Przejdź na stronę główną Interia.pl

Katarzyna Bujakiewicz i Agnieszka Więdłocha: tylko w dobrym towarzystwie

Dwie piękne i spełnione aktorki, dwa różne typy urody i osobowości. Potrafią rozmawiać godzinami, ale też milczeć lub… pomarudzić przez chwilę. Połączyła je miłość do teatru i do biegania, ekologiczny styl życia oraz kobieca naturalność.


Kiedy jesteście razem, nie przestajecie rozmawiać, żartować, nawet podśpiewywać. Wydaje się, jakbyście się znały od lat.

AGNIESZKA: Spotkałyśmy się pięć, sześć lat temu, na planie serialu "Lekarze" w Toruniu. Ale... Kasia nie przyjęła mnie wówczas z otwartymi ramionami, tylko z dystansem.

KATARZYNA: Potwierdzam! Obie z Magdą Różczką grałyśmy przyjaciółki, gdy pojawiła się Aga, młoda i śliczna, jako czarny charakter. Ale niedługo potem zaczęłyśmy rozmawiać z Agnieszką na temat reżyserki Anny Augustynowicz z Teatru Współczesnego w Szczecinie. I... przepadłyśmy. Scenarzyści musieli nawet przekształcić postać Agnieszki na pozytywną. Nie byłyśmy w stanie grać, w dłuższej perspektywie, wzajemnej niechęci! Na szczęście wyszło naturalnie, bohaterka Agnieszki przeszła przemianę, co było ciekawe dla widzów. Niewątpliwie połączyła nas Anna Augustynowicz, która mnie tak naprawdę aktorsko wychowała. Uważam, że między 20. a 30. rokiem życia kształtuje się ostatecznie charakter, a ja tamten okres spędziłam właśnie w Szczecinie.

AGNIESZKA: Od lat należę do zespołu Teatru im. S. Jaracza w Łodzi i zadebiutowałam u Ani, która realizowała u nas spektakle. Miała ogromny wpływ na to, jaką aktorką i kobietą jestem. I kiedy wymieniłyśmy z Kasią doświadczenia, narodziła się między nami silna więź.

Co szczególnie cenicie u siebie nawzajem?

AGNIEKASZ: Podoba mi się to, że Kasia akceptuje mnie taką, jaka jestem. Nie chce mnie poprawiać, zmieniać, pouczać. Wczoraj poszłyśmy na obiad do restauracji, byłam bez makijażu i lekko potargana, ale przy niej czuję się komfortowo. Kasia też na co dzień się nie maluje.

KATARZYNA: Na każdą osobę patrzę całościowo. To proste: albo mnie do kogoś ciągnie, albo nie. Nie mam rodzeństwa, a w Agnieszce znalazłam młodszą siostrę, którą chcę wspierać.

AGNIESZKA: Opieki nie potrzebuję, ale jeśli tobie to odpowiada, proszę bardzo! Lubię dostawać życiowe wskazówki od Kasi.

KATARZYNA: A ja uczę się od Agnieszki tego, aby czasem o siebie zawalczyć. Jestem raczej dyplomatką, a ona, kiedy się czymś zirytuje, potrafi jasno to wyrazić. I dobrze! Mnie nieraz zdarza się odpuścić, na planie zdjęciowym czy sesji. Chcę wrócić do domu itd. A Aga walczy, angażuje się, wyjaśnia swój punkt widzenia. To się przydaje w naszym zawodzie.


Wymieniacie się także informacjami na temat pielęgnacji. Podobno wczoraj dyskutowałyście długo o ekologii.

KATARZYNA: Och, tak! Ostatnio jeszcze więcej rozmawiamy z Agnieszką, w dużej mierze dzięki kampanii dla marki Garnier, o dobrym, świadomym życiu. Zastanawiamy się, co jeszcze możemy dla siebie i dla naszych bliskich zrobić?

AGNIESZKA: Obie segregujemy śmieci, wolimy chodzić pieszo zamiast jeździć samochodem, czytamy etykiety i porównujemy składy produktów: kosmetycznych oraz spożywczych. Staramy się żyć tak, aby nikomu nie szkodzić. Plastikowym butelkom mówimy "nie"! Kasia od rana zachwyca się moim nowym bidonem, obiecałam jej sprezentować podobny.

KATARZYNA: Jak widać, staramy się prowadzić twórcze dyskusje! (śmiech). Mimo że jesteśmy różne, patrzymy w podobną stronę. Cieszę się, że jako ambasadorki farby do włosów Garnier Color Naturals możemy razem z Agnieszką zaprezentować Polkom nasze ulubione produkty. Jesteśmy dumne, że powstają one w tak zwanej "zielonej fabryce" pod Warszawą! Uwielbiamy też nową linię kosmetyków Bio, która posiada certyfikat Ecocert COSMOS Organic.


Kasiu, podobno jesteś osobą która zawsze wspiera swoich bliskich poradą.

KATARZYNA: Uwielbiam dawać dobre rady! Wiele sposobów na życie mam już przetestowanych. Ale wiem również, że każdy jednak powinien pokonać własną drogę; rada jest dobra tylko wtedy, kiedy druga strona chce jej wysłuchać. A potem na przykład ponarzekać na rafy i trudności, które się napotkało! Byle w dobrym towarzystwie. My z Agnieszką tak czasami robimy. Pomarudzimy sobie, to nas oczyszcza, no a potem robi się bardzo wesoło!

Ciekawe, czy lubicie razem biegać, spacerować? Pierwsza to ulubiona aktywność Kasi, druga - Agnieszki.

AGNIESZKA: Dzięki Kaśce zakiełkowała we mnie miłość do biegania! Raz zabrała mnie na wielką imprezę sportową. Miałam opory, ale w końcu kupiłam sobie buty do joggingu i specjalny strój. I wpadłam po uszy. Lubię w ten sposób się zmęczyć.

KATARZYNA: Niedługo potem Aga mnie zadziwiła, bo przebiegła "Wings for life", 20 kilometrów! Ja trenuję niemal całe życie, codziennie, a ona hop- i udało się. Kiedyś pokonywałem dystanse po 20 km, teraz wystarczy mi 5 km, do tego marszobiegi. Obie lubimy być na pewno w ruchu. Mamy już pomysł na wspólny ski-tour, czyli wspinanie się zimą po górach.

Trudno za Wami nadążyć. I dobrze się uzupełniacie.

KATARZYNA: Ważne, że cały czas mamy ze sobą o czym rozmawiać.

AGNIESZKA: Choć Kasia na tym polu wygrywa, bo mówi więcej niż ja, ale pewnie o tym nie wie. A ja grzecznie jej słucham.

KATARZYNA: Ostatnio zadzwoniłam do Agi, która robiła zakupy w sklepie i odpowiadała półsłówkami. Skorzystałam z okazji: przez godzinę jej monologowałam, prowadząc auto. Na koniec podziękowałam za uwagę, wreszcie poczułam się wysłuchana. Wiem, gaduła ze mnie.



AGNIESZKA: Mamy podobne poczucie humoru, lubimy drobne złośliwości. Szczerze? Gdyby ktoś inny wsadzał mi takie szpile jak Kasia, nie zaakceptowałabym tego. Bo u niej wszystko jest podszyte wielką serdecznością. Lubimy też razem pomilczeć, czasami. Rzadko z kim się to udaje.

Obie afirmujecie kobiecość, zdrowy styl życia. Co chciałybyście przekazać czytelniczkom, fankom, Polkom?

KATARZYNA: Polubcie siebie! Popatrzcie w lustro z czułością. Nie porównujcie się do innych, każda z nas jest osobna, indywidualna. Zamiast tego bierzcie przykład z kobiet, które siebie lubią.

AGNIESZKA: I pielęgnujcie relacje z życzliwymi wam osobami. Dbamy o wygląd i ciało, a zapominamy o relacjach. Nie odkładajmy spotkań, cieszmy się kontaktami w realu, nie w sieci. Życzliwością i ciepłem można naładować życiowe baterie.


Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje