Reklama

Reklama

Co skrywa serce Sahary?

Tymczasem ich przewodnik z plemienia Tubu odmawiał przyjęcia przypadającej na niego racji. Wystarczyło mu, że gasił pragnienie dwa razy dziennie, rano i wieczorem, wypijając po dwa łyki zaczerpniętej dłonią wody. Jeśli Tubu rzeczywiście są „genetycznym odłamem” ludzkości, to kiedy ewolucja zaczęła podążać tą drogą?

Reklama

Nieliczne badania genetyczne przeprowadzone na mieszkańcach środkowej Sahary pokazują, że proces przystosowania do życia na pustyni musiał rozpocząć się już tysiące lat temu.

Przypuszcza się, że lud Tubu wywodzi się od plemienia, które znane jest w historii pod nazwą Garamantów. Ten koczowniczy szczep pojawił się ok. 1000 roku p.n.e. w południowo-wschodnim rejonie dzisiejszej Libii i niebawem zdominował handel transsaharyjski na obszarze od afrykańskich tropików aż po wybrzeże Morza Śródziemnego.

To właśnie Garamantowie wytyczyli szlaki prowadzące przez olbrzymią pustynię, które po dziś dzień wykorzystywane są przez Tubu. Wraz z upadkiem imperium rzymskiego i starożytnego Egiptu handel się załamał.

Garamantowie zniknęli, ale ich wiedza przetrwała. Po czternastu dniach męczącego marszu, gdy ludzie i zwierzęta są już u kresu sił, na horyzoncie pojawiają się wzgórza Ennedi. W południowym skwarze karawana rozbija obóz w cieniu wąwozu. Ingay rozdziela ostatnie zapasy.

Posiłek stanowi boule, ulubiona potrawa Tubu, która składa się z prosa wymieszanego z okrą. Przy niej Ingay snuje opowieści ze skarbnicy legend swojego ludu, które zdają się obalać wszelkie odkrycia naukowe. To historie o magii pustyni oraz mądrości jej mieszkańców.

Podania o tym, jak przodkowie Tubu walczyli o przetrwanie, i o tym, co udało im się zdobyć. – W przeciwieństwie do zwierząt i roślin człowiek nie przystosował się w pełni do życia na pustyni – mówi Ingay.

– Nie mamy ani garbów, ani stóp wielkości talerzy, tak jak wielbłądy. Nie możemy na czas suszy zapaść w letarg, jak robi to skorpion. Nie potrafimy też wykorzystywać słonej wody jak krzew tamaryszku. Mamy tylko swój rozum i wolę życia. I ta mądrość przekazywana jest już dzieciom.

W poszukiwaniu odpowiednich pastwisk często wędrują daleko od obozu: w ten sposób uczą się Sahary, poznają piękno pustyni, ale również jej bezlitosne prawa. Ingay wysłał swojego syna przodem, by sprawdził drogę wiodącą do wodopoju.

Dziewięciolatek nie tylko zna dokładnie labirynt wąwozów, ale także niezliczone rysunki na skalnych ścianach wysokich na ponad 200 metrów. Malowidła przedstawiają zwierzęta, rzeki i drzewa z czasów, gdy rejon ten był jeszcze zielony. A na końcu wąwozu rzeczywiście widać, jak coś srebrzyście mieni się w słońcu. To legendarne jezioro w wadi Archei zasilane wodą z głębin Sahary. Źródło życia w sercu pustyni, w którym ciągle mieszka pięć krokodyli...

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje