Przejdź na stronę główną Interia.pl

Perfumy łasucha

Mmm... jak one pachną! Karmelem, wanilią, migdałami, czekoladą. Lubimy się nimi rozkoszować szczególnie teraz, gdy jest zimno. Kompozycje „gourmand”, bo o nich mowa, to najsilniejszy trend w perfumiarstwie. Czym to się je? Opowiada Marta Siembab, senselierka, czyli ekspertka od zapachów.

Uwielbiam czekoladę. Czy to znaczy, że słodkie zapachy są dla mnie stworzone? 

Reklama

Marta Siembab: Tak, ale nie dlatego, że lubisz czekoladę. Skłonność do słodyczy to nieświadome wspomnienie z wczesnego dzieciństwa. Pokarm matki i sztuczne mleko są waniliowe. Podczas karmienia tworzą się więzi. Dlatego słodkości, czyli nuty gourmand (wymawiaj: gurmą), kojarzą nam się z bliskością.

To dotyczy tylko zapachów waniliowych?

- Nie tylko. Gourmand po francusku znaczy łasuch, więc w tej grupie są wszystkie zapachy apetyczne. Takie, które chce się zjeść.  

Czy nadają się dla każdej kobiety?

- Tak, ale ostrzegam: nie będą dobre do pracy, bo w chmurce słodkich nut nie stworzysz wizerunku profesjonalistki. Są na to badania: sprawdzano, jak odbierana jest ta sama osoba spryskana różnymi zapachami. Jeśli nuty były apetyczne, postrzegano ją jako mniej kompetentną. Dlatego gdy wybierasz się do notariusza, nie używaj karmelkowych perfum. Ale jeśli idziesz na randkę  i nie jesteś seksbombą, która kusi piżmowymi perfumami, możesz po nie sięgnąć. Są ciepłe, bliskie ciału. Nie wyzywające, ale słodkie, miłe. 

A mogę pachnieć nutellą w filharmonii? 

- Nie wypada, to drażni. Na wieczór lepiej użyć perfum, w których nuty słodkie zestawiono z ciężkimi, drzewnymi lub tytoniowymi, jak  w Black Orchid Toma Forda.

Raz na rok robię sobie detoks, na 2-3 tygodnie odstawiam słodycze. Może słodkie perfumy pomogłyby mi przetrwać ten czas?

- Przeciwnie! Zapachy gourmand zwiększają ochotę na słodkie. Sprawdź: gdy powąchasz kompozycję przypominającą deser, ślina od razu napłynie do ust. Dlatego gdy się odchudzasz, omijaj słodkie perfumy. 

Menu

Lubisz słodycze? 

-
Wolę słone i tłuste smaki, ale gdy czuję zapach piernika, gorzkiej czekolady, chleba...

Chleba? Świeżo upieczony pachnie pięknie, ale nie jest słodzikiem. 

- Podgrzany tostowy jest słodkawy. Tak samo słodkie staje się pieczone jabłko albo burak.  Wiśnia i śliwka w konfiturze też. Nawet zapach czerwonego wina jest gourmand, jeśli nie jest wytrawne. A dla Skandynawów słodkie są cukierki lukrecjowe z solą. Odbiór smaków i zapachów zaskakuje.

To prawda. Ja na przykład w perfumach  Phaedon Dzhari czuję rum, a znajomi amaretto, kukułki, krem kawowy. 

-
Ja tam czuję malagę. To zabrzmi patetycznie, ale dobre perfumy są jak poezja - dużo się w nich dzieje i różnie można je interpretować przez pryzmat własnej wrażliwości i doświadczeń. 

Ale są takie aromaty gourmand, które są jednoznaczne. Na przykład karmel. 

-
To prosty, słodki zapach, nie aspiruje do eleganckich. Lubią go młode dziewczyny. Często  od niego zaczynają przygodę z perfumami, bo to nie wymaga wyrobienia zapachowego. Podobnie jest z jedzeniem - zanim polubimy ser pleśniowy i oliwki, zazwyczaj wolimy żelki. A że firmy chcą przyciągać młodych klientów, powstaje coraz więcej karmelowych zapachów.

Wszystkie pachną podobnie. Tak jak waniliowe - są proste, tanie, męczące. 

-
Wanilinowe, nie waniliowe. W wanilii jest aż 60 różnych zapachów, wanilina jest jednym  z nich. Zapach karmelu też jest jednoskładnikowy, odpowiada za niego malto etylowy. Takie nuty są męczące, bo gdy mamy jeden składnik, zapach się nie rozwija. Cały czas pachnie tak samo, w dodatku mocno i trwale. Męczy węch.  A przecież jeden dźwięk też by cię zmęczył, gdybyś go słuchała dłużej. 

A inne nuty gourmand są bardziej skomplikowane?

-
Zapachy wanilii i fasolki tonka, która pachnie marcepanem, zawierają mnóstwo substancji chemicznych o różnym stopniu ulotności. Tak są komponowane również szlachetne, wielopłaszczyznowe perfumy gourmand. Najpierw unosi się najlżejsza - i zazwyczaj najświeższa , na przykład cytrusowa, kwiatowa, owocowa. Słodkie nuty w takich perfumach są położone głębiej, nie atakują nosa od razu.

Od kuchni


Czy w przypadku nut gourmand perfumiarze używają naturalnych ekstraktów czy syntetycznych aromatów?

- Niewiele jest słodkich ekstraktów naturalnych. A te, które są, na przykład waniliowy, sporo kosztują. Dlatego większość składników powstaje w laboratoriach.

Jak to się robi? 

-
Na przykład tak zwaną metodą headspace. Nakłada się na słodkość szklaną kulę, która zasysa zapach i przekazuje do urządzenia rozkładającego go na czynniki pierwsze, czyli związki chemiczne. Potem perfumiarze odtwarzają zapach według wzoru. Nie ma takiego, którego nie można skopiować. Aromat magdalenki, marshmallow, brownie, czekolady, waniliowych makaroników...

- Pytanie tylko, czy rynek jest na zapach danego deseru gotowy. Nie spotkałam na przykład dotąd perfum makowcowych. Odtwarzanie zapachu gotowych deserów to nowy trend.  Zaczęły powstawać też kompozycje z mlekiem kokosowym albo migdałowym, na przykład woda Serge’a Lutensa Dent de lait (czyli "mleczny ząb"). Kiedyś tak odważnych pomysłów  nie było. 

A co było? 

- Perfumiarze tworzyli z aromatów stosowanych w przemyśle spożywczym. Te, które można było zjeść, można było też dołożyć do perfum.

Słodki początek

Czy historia gourmand, jak wielu innych perfumiarskich hitów, zaczyna się od Kleopatry? 

-
Nie. To młodziutki akord. Pierwszym popularnym zapachem gourmand był Angel  Thierry’ego Muglera. Pojawił się niedawno,  w 1997 roku. Był słodki, lepki i ciężki, ale z nutą paczuli. Pachniał ogromną watą cukrową i... ciemnym lasem. Powstał nie dlatego, że Thierry Mugler lubił watę cukrową. To była prowokacja, manifest marki, która obwieszczała światu,  że jest niebanalna, otwarta, rewolucyjna... Chwyciło! I powstała ścieżka, która ciągle się rozrasta, bo nuty gourmand ewoluują. 

Nikt wcześniej nie wpadł na to, że słodki  zapach wywołuje miłe uczucia? 

-
Raz taki stworzono, w 1916 roku. Pachniał deserem z lodami, bitą śmietaną i bananami. Pojawił się za wcześnie. Ludzie perfumowali się wtedy mocnymi, orientalnymi, kwiatowymi, szyprowymi i piżmowymi kompozycjami. Pachnieć jedzeniem? To było nie do pomyślenia. Nie wywołało nawet skandalu, przeszło niezauważone. 

A co było między ciężkimi perfumami z tradycjami a zapachami gourmand? 

-
Wielkie akwarium, czyli akordy morskie, jak Acqua di Giò lub Davidoff. Dziś wydają się nam nudne, ale wtedy były nowoczesne. Bo składnik, który daje akord morski, był wcześniej stosowany tylko w detergentach, na przykład w proszku  do prania. To był szok, że człowiek może pachnieć jak płyn do mycia szyb. Bardzo to polubiliśmy. 

Na deser

Wspominałaś, że zapachy gourmand ewoluują. Pojawia się coraz więcej inspirowanych deserami. Czy to oznacza, że rozwój perfum gourmand zależy od pomysłowości cukierników? 

-
Tak i nie. Oprócz zapachów jednoznacznie kojarzących się ze słodkościami jest też druga ścieżka: nuty gourmand są łączone z klasycznymi nutami i powstają nowoczesne, ale eleganckie kompozycje. Nie czuć w nich słodyczy, ale jest akord szyprowy lub kwiatowy, tyle że pachnący inaczej niż dotąd. Dzięki temu do łask wróciły zapachy utożsamiane z babcinymi. Po dodaniu  do nich nuty gourmand są słodko-gorzkie.

Czyli wystarczy klasyczne perfumy wzbogacić karmelem? 

-
To byłoby nie do zniesienia. Trzeba najpierw zamienić główne nuty na lżejsze odpowiedniki. Czyli na przykład zamiast bergamotki dać mandarynkę. A potem coś słodkiego. I powstaje  Coco Mademoiselle Chanel, Poison Girl Diora lub La vie est belle Lancôme. To są współczesne szyprowe perfumy gourmand. W ten sposób firmy odświeżają tradycję. I przyciągają klientki, które chcą pachnieć luksusowo i jednocześnie przyjaźnie. A takich jest większość. 

Rozmawiała Ewa Sarnowicz

Zobacz także:



Dowiedz się więcej na temat: perfumy | zapach | Styl.pl | dama | Czekolada

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje