Reklama

Reklama

Sonia Bohosiewicz. Na Śląsku też są Himalaje

Wychowała się w Żorach, dlatego doskonale rozumie tętno Śląska: " Bycie żoną górnika, myślę, że jest tak samo trudne, jak bycie żoną himalaisty", czytamy pod opisem zdjęcia na Instagramie. Co aktorka ma do przekazania? I dlaczego teraz?

"Moja przyjaciółka Aśka namówiła mnie dziś na morsowanie w jeziorze. To był mój pierwszy raz i było bosko!!! Morsuje tu kto?"- takie pytanie na Instagramie zadała aktorka swoim fanom.

Reklama

Odzew był natychmiastowy " "Łooooo, brawo za samozaparcie", "Mój mąż morsuje od 7 lat i od 7 lat nie zjadł antybiotyku.To chyba działa" 

Tym samym aktorka pokazuje, że chętnie podejmuje nowe wyzwania, jest gotowa ponosić ryzyko. Jednak sama będąc kobietą, żoną, matką zastanawia się, jaka jest jego cena? Na profilu aktorki czytamy wzruszający wpis:

"Ostatnio podzieliliśmy się na dwa, jak to zwykle u nas bywa, wrogie sobie obozy... Ludzi, którzy rozumieją i nawet podziwiają, tych którzy stawiają swoje życie i zdrowie na szali za cenę realizacji swoich pasji, oraz na tych, którzy tego nie rozumieją i taka postawa ich irytuje. Sami się tam pchali! To trzeba być wariatem! Nikt im nie kazał! W mojej głowie również odbywał taki spór, ale w sercu było cierpienie. Może to przez mój Śląsk?... Pogodne kobiety, opierające się łokciami o parapet, wyglądające przez okna z śnieżnobiałymi firankami, z zapachem obiadu w tle, kiedy kończy się na kopalni szychta. A jednak, kiedy przyjrzeć im się uważniej, to wyczuwa się w nich niepokój. Bycie żoną górnika, myślę, że jest tak samo trudne, jak bycie żoną himalaisty".

Zobacz także

Dowiedz się więcej na temat: Sonia Bohosiewicz | aktorka | Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje