Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Katarzyna Nosowska. Nauczyła się myśleć o sobie

Wielki talent, ogromna charyzma, ale też wiele skrywanych lęków, które musiała przepracować przez te wszystkie lata. Z Katarzyna Nosowską rozmawiała Monika Stukonis.

Monika Stukonis, PANI: - Rok 1989. Masz 18 lat. Chodzisz do trzeciej klasy szczecińskiego technikum odzieżowego. Trwają obrady Okrągłego Stołu, w czerwcu odbywają się pierwsze wolne wybory. Czujesz wtedy, że w Polsce upada komunizm, że idą ogromne zmiany? Rejestrujesz to? 

Reklama

Katarzyna Nosowska: - Zdecydowanie tak, choć nie miałam jeszcze poczucia, że zmiany są natychmiastowe i nieodwracalne. Ale na pewno to był moment, w którym po - jawiły się tzw. ciekawość i nadzieja związana z przyszłością. Całe moje życie opierało się na starym systemie. Marzeniem było dostać paszport i wyjechać dokądkolwiek. Większość moich kolegów marzyła, by wyjechać chociaż do wschodniego Berlina. Ja akurat miałam to szczęście, że jako dzieciak byłam w Ameryce, bo mój ojciec pływał na statkach i zabrał mnie i mamę w rejs. To było trzy tygodnie przed stanem wojennym. Mogliśmy zostać na stałe w USA, jednak rodzice tego nie zrobili. 

W 1989 wrzało. Czuć było, że fali zmian nie da się zahamować. Szczególnie że w Rosji trwała pieriestrojka, a blok wschodniej Europy chwiał się coraz bardziej. Rozmawiałaś o tym z rodzicami, w szkole? 

- Wiesz, mam wrażenie, że to był temat numer jeden i wszyscy o tym rozmawialiśmy. To się naprawdę działo na naszych oczach. Nie interesowała mnie specjalnie polityka, ale to była rewolucja. Każdy, czy chciał, czy nie, w niej uczestniczył. Pamiętam, że na pierwsze wybory poszłam zagłosować za mojego umierającego wtedy dziadka. Miałam wrażenie jakiejś zmiany pokoleniowej, czegoś absolutnie ważnego, co mogę dla niego zrobić. 

Czy technikum odzieżowe to był pomysł twoich rodziców? 

- Absolutnie tak. (śmiech) Ojciec powtarzał, że ludzie zawsze będą musieli się ubrać i leczyć, więc uznali, że ja zostanę panią od ubierania się. (śmiech) 

- Już w technikum wiedziałam, że nie chcę tego robić. Zbliżała się matura i naprawdę nie miałam pojęcia, kim chcę być. A trzeba było wybrać kierunek studiów... Do tej pory uważam, że 19 lat to za wcześnie, by być pewnym, co się chce w życiu robić. Wiedziałam, że lubię czytać, dlatego pomyślałam, że złożę papiery na polonistykę i zostanę nauczycielką polskiego. 

- To już nie była perspektywa, która mnie przerażała, ale zdecydowałam się też wcześniej złożyć papiery do szkoły teatralnej. Tak naprawdę towarzyszyłam Agacie Kuleszy, która z kolei była pewna, co chce robić w życiu. 

- Ja znalazłam się tam przez przypadek. Recytowałam "Pana Cogito" Zbigniewa Herberta i byłam kompletnie nieprzygotowana. Wiersza nauczyłam się w pociągu. W porównaniu z ludźmi, którzy przygotowywali się miesiącami, wypadłam na pewno żałośnie. Kiedy okazało się, że mnie nie przyjęto, nie czułam żalu ani pretensji. Tak miało być, nie włożyłam w to specjalnego wysiłku. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje