Reklama

Reklama

Spojrzeniem robiła z mężczyzn niewolników

Po premierze filmu Ewa chce spać została okrzyknięta polską Brigitte Bardot.

 Ponad 60 lat temu Barbara Kwiatkowska swoją rolą w tej komedii zawojowała serca widzów i weszła na drogę międzynarodowej kariery. Miała 17 lat...

- W Polsce utrwaliła się legenda, że dostałam tę rolę dzięki konkursowi miesięcznika Film. Kilka dziewcząt trafiło tą drogą do kina. Jednak w moim przypadku było inaczej - powiedziała po latach w wywiadzie.

Z domu rodzinnego wyniosła naukę, że tylko ciężką pracą można coś osiągnąć. Kiedy w 1957 roku wspomniany magazyn Film organizował konkurs, Basia uczyła się już w warszawskiej szkole baletowej. Dostała się też do Zespołu Pieśni i Tańca Skolimów, ówczesnej kuźni talentów. Cały czas ćwiczyła śpiew i taniec. Opłaciło się. Została wysłana na nabór kwalifikacyjny do filmu Epizod, który kręcony był w Łodzi.
Popisom młodych kandydatów przed komisją przyglądała się także ekipa nowo powstającej komedii. Szukali odtwórczyni głównej roli. Mieli scenariusz z dialogami Jeremiego Przybory (†89), wybrane plenery w Piotrkowie Trybunalskim - ulicę Pijarskę i Stare Miasto. Roman Kłosowski (89) czekał, by zagrać łobuza Julka! Brakowało im tylko Ewy, która w filmie ma lada dzień rozpocząć naukę w technikum, ale nie ma gdzie nocować, bo internat jest zamknięty. Pomaga jej przystojny milicjant, grany przez Stanisława Mikulskiego (†85). Tak oto początkująca aktorka Barbara Kwiatkowska trafiła pod skrzydła początkującego reżysera Tadeusza Chmielewskiego (†89).

Komedia Ewa chce spać, którą wtedy razem zrealizowali, okazała się strzałem w dziesiątkę. Była wyświetlana w 26 krajach! Basię zaskoczyło to wielkie powodzenie. I zaskoczyła miłość. Starszy o 13 lat Tadeusz Chmielewski poświęcał jej tyle uwagi, że nie potrafiła oprzeć się jego urokowi. Marzenia o wspólnej przyszłości musiała jednak włożyć między bajki. Reżyser był żonaty i... nie zamierzał tego zmieniać! Ciężko to przeżywała... Miała złamane serce.
W modnym hotelu Grand przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi spotkał ją któregoś dnia pewien student Filmówki. Nazywał się Roman Polański (84). Kiedy ją zobaczył, stanął jak wryty.
- Była jedną z najpiękniejszych dziewczyn, jakie kiedykolwiek widziałem. Ciemna szatynka, prawie brunetka, miała twarz o wykroju migdała, wspaniałe, długie rzęsy, zadarty nosek i gibkie, jędrne ciało - wspominał. Zaaranżował spotkanie w kawiarni Honoratka, gdzie bywała artystyczna elita. Od tamtej pory był jej powiernikiem. Cierpliwie słuchał zwierzeń o zawiedzionej miłości do starszego reżysera. I marzył o tym, by pozwoliła się mu pocieszyć. Nie odstępował jej na krok. Gdy została zaproszona jako gwiazda na festiwal filmowy do San Sebastian, stanął na głowie, by pojechać razem z nią. Tłumaczył, że musi wziąć udział w pokazie swojej etiudy filmowej Dwóch ludzi z szafą. Paszport zdobył cudem.

W Hiszpanii zaproponowano aktorce intratny kontrakt, jednak on przekonał ją, by go odrzuciła. Jak? Namówił reżysera Andrzeja Munka, żeby powierzył jej rolę w Zezowatym szczęściu, bo przy tym filmie sam też pracował. I tym sposobem mógł być cały czas blisko niej. W swoim zachwycie bliski był przesady. Kazał jej w nieskończoność powtarzać ujęcia! W końcu sam Munk odsunął go od ujęć z Basią. Wtedy zaczęła interesować się scenografem Lechem Zahorskim. Polański, zazdrosny i zagrożony, oświadczył się.

Ślub odbył się 9 września 1959 roku w atmosferze skandalu. Polański kazał gościom skakać przez owinięte papierem toaletowym i podpalone kółko do hula-hop. Studenci reżyserii zabawiali się 3-kilogramową flądrą, a muzyk Krzysztof Komeda (†37) wyrzucił przez okno wałek od tapczanu. Interweniowała milicja, ale Basia... poczęstowała funkcjonariuszy wódką.

Reklama

- Wszedł w moje życie i był w nim wszechobecny. Nie do usunięcia. Potrafił mnie przekonać, że jest mi po prostu jak powietrze niezbędny do dalszego rozwoju - opowiadała po latach. W końcu po nieudanych próbach zrobienia kariery w Paryżu, otrzymała propozycję zagrania we włoskim filmie. Ona pojechała do Rzymu, a Roman Polański do Polski, kręcić swój pierwszy film Nóż w wodzie. I to był koniec ich małżeństwa.

Miała romans z reżyserem Gillo Pontecorvo (†76), a potem zakochała się w austriackim aktorze Karlheinzie Böhmie, któremu sławę przyniosła rola cesarza Franciszka Józefa w filmie Sissi z Romy Schneider. Urodziła córkę, Katharinę, dziś też aktorkę. Karlheinz był jednak równie zaborczy jak Polański. W 1980 roku się rozwiodła.

Szczęście znalazła u boku trzeciego męża, muzyka jazzowego Leszka Żądły. Przez lata mieszkali w Monachium. Aktorka związała się z Radiem Wolna Europa. Marzyła o powrocie do kraju. Jednak kiedy stało się to możliwe, nie zdążyła zrealizować marzenia. Zmarła na wylew krwi do mózgu 6 marca 1995 roku. Jej prochy przewieziono na cmentarz Rakowicki w Krakowie. 

rFF

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje