Reklama

Reklama

Melania Trump została sama?

Toczące się w USA zamieszki wpłynęły bezpośrednio na sytuację Melanii i Donalda Trupów. Ich najbliżsi współpracownicy zrezygnowali z pełnionych funkcji. Jedną z nich jest osoba pełniąca funkcję prawej ręki żony prezydenta.

W środę Kongres USA miał ostatecznie potwierdzić ważność wyborów prezydenckich i oficjalnie uznać Joe Bidena za nowego prezydenta. W trakcie spotkania do siedziby Kongresu wdarli się zwolennicy Donalda Trumpa. Chcieli przeszkodzić kongresmenom w naradach. Finalnie zamieszanie przerodziło się w śmiertelne zamieszki, podczas których postrzelona została kobieta, a trzy osoby zmarły na miejscu.

Reklama

Sytuacja stała się na tyle poważna, że w stłumienie zamieszek zaangażowano Gwardię Narodową. Brutalne przepychanki zaniepokoiły pracowników Białego Domu. Ci, którzy stali po stronie Trumpa, zdecydowali się zrezygnować ze stanowisk. Według doniesień CNN wśród tej grupy znalazła się również szefowa sztabu pierwszej damy - Melanii Trump.

"To był zaszczyt służyć krajowi w Białym Domu. Jestem bardzo dumna, że mogłam uczestniczyć w misji pani Trump, polegającej na pomaganiu dzieciom na całym świecie. Jestem dumna z wielu osiągnięć" - powiedziała w rozmowie z dziennikarzami.

Girsham wyznała, że łączy ją bliska relacja z Melanią, ale wydarzenia w Kapitolu przelały czarę goryczy. Przypomnijmy, że do tej pory pomagała Melanii w najważniejszych obowiązkach, czuwała nad jej kalendarzem oraz dbała o medialny wizerunek.

Zobacz także:

Dowiedz się więcej na temat: Melania Trump | Donald Trump | Joe Biden

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje