Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Radość z życia? Naucz się doceniać małe rzeczy

Co mają wspólnego Duńczycy i tybetańscy mnisi? Czego żałujemy na łożu śmierci? Czy można być szczęśliwym, nie robiąc nic szczególnego? Uczymy jak, czerpać radość z drobnych przyjemności.

Współczesny świat wymaga od nas sporo. Chce, żebyśmy jednocześnie byli wydajni i wypoczęci, a z drugiej strony pracowali bez przerwy po kilkanaście godzin. Mamy być też młodzi, ale i doświadczeni. "Wystarczy uwierzyć w siebie" - przekonują nas kolejni piewcy amerykańskiego snu. Ale czy sukces na miarę milionerów z Doliny Krzemowej pisany jest każdemu i przede wszystkim, czy to właśnie pieniądze są tym, co nas uszczęśliwia? Okazuje się, że radość z życia jest znacznie łatwiejsza do osiągnięcia.  

Slow life w food trucku

Reklama

Karolina pracowała w jednej z krakowskich korporacji. Jej praca polegała na tym, że każdego dnia miała przygotowywać raport. Skrupulatnie wypełniała swoje obowiązki, nie zastanawiając się zbyt często, czemu służy jej praca i jakie znaczenie ma dla firmy. Po roku uzbierało jej się 220 raportów. Wtedy też odkryła, że można sprawdzić, ile razy od czasu ich powstania zostały otwarte. W dniu, w którym zorientowała się, że nikt ich nigdy nie przeczytał, runęło jej poczucie sensu.

- Uświadomiłam sobie, że rok mojej pracy prawdopodobnie poszedł na marne. Byłam nic nieznaczącym trybikiem w maszynie, nie miałam żadnego kontaktu z efektami pracy tej firmy. Pomyślałam, że jak do lekarza przychodzi pacjent z chorą nerką, a wychodzi ze zdrową, to efekty widoczne są gołym okiem. Jest radość i wdzięczność, jest satysfakcja. Ja wykonywałam pracę Syzyfa i to było moje największe przekleństwo - wspomina Karolina.

Nie liczyły się niezłe pieniądze, które zarabiała w korporacji ani duma rodziny, w końcu pracowała w tak "ważnej" firmie. Rzuciła ją niemalże z dnia na dzień i otworzyła niewielki biznes, prowadzi własnego food trucka i w końcu czuje satysfakcję z tego, co robi.

- Cieszy mnie to, że mogę sobie powoli gotować, a kolejka i tak będzie się ustawiać po moje jedzenie, bo klienci wiedzą, że pośpiech jest najgorszą przyprawą. Slow life - to mi daje prawdziwe szczęście - zapewnia Karolina.

Jak żyć, żeby nie żałować?

A co mówi o szczęściu Bronnie Ware, autorka książki "Czego żałują umierający"? Pracując jako opiekunka osób w podeszłym wieku, usłyszała wiele historii o młodości, miłości i wyborach, ale prócz wspomnień pojawiły się również refleksje. Wiele osób na łożu śmierci prosiło ją, by przekazała osobom, które mają jeszcze przed sobą całe życie, jakich błędów powinny unikać. Te prośby skłoniły ją do napisania książki. Okazuje się, że większość z nas u schyłku życia nie będzie żałowała niezarobionych pieniędzy czy zaprzepaszczonej kariery. Te kwestie, które w tej chwili nas do reszty pochłaniają, okazują się zupełnie nieistotne. Najważniejsze jest żyć w zgodzie ze sobą i nie zaniedbywać relacji z bliskimi. Prawdziwe szczęście daje nie jacht i stanowisko dyrektorskie, a odwaga i szczerość w wyrażaniu własnych uczuć.

Hygge, czyli duńska filozofia szczęścia

Jeden z najszczęśliwszych narodów świata przekonuje, że radość z życia daje praktykowanie filozofii zwanej hygge. Polega ona na codziennym relaksie poprzez odcięcie się od mediów, napawaniu się chwilą tu i teraz oraz kontakcie z najbliższymi. Marie Tourell Søderberg, autorka książki "Hygge. Duńska sztuka szczęścia" daje na to nawet konkretną receptę. Najpierw należy zadbać o atmosferę, czyli zgasić sztuczne oświetlenie i zapalić świeczki lub rozpalić w kominku. Następnie spróbujmy poczuć, że jesteśmy tu i teraz, przestać planować i wspominać, a przede wszystkim nie przeglądać internetu, który przenosi nas do innych światów. Należy odczuć własną obecność i podzielić się nią z towarzyszącą nam osobą. Poczuć wdzięczność za to, co mamy w tej chwili, przestać rywalizować i porzucić dążenia. Celem jest osiągnięcie harmonii i spokoju, a to, jak twierdzą Duńczycy, przyniesie nam czyste szczęście.

Medytacja, czyli praktyka uważności

Zbliżony pogląd na szczęście mają osoby praktykujące buddyzm lub mindfulness, czyli stosowaną w psychologii praktykę wywodzącą się z filozofii Dalekiego Wschodu tłumaczoną jako "uważność". Ponoć na tyle pozwala zdystansować się od świata, że pomaga uporać się nawet z bólem, dlatego w USA uczy się jej w niektórych szpitalach. Podobnie jak w przypadku hygge, celem jest doświadczenie kontaktu z rzeczywistością tu i teraz, jednak ten stan osiąga się dzięki praktyce medytacji. Dlaczego tak ważne jest skupienie się na tym, co wydarza nam się w teraźniejszości? Ponieważ dzięki temu mamy nauczyć się czerpać przyjemność z małych rzeczy, których w codziennym pędzie nawet nie jesteśmy w stanie dostrzec.   

Istnieje wiele sposobów na to, by zacząć czerpać radość z życia dzięki drobnym przyjemnościom. Niektórym daje to medytacja, jeszcze inni szukają tego szczęścia w modnym slow life lub duńskim hygge. Ważne jednak, by dostrzec, że ambicji nigdy nie uda nam się zaspokoić, a porównywanie się z innymi zawsze będzie nas stawiało na przegranej pozycji, w końcu łatwo znaleźć kogoś, kto ma jeszcze więcej, lepiej, bardziej. Osiąganie celów nie przybliży nas do szczęścia. Zresztą wcale nie musimy się do niego zbliżać, bo jest cały czas przy nas, wystarczy się zatrzymać i sobie je wziąć.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje