Reklama

Reklama

Meghan Markle nie ma kontaktu z matką

Meghan Markle wyznała, że jednym z powodów przeprowadzki było zamieszkanie jak najbliżej Dorii Ragland. Utrzymywanie bliskich kontaktów z matką utrudnił byłej księżnej koronawirus. Jak Meghan się z tym czuje?

Meghan Markle i Harry cieszą się ogromnym zainteresowaniem światowych mediów. Przypomnijmy, że książęta Sussexu wywołali nie lada sensację w światowych mediach, po tym, jak ogłosili, że rezygnują z tytułów, odcinają się od rodziny królewskiej i przeprowadzają do Ameryki Północnej.

Reklama

Kilka tygodni temu na oficjalnym Intagramie eksroyalsów pojawiło się oświadczenie, w którym para zapowiedziała, że chce na dobre uniezależnić się od brytyjskiej rodziny królewskiej. Jak się okazało, królowa Elżbieta nie zdawała sobie sprawy, jakie plany na przyszłość ma jej wnuk, a o całej sytuacji dowiedziała się z mediów. Do 31 marca Meghan i Harry wciąż mogli używać tytułów. Teraz zdani są wyłącznie na siebie.

Ostatecznie para postanowiła zakupić dom w Los Angeles i właśnie tam kontynuować życie wolne od dworskich problemów. Dlaczego wybór padł akurat na Miasto Aniołów? Otóż Meghan zdecydowała się powrócić do pracy aktorki. Teraz czeka na rolę marzeń, w której zaprezentuje swoje możliwości i umiejętności.

Drugim powodem była matka Meghan. Jednak jak podaje "The Sun", w związku z pandemią była księżna nie miała szansy zobaczyć się z Dorią od kilku tygodni, mimo że ich domy dzieli tylko 16 kilometrów.

"Meghan jest załamana. W końcu jednym z głównych powodów, dla których zdecydowała się zamieszkać w Los Angeles, była bliskość mamy. Jako że Doria znajduje się w grupie ryzyka, musi zachować wszelkie środki ostrożności, a Meghan i Harry ściśle przestrzegają wszystkich formalnych wytycznych" - tłumaczy informator.

Gratulujemy Meghan odpowiedzialnej postawy!

 

Dowiedz się więcej na temat: Meghan Markle | Harry książę

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje