć, bo od lat jeździ tam z rodzicami.

- "Bałtyk" - dopisuję miejsce na listę.

- Na pewno znajdziesz, jest nad samym morzem. Możesz jeszcze zajrzeć do Kielczanki, tam też jest fajnie.

Tak zrobię, a na razie próbuję uporządkować wiadomości, bo zebra­łem ich sporo. Zapisuję wszystko w Wordzie i podkreślam trzy punkty:

1. Zjeść na promenadzie tę osławioną rybę.

2. Zwiedzić centrum miasta i wychwalaną starówkę.

3. Iść na dansing i porównać Kołobrzeg ze Świnoujściem.

Zawsze robię listę przed wyjazdem. Nie zawsze natomiast skru­pulatnie się jej trzymam. Wiem jednak, że nawet jeśli któregoś z punktów nie uda mi się zrealizować, to dzięki planowi wciąż je­stem w stanie lepiej zagospodarować czas. Akurat to zestawienie nie jest specjalnie wymagające, ale lepiej mieć trzy mocne punkty niż trzynaście takich sobie.

Pakuję się i jestem gotowy do podróży. Jednak tuż przed wyjaz­dem nadchodzi cudowna wiadomość, która zmienia mój plan i spra­wia, że zyskuję dodatkowy czas na miejscu.

(...) 

Czytaj na następnej stronie!

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje