Reklama

Reklama

Stanisław Soyka: Już nic nie muszę

Wspiera pan projekt "Niemen inaczej".

Reklama

- I bardzo się z tego cieszę. Jestem zaszczycony. 

Wydał pan płyty z jego utworami, spotykał się z nim na scenie. Co takiego jest w jego twórczości, że porusza kolejne pokolenie? 

- Jego indywidualny rytm. Poza tym, że był niedościgłym śpiewakiem, był kompozytorem. I to jest bardzo cenna spuścizna. Niemen posiadał własną nutę. Są pewne zwroty w muzyce, które są tylko jego i nikt nie jest w stanie ich powielić. To coś, co jest wieczne. 

- Tym bardziej cieszę się, że biorę udział w przenoszeniu twórczości Niemena dalej. Sam nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Nie mogę pojąć, dlaczego efektem rewolucji edukacyjnej była likwidacja zajęć muzycznych i rysunku. 

- W wyniku tak nierozważnej decyzji w świat wychodzą dzieciaki kulturowo kulawe. Muzyka bardzo kompleksowo uruchamia umysł. 

Angażuje się pan w politykę?

- Miałem takie epizody, że uwierzyłem komuś i się bardzo zawiodłem. Dziś korzystam z prawa wyborczego i angażuję się w pozarządowe aktywności. Uważam, że każdy powinien robić swoje. Dostałem kiedyś Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Mówię mamie: "Dają mi ten krzyż, ale ten ma mi go wręczać, nie chcę nic od niego". Na co mama odpowiada: "Staszek, to nie jest od tego czy tamtego, ale od narodu za to, że jedziesz, kaj cię wołają i nie dosz się długo prosić" (śmiech). 

Czego nauczyły pana dzieci? 

- Długo by opowiadać. Bywało, że mnie uratowały. Pokazały mi też moje własne przywary. Bo odkrywałem, że jeśli były jakieś cechy, które mnie u nich wkurzały, to po głębszej analizie rozumiałem, że to rzeczy, które nabyły ode mnie. 

Przeprosił pan syna za to, że gdy miał kilka miesięcy, złoił mu pan tyłek? 

- Gadaliśmy o tym. Odbyliśmy liturgię, wyspowiadałem się i poprosiłem o wybaczenie. 

Macie dziś relacje partnerskie? 

- Partnerskie i braterskie. Każdy mój syn jest inny. Wszyscy są artystami. 

Co jest dla pana najważniejsze? 

- Miłość. Jej odcieni jest wiele - rodzicielska, bliźniego, braterska. Ale one wszystkie mają jeden mianownik. Bez miłości nic nie może działać. 

Zobacz także: 

Rozmawiała: Justyna Kasprzak 


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje