Reklama

Reklama

Jak będziemy podróżować po pandemii?

Pandemia wpłynęła fatalnie na branżę turystyczną /123RF/PICSEL

"Powodów do obaw nie brakuje, ale warto do przyszłości turystyki podejść z dozą optymizmu. Tylko wtedy dostrzeżemy szanse na rozwój” – piszą autorzy raportu Travel Trend Report, w którym przewidują, jak zmieni się branża turystyczna. Przekonują, że podróżnicze nawyki, które wypracowaliśmy przez ostatni rok, zostaną z nami na długo. Czy wpłyną znacząco na branżę turystyczną?

Trudno zaprzeczyć, że pandemia koronawirusa przyśpieszyła zmiany w branży turystycznej i zmusiła ją do dostosowania się do trudnej do zaplanowania rzeczywistości, w której główną rolę odgrywa rozprzestrzeniający się w szybkim tempie wirus Sars-CoV-19.

Reklama

Żeby zatrzymać kolejne fale zakażeń, musieliśmy zamknąć się w domach i zrezygnować z podróżowania czy przemieszczania się w celach służbowych. Dla większości przymusowa izolacja i odłożenie wakacyjnych marzeń na dalszy tor było trudne do zniesienia. Kolejne fale zakażeń koronawirusem nie ułatwiły też pogrążającej się w kryzysie turystyce.

Odpowiedzialne podróżowanie

Ostatnie dwie dekady zaowocowały ogromnymi zmianami w turystyce. Do tej pory zarezerwowana dla najbogatszych możliwość poznawania świata, została przedstawiona osobom o mniejszej zasobności portfela. Kolejne połączenia lotnicze pojawiały się na podniebnych mapach, oferując klientom coraz to lepsze oferty: krótsze podróże, mniej przesiadek, tańsze bilety. Przyzwyczailiśmy się do tego, że możemy przenieść się w dowolne miejsce na planecie bez większego wysiłku. Poczuliśmy się prawdziwie wolni.

Pandemia wymusiła zwolnienie tempa i zmianę przyzwyczajeń, również tych podróżniczych.  Obostrzenia wprowadzone z zamiarem powstrzymania koronawirusa przed rozprzestrzenianiem się uderzyły w wiele przemysłów, ale i zwykłych ludzi, którzy z wojażami wiązali dotąd swoje życie.

- Decyzje o zmianie ustaleń i obostrzeń zapadają niemal natychmiast, a to poważnie komplikuje planowanie wyjazdów. Nawet kupując bilet lotniczy lub rezerwując noclegi z kilkudniowym wyprzedzeniem, możemy zostać niemiło zaskoczeni. Taka sytuacja przydarzyła się także mi, kiedy dwa dni przed wylotem do Grecji tamtejszy rząd wprowadził obowiązek posiadania negatywnego wyniku testu PCR. To było nierealne wymaganie. Przeciążone pracą laboratoria nie wysyłały informacji na czas, a testy nie zawsze były wiarygodne, nie mówiąc już o ich zawyżonych cenach - mówi Kinga, która mimo pandemii nie zrezygnowała z podróży po świecie.

Nawet jeśli w porę uda nam się uporać z okrutną biurokracją i przedstawić kontroli bezpieczeństwa wszystkie potrzebne dokumenty, może się okazać, że u celu wycieczki czekają kolejne komplikacje.

- Bardzo szybko zmieniają się też obostrzenia na miejscu. Jednego dnia wszystkie restauracje działają w reżimie sanitarnym, a następnego zostają zamknięte. Podobnie jest z hotelami. Przez zmieniające się jak w kalejdoskopie rozporządzenia możemy zostać zmuszeni do opuszczenia wynajętego pokoju szybciej, niż zakładaliśmy - dodaje.

Doświadczenia wyniesione z pandemii mogą przerodzić się w nowy, odpowiedzialny sposób podróżowania. Wakacje muszą być dokładnie przemyślane i bezpieczne w każdym aspekcie, począwszy od wyboru mniej popularnego wśród turystów kierunku. Wybieramy hotele, które przodują w systemie odkażania pokoi oraz części wspólnych. Zamiast wsiadać do zatłoczonego transferu z lotniska, zamawiamy taksówkę, mimo że zapłacimy za nią więcej. Nieustannie analizujemy wybory, by czuć się z nimi pewnie.

- Coraz częściej decydujemy się na dłuższe wyjazdy, głównie ze względu na koszty związane z wykonaniem potrzebnych testów lub wykupem ubezpieczenia turystycznego. Pandemia to nie jest odpowiedni moment na weekendowe wypady. Kiedyś wybieraliśmy kierunek lotu ze względu na cenę oraz osobiste preferencje. Teraz stawiamy na miejsca, w których nie będziemy musieli przestrzegać całej listy obostrzeń - komentuje Kinga.

Kryzys w lotnictwie a przyszłość turystyki

"Największy kryzys w historii lotnictwa" - tak najczęściej opisuje się to, co wydarzyło się przez ostatni rok po wybuchu pandemii COVID-19. To właśnie ten środek transportu najchętniej wybieraliśmy od lat. Jest najwygodniejszy, najszybszy i pozwala nam dotrzeć do najdalszych zakątków świata. Wprowadzone w zeszłym roku obostrzenia zmniejszyły drastycznie podniebny ruch. Straty odniesione w skutek pandemii są znacznie większe niż po zamachach z 11 września 2001 roku czy globalnym kryzysie finansowym, który przydarzył się siedem lat później.

- Pandemia COVID-19 jest przyczyną kryzysu w lotnictwie o niespodziewanej jak dotąd skali. W kwietniu 2020 roku doszło do 90 proc. spadku ruchu w skali globalnej w porównaniu do roku poprzedniego. Sytuacja zaczęła poprawiać się w miesiącach letnich, jednak od jesieni wciąż obserwujemy ograniczenia i zmniejszenia liczby lotów w związku z kolejnymi restrykcjami i obostrzeniami, wprowadzanymi przez kraje na całym świecie  - tłumaczy Justyna Grzybowska, Asystent Koordynatora Obsługi Terminalowej na Międzynarodowym Porcie Lotniczym Kraków-Balice.

Do tej pory spadki w ruchu lotniczym, wywołane niestabilną sytuacją gospodarczą i polityczną, wynosiły raptem kilka procent. Zaledwie trzy miesiące po wybuchu pandemii zanotowany przez Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) regres wyniósł aż 93 proc. Globalny kryzys zmusił przewoźników do ograniczenia ilości lotów, zwolnień pracowników, a nawet restrukturyzacji.

Czytaj na następnej stronie >>>

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje