Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Renee Zellweger. Na taką rolę czekała bardzo długo

"Bridget to ja"

Po roli, która jest manifestem całego pokolenia kobiet, mało która aktorka potrafi się podnieść. Nie udało się to ani Sarah Jessice Parker, do dzisiaj kojarzonej z Carrie Bradshaw z "Seksu w wielkim mieście", ani Caliście Flockhart, która już na zawsze pozostanie Ally McBeal. A to właśnie Bridget Jones została twarzą początku lat 2000. i symbolem narodzin nowego zjawiska: samowystarczalnej kobiety sukcesu, która wcale nie musi być doskonała.

Reklama

Bo Bridget ma odrosty, lekką nadwagę, za dużo pije i pali, uwielbia słodycze, czasami przeklina i rzuca mało wyrafinowanymi żartami oraz uwielbia spędzać czas w piżamie przed telewizorem. Ta komiczna singielka z Londynu stała się bohaterką popkultury na niespotykaną dotąd skalę, a kobiety na całym świecie deklarowały: "Bridget to ja". Jednak kiedy producenci w głównej roli obsadzili Amerykankę z Teksasu, odrzucając m.in. na wskroś angielskie Kate Winslet, Rachel Weisz, Emily Watson czy Helenę Bonham Carter, wzbudziło to falę oburzenia.

Po premierze wszelkie głosy krytyki ucichły, bo Renée Zellweger do roli Bridget nie tylko przytyła 10 kilogramów, ale także perfekcyjnie opanowała brytyjski akcent. Efekt? Ona dostała swoją pierwszą nominację do Oscara, a sam film zarobił w 2001 roku 280 mln dolarów. Trzy lata później doczekał się kontynuacji - "Bridget Jones: W pogoni za rozumem" - która również okazała się hitem. Gigantyczna popularność serii wzięła się z prostego przesłania: szczęście polega na zaakceptowaniu siebie.

W pogoni za miłością

Renée, tak jak Bridget, cały czas szukała tego jedynego. I również nie miała szczęścia. Swojego pierwszego chłopaka, Simsa Ellisona, poznała w barze Sugar w Austin, gdzie podczas studiów dorabiała jako kelnerka. Był przystojny i długowłosy, grał na basie w rockowym zespole Pariah. Zakochali się w sobie do szaleństwa, byli parą przez pięć lat. Ponoć muzyk coraz gorzej znosił rosnącą popularność partnerki, ostatecznie ona przeprowadziła się do Kalifornii, a on został w Teksasie. Ellison cierpiał już wtedy na depresję, a kiedy wytwórnia nie przedłużyła jego kapeli umowy i odmówiła wydania płyty, popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę. Renée ciężko to przeżyła.

Później związała się Jimem Carreyem, którego poznała na planie filmu "Ja, Irena i ja". Były zaręczyny i pierścionek z diamentem za 200 tys. dolarów, ale ta miłość też nie skończyła się happy endem. Aktorzy rozstali się po dwóch latach, pod koniec 2000 roku. Oficjalny powód? "Odmienne plany na życie". Pocieszenie Zellweger znalazła w ramionach kolejnego muzyka, młodszego od niej o sześć lat Jacka White’a z The White Stripes. Para poznała się w Rumunii, na planie "Wzgórza nadziei". Jack był nie tylko współautorem ścieżki dźwiękowej do filmu, ale także pojawił się na ekranie. Kiedy Renée odbierała w 2004 roku Oscara za swoją rolę, byli już parą. Ponoć to właśnie Jacka White’a aktorka nazywała miłością swojego życia, a w jednym z wywiadów przyznała: "Jack to wyjątkowa osoba. Jest taki utalentowany i mądry... To nie tylko świetny muzyk, jest też prawdziwym pasjonatem kina. Czasem moja ignorancja go wkurza (...). Byłam jego fanką, jeszcze zanim się poznaliśmy. Jego muzyka sprawia, że mam łzy w oczach. Ta czystość i siła mówią wszystko o człowieku, który ją napisał".

Po dwóch latach para wyznaczyła datę ślubu: Boże Narodzenie 2004 roku. Na początku grudnia Jack uznał, że nie jest gotowy na tak poważne zobowiązanie. Zmienił zdanie pół roku później i ożenił się z... 25-letnią modelką Karen Elson, która miesiąc wcześniej wystąpiła w wideoklipie do jego piosenki. Renée nie pozostała mu dłużna i w maju 2005 roku wyszła za mąż za wokalistę country Kenny’ego Chesneya. Romantyczna ceremonia odbyła się na plaży na Wyspach Dziewiczych, a pan młody wystąpił w kowbojskim kapeluszu. Cztery miesiące później Zellweger złożyła podanie o anulowanie małżeństwa, stwierdzając, że mąż ją oszukał. I choć oficjalnie nigdy nie podała powodu rozstania, to sugerowała, że muzyk jest homoseksualistą. Na pytanie dziennikarza o 128 dni spędzonych w związku z Chesneyem odpowiedziała krótko: "To największy błąd, jaki popełniłam".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje