Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Przemysław Kossakowski o związku z Martyną Wojciechowską

W telewizji pojawił się znikąd. Niedoświadczony medialnie chłopak z prowincji przekonał do siebie tysiące widzów. Mimo że osiągnął sukces, dalej twardo stąpa po ziemi. Ostatnio znów powrócił na pierwsze strony gazet. Wszystko za sprawą związku z Martyną Wojciechowską. O ich relacji zdecydował się opowiedzieć magazynowi Twój Styl.

Jego życie nie było usłane różami. Wychowywany na jednym z częstochowskich osiedli, w wywiadach podkreśla, że głównie przez matkę. Ojca szybko zabrakło w jego życiu. 

Mało kto wie, że Przemysław Kossakowski marzył o tym, by być malarzem. Przez lata był wierny swojemu postanowieniu. W wywiadzie dla Twojego Stylu przyznaje, że pierwsze pieniądze zarobione w Holandii podczas emigracji zarobkowej wydał na porządne farby. Po kilkunastu godzinach ciężkiej fizycznej pracy chwytał za pędzel. Marzenia o byciu artystą porzucił po powrocie do kraju.

Dziennikarz w rozmowie opowiedział również o swojej pierwszej żonie. Małżeństwo nie przetrwało próby czasu. "Myślę, że żona zmęczyła się życiem na wsi i rozpaczliwymi próbami wiązania końca z końcem. Zostałem sam. Czterdziestolatek bez kobiety, dzieci, roboty, za to z poczuciem, że w życiu niespecjalnie mu wyszło i musi zbudować je od nowa" - powiedział Twojemu Stylowi. 

Znajomi Kossakowskiego potwierdzają to, co można usłyszeć w Warszawie. Sodówka nigdy nie uderzyła mu do głowy, choć przyznaje, że sława potrafi sprawić, że człowiek czuje się lepszy od innych. Dziennikarce Twojego Stylu zdradził, że w takich chwilach wspomina, jak lata temu dobrzy ludzie dawali mu pieniądze, by mógł kupić bułkę w Biedronce.

Przemysław Kossakowski po raz pierwszy opowiedział o swoim związku z Martyną Wojciechowską. Para do tej pojawiła się publicznie tylko raz, z okazji charytatywnego balu telewizji TVN. Okazuje się, że ich pierwsza wymiana SMS-ów była bardzo burzliwa. 

Pierwszy raz zobaczyli się w studiu Dzień Dobry TVN. Wtedy dziennikarz podał Wojciechowskiej swój numer telefonu w nadziei na dalszy kontakt. Komórka milczała przez pół roku. "Nagle któregoś wieczoru dostaję od niej SMS. Wiadomość była pełna pasji i prawdziwego gniewu. Okazało się, że właśnie natknęła się na mój program, w którym jadłem zupę z płetwy rekina. Zarzuciła mi skrajną nieodpowiedzialność. Branie udziału w nagannych praktykach dewastujących ekosystem. Ten SMS mnie zachwycił. Postanowiłem udowodnić jej, że zjadanie zagrożonych gatunków to najmniejsza z moich wad. Ten proces trwa do dzisiaj..." - powiedział Twojemu Stylowi. 

Przemysław Kossakowski nie szczędzi swojej ukochanej komplementów. Przyznaje, że Martyna Wojciechowska jest kobietą, której trudno zaimponować. Prowadzi samochód lepiej i szybciej niż większość mężczyzn, przeżyła też wiele niezwykłych przygód, zwiedziła egzotyczne kraje. "Martyny nie da się zdobyć, na nią trzeba zasłużyć" - przyznaje Kossakowski. "Jeżeli więc można jej czymś zaimponować, to byciem obok tak, żeby była pewna, że zawsze może na mnie liczyć." - dodaje w rozmowie z Twoim Stylem. 

Zobacz także:

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje