Reklama

Reklama

Jej najskrytsza tajemnica

Jak sama twierdzi, na dobry wygląd składają się – wewnętrzny optymizm i pozytywny stosunek do życia

Warszawski pałac Zamoyskich, niedawna prezentacja jesiennej ramówki telewizji Polsat. Powoli schodzą się gwiazdy. Grażynie Wolszczak, która powiązana jest ze stacją rolą Grażyny Weksler w serialu "Pierwsza miłość", szybko udaje się wymknąć czatującym tradycyjnie przy wejściu fotoreporterom. – Czy jest tam alkohol? – pyta stojących przy wejściu dziennikarzy. – Jest. Ale tylko dla... pełnoletnich, pani Grażyno! – odpowiada ze śmiechem jeden z nich, wzbudzając tym rozbawienie tak pozostałych, jak i, co ważne, samej zainteresowanej.

Reklama

Żarty żartami, ale Grażyna Wolszczak, która w grudniu skończy 53 lata, wygląda coraz piękniej i coraz młodziej, wprawiając w kompleksy nawet dwukrotnie młodsze koleżanki. Jak ona to robi? – zastanawia się pewnie niejedna z pań. Co więcej, wielu znawców płci pięknej twierdzi, że wygląda lepiej niż wtedy, gdy zaczyna swoją przygodę z aktorstwem. –

Przypomnijcie sobie jej rolę w jednym z odcinków serialu 07, zgłoś się. Zagrała kobietę-szpiega, pokazała się w stroju kąpielowym. Chuda, właściwie bez biustu – wymieniają bez litości internauci na forum poświęconym temu kultowemu serialowi.

Sama pani Grażyna, zapytana o chirurgiczne poprawianie urody, tylko się śmieje. – Wyprostowałam zęby i uważam, że to wystarczy – przyznaje się, by dodać: – Dojrzałam i coraz lepiej czuję się w swojej skórze. Kiedy patrzę w lustro, myślę sobie, że nie jest źle! A życie jej nie oszczędzało.

15 lat temu straciła męża. Marek Sikora, aktor, którego pamiętamy z ról Ariela w Szaleństwie Majki Skowron i Jurka w Końcu wakacji, zmarł w wyniku wylewu w wieku niespełna 37 lat. Pani Grażyna, która miała z nim syna, dorosłego już dziś Filipa, długo nie mogła pogodzić się ze stratą...

Dziś jest w szczęśliwym związku ze scenarzystą Cezarym Harasimowiczem. I pięknieje z dnia na dzień! Figurę zawdzięcza tańcowi. Na początku kariery była w zespole wrocławskiej pantomimy. Ważne są również geny.

– Przemianę materii odziedziczyłam po mamie – zwierzała się w jednym z wywiadów. – Mogę jeść bez końca i nie przytyć ani grama. Mimo to zrezygnowałam z cukru, a czarną herbatę zastąpiłam zieloną. A jeżeli mam ochotę na słodycze, wcinam je! – zapewnia i dodaje: – Nigdy nie miałam wyboru, czy się przyznawać do swojego wieku, czy go skrzętnie ukrywać, bo w każdym tabloidzie przy nazwisku podawany jest wiek delikwenta. Urodziłam się w grudniu, więc już miesiąc później dodają mi rok. A tylko do osiemnastego roku życia kobieta chce być starsza. Ale nie mam co narzekać, bo czas i tak jest dla mnie całkiem łaskawy.

Jak sama twierdzi, na dobry wygląd pracuje wewnętrzny optymizm i pozytywny stosunek do życia. – Jak się człowiek nie zamartwia, to nie ma zmarszczek! – śmieje się aktorka. – A jak dbasz o zdrowie, dobrze się odżywiasz, ruszasz, to dajesz sobie szansę, by wyglądać dobrze. Tak właśnie próbuję żyć. Robię wszystko, by moje życie było przyjemne.

MK

Rewia 36/2011

Dowiedz się więcej na temat: Grażyna Wolszczak | młody wygląd

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje