Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maciej Nowak: Tylko apetyczni jedzą

​Z pozoru dobroduszny jak misie, które kolekcjonuje, i barwny jak jego koszule, jest postrachem restauratorów i kucharzy.

Na co dzień to scena i dyrektorowanie poznańskiemu Teatrowi Polskiemu najbardziej go zajmują. Jednak i  telewizja go bawi, więc po półtora roku przerwy postanowił podjąć przygodę, jaką jest program "Top Chef". Nadaje się do tego idealnie: to hedonista, erudyta i smakosz, który pięknie opowiada o smakach na talerzu.

Reklama

Więc mniej straszę... 

"Ja z  zasady tylko jem, a  nie gotuję, choć znam i takich, którzy gotują, a nie jedzą. Albo mówią, że gotują, a nie gotują. Warto spojrzeć na postury osób wygłaszających opinie o jedzeniu. Tylko apetyczni jedzą", zapewnia rozmowie ten 54-latek, prawie skończony historyk sztuki, kochający na zabój swoją rodzinę, domowe jedzenie, kolory, pamiątki, zbierający misie. 

Kilka lat temu dokonał comingoutu, nie wszystkim było to w smak, ze szczególnym uwzględnieniem niektórych urzędników, dla których światopogląd był ważniejszy niż wiedza, wyczucie i kompetencja. O życiu prywatnym: związkach i romansach z dziennikarzami nie rozmawia. Z  rodzicami nigdy nie dyskutował o swojej orientacji seksualnej, bo po prostu nie czuł takiej potrzeby. I tak wiedzieli. To oni pierwsi zauważyli też, że ich syn kocha występować, a  najbardziej śpiewać, choć niestety natura nie obdarzyła go czystym głosikiem. 

Kiedyś opisywał w prasie restauracje w Polsce. Już tego nie robi, z braku czasu. Ale do lokali chadza i do tej pory drżą przed nim restauratorzy. "Od kilku osób słyszałem, że na zapleczach restauracji ciągle wisi moje zdjęcie, żeby na tego gościa uważać. Teraz skupiłem się na teatrze. Więc mniej straszę", śmieje się. Mimo tego, po półtora roku wrócił do "Top Chefa".

"Część osób mnie nie zna. Myślą sobie, o taki grubasek sobie przychodzi, nie wiadomo, kto to jest. I bardzo dobrze. Czas płynie", mówi z właściwym sobie dystansem. Zauważa też, jak bardzo przez półtora roku, gdy programu nie było na antenie, zmienili się młodzi kucharze przychodzący po medialną sławę: że jest więcej dziewczyn i te nie są już w programie paprotkami, i że młodzi są grzeczniejsi oraz... perfekcyjnie wystylizowani. 

I tak jednak zawodnicy muszą uważać na to, co podają na talerzu Maciejowi, który jak każdy, ma swoje preferencje kulinarne. Na przykład nie znosi musów i modnych "pianek". "Nie po to człowiek ma zęby, żeby z nich nie korzystał. Poza tym pianki oszukują, mówi się nawet, że czego się nie dogotuje, to się zmiksuje. Ja zjem wszystko i nie kapryszę. Najważniejsze są smaki z dzieciństwa, bo one kształtują kosmos wrażeniowy. Wszystko to, co przypomina kuchnię mojego taty, bo u mnie w domu to tata gotuje, rozczula mnie - jak pierogi, z mięsa wołowego, gotowanego z  marchewką, na przykład. 

Tata kontynuuje smaki z kuchni ukochanej babci Pelci z Grudziądza, czyli taki miks pomorsko - wielkopolski, jak kurczak w białym sosie. Babcia dorzucała do sosu beszamelowego jeszcze rodzynki. To było słodkie, słone, w sumie potrawa dietetyczna, ale gdy sobie go przypominam, to mam łzy w oczach", zwierza się w rozmowie. 

Zobacz także: 

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Nowak | Ewa Wachowicz | Top Chef

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje