Przejdź na stronę główną Interia.pl

Grzegorz Ciechowski między dwiema kobietami

To było rozstanie roku 1994: lider zespołu Republika Grzegorz Ciechowski zostawił matkę swojego dziecka Małgorzatę dla fanki i niani małej Weroniki - Anny.

Fragment książki Leszka Gnoińskiego "Republika":

Reklama

Wyprawa do Ameryki Północnej okazała się dla Ciechowskiego i samej Republiki brzemienna w skutkach z innego powodu niż koncerty.

Grzegorz zakochał się w Ani Wędrowskiej, fance zespołu. Anna jeździła za Republiką już od początku lat osiemdziesiątych. Była jedną z tych fanek, które zawsze kręciły się przy Grzegorzu, pomagały mu w opiece nad małym dzieckiem. Gdy Ciechowski związał się z Małgosią Potocką i przeprowadził do Warszawy, Anna była niemal na każde ich zawołanie: pomagała im w wychowywaniu córki, Weroniki, a potem zaczęła zajmować się domem, gotowała, sprzątała. W pewnym momencie zamieszkała z nimi.

- Zarówno ja, jak i Grzegorz wychowaliśmy się w domu, w którym mama zajmowała się domem, gotowała, tata pracował - wspomina. - Tutaj było inaczej. Grzegorz dużo pracował, Małgorzata w domu bywała. Dla mnie to była wielka radość, przyjemność, że mogę coś dla niego zrobić, w czymś pomóc. Widziałam, jak wspaniale opiekował się córką. On pokazał mi, jak się kąpie małe dziecko. Wera była jego oczkiem w głowie. Rano, kiedy Wera się budziła, przynosili mi ją do łóżka, robiłam kaszkę i spędzałam z nią całe dnie.

Chciała zniknąć

Po jakimś czasie Grzegorz i Anna zbliżyli się do siebie i zaczęli romansować. W 1993 roku Wędrowska otrzymała amerykańską zieloną kartę i wyjechała na stałe do Nowego Jorku. - To była szansa, żeby spróbować uciec od tego wszystkiego i zacząć wszystko od nowa. Chciałam zniknąć, by dać Grzegorzowi przestrzeń do podjęcia najlepszej decyzji, nawet gdyby to miało oznaczać nasz koniec - mówi.

Ale Grzegorz był zdeterminowany i przed przyjazdem do Stanów skontaktował się z nią. Przyjechała po zespół na lotnisko, a potem do Cricket Clubu, gdzie "Grzegorz zapytał mnie, czy zostanę jego żoną. Totalnie się tego nie spodziewałam i powiedziałam, że muszę się zastanowić. (...) Zgodziłam się jeszcze tego samego wieczoru". Kilkanaście dni później w Nowym Jorku wzięli nawet ślub buddyjski.

- Po którymś koncercie w New Jersey pojechaliśmy z Grzegorzem i Anią do Nowego Jorku na wykład Ole Nydhala - wspomina Leszek (Biolik - red.). - Grzegorz kupił wcześniej srebrne obrączki, postanowił zostać do końca wykładu i pobrać się z Anią. Spóźniony dołączył do nich Tolak (Jerzy - red.).

Wędrowska pojechała też z zespołem do Kanady, a obrączka uratowała Ciechowskiemu rękę. - Gdy wsiadaliśmy któregoś razu do samochodu, Sławek zamknął drzwi, kiedy Grześ trzymał rękę tak, że dłoń miał na dachu, ale palce w samochodzie - wspomina Leszek. - Grzesiek krzyknął, zbladł, ale gdy Sławek otworzył drzwi, okazało się, że tylko pierścionek jest zgięty.

Nie zadzwonił ani razu

Małgorzata domyśliła się, że coś się dzieje, ponieważ Grzegorz nie zadzwonił do niej ze Stanów ani razu. O romansie donieśli jej też amerykańscy znajomi. Gdy nadszedł dzień odlotu do Nowego Jorku, zrezygnowała z podróży. - I nagle mam w głowie błysk tak mocny, jakbym dostała obuchem - nie zadzwonił, bo ona tam z nim jest. To było dla mnie tak jasne, jakbym wzięła do ręki gazetę i przeczytała informację, nikt mi niczego nie musiał mówić.

20 maja Ciechowski wrócił do Warszawy. Małgorzata wyjechała po niego. - W samochodzie zadałam mu trzy pytania: czy jesteś z Anką, czy chcesz z nią być, czy ona jest w ciąży? Na wszystkie odpowiedział: tak.

O ciąży tak palnęłam, bo nie wiedziałam na pewno. Po jego odpowiedziach wjechałam w rów przy poboczu i zaczęłam strasznie płakać.

Pojechali do znajomych pod Warszawę, aby wszystko sobie wyjaśnić. Potocka wróciła do domu, a Grzegorz został na noc. Gdy następnego dnia pojawił się na Puzonistów, zastał zdewastowany dom i porozbijane szkła. Wydaje się, że kilka kolejnych dni Ciechowski chciał przeczekać. Małgorzata straszyła uśpieniem psów i tym, że zrobi coś sobie i Weronice. Bał się, że spełni swoje groźby. 28 maja Republika miała zakontraktowany koncert w Olesznie, więc Ciechowski z Biolikiem i Tolakiem wyruszyli na północny zachód Polski.

Następnego dnia wracali do Warszawy. Zabrali ze sobą Krzywego (Zbigniewa Krzywańskiego - red.), który miał pomóc Grześkowi w nagraniu dżingli dla Radia Słupsk i rozpoczęciu przygotowań do pracy nad debiutancką płytą Kasi Kowalskiej. Mieli też bilety na koncert Aerosmith na stadionie Gwardii. Zbyszek z Jurkiem poszli, Grzegorz został w domu. Gdy gitarzysta wrócił na Puzonistów, nie zastał już Grzegorza, ale Potocką z dwiema koleżankami.

Stracił sprzęt i dokumenty

Rano dowiedział się, że Grzegorz dostał od partnerki ultimatum, którego nie chciał spełnić. Wyszedł z domu i już do niego nie wrócił. Zostawił komputer, wyposażenie studia, część instrumentów (na szczęście te, które brał na koncerty, zostały w samochodzie ich kierowcy, więc ocalały hammond, rhodes i kilka innych), słowem - prawie wszystko. Potocka więcej do domu go nie wpuściła. Pozbyła się wszystkich sprzętów i instrumentów, oprócz fortepianu, który okazał się zbyt duży. - Ktoś nam później powiedział, że ze ścian w studiu wystawały tylko kable - twierdzi Jurek.

Małgorzata mówiła też, że komputer ze wszystkimi danymi i całą muzyką wrzuciła do Wisły. Po latach zdradziła, że to był blef, ale faktem jest, że Grzegorz nigdy go nie odzyskał. - Ze związku z Małgorzatą Potocką wyszedłem goły i wesoły. Na szczęście, wesoły - opowiadał kilka lat później, gdy nabrał już trochę dystansu.

Leszek Kamiński wspomina, że widział wiele lat później studyjny sprzęt Grzegorza w podwarszawskim studiu nagraniowym należącym do zespołu Popkultura. Właśnie tej grupie pomagali w tym czasie Potocka i Jacek Sylwin, który w połowie lat dziewięćdziesiątych wrócił do Polski. Jurek też nie mógł odzyskać żadnych papierów firmy, której był przecież wspólnikiem.

- Zostałem tylko z tym, co miałem w teczce. - Małgorzata zmieniła wszystkie zamki i nikogo nie wpuszczała do domu. - Miałem tam przecież biuro, pełno taśm, segregatorów i wszystko poszło w diabły. A były tam VHS-y, betacamy, taśmy matki płyt nagrane na wielośladzie. Z braku dokumentów musiał się potem tłumaczyć w urzędzie skarbowym.

Rozstanie roku

Rozstanie Ciechowskiego i Potockiej stało się widowiskiem medialnym, nazwano je "rozstaniem roku 1994". Zresztą Potocka zadbała o to, aby jej były partner trafił na margines życia towarzyskiego. Opowiadała w wywiadach, że została skrzywdzona, zdradzona z guwernantką i pomocą domową, że Grzegorz zostawił ją samą z dziećmi - co akurat było prawdą. Wiele osób odwróciło się wtedy od lidera Republiki i nie chciało z nim współpracować. Niektórzy nie potrafili zrozumieć, dlaczego przekreślił związek z Potocką i związał się z fanką. Część znajomych wciąż utrzymywała kontakty z obydwojgiem. Po jakimś czasie dom przy Puzonistów został sprzedany, ale już po ustaleniu wszelkich rozliczeń między Potocką a Ciechowskim, a te do łatwych nie należały.

Ciechowski milczał przez ponad pół roku, nie udzielał wywiadów w sprawie rozstania i nie komentował medialnej nagonki. Dopiero później zdecydował się zająć stanowisko. - Nie będę podejmował rękawicy. Nie będę opowiadał na stek bzdur rzucanych pod moim adresem i prowokował kolejnego steku bzdur. Nie sądzę, żeby moje brudy były tak interesujące, jak to sobie wyobraża moja była konkubina. - I dodawał kilka lat później: - Dla wielu ludzi popełniłem towarzyskie samobójstwo. Wyprawili mi pogrzeb i zakopali mnie raz na zawsze.

Gdy romans Ciechowskiego z Wędrowską wyszedł na jaw, zupełnie innego wymiaru nabrały teksty, które Grzegorz pisał w ostatnich latach. Już na Obywatelu świata pojawiło się kilka, w których lider Republiki opowiadał o trudnych wyborach i zaangażowaniu w nową miłość. Potem, na płycie 1991 w Białej fladze pojawiła się Anna, która "wyjechała do Ameryki". A już Siódma pieczęć to niemal poemat o jego związku z Wędrowską. - Kiedy przyjechałam posłuchać płyty, poczułam, jakby ktoś wbił mi nóż w serce. Smutek, ból, rozpacz. Pomyślałam, że teraz to już po prostu ewidentne - mówiła muza Ciechowskiego.

Gdy Grzegorz wyszedł z domu przy Puzonistów, Jurek ze Zbyszkiem oglądali koncert Aerosmith. Najpierw pojechał więc do znajomych w centrum Warszawy, u których przenocował. Następnego dnia odebrał go stamtąd Zbyszek. - Kiedy się spotkaliśmy, powiedział, że nigdy już nie wróci na Puzonistów. Trzeba mu było poszukać mieszkania i kupić podstawowe rzeczy.

Zamieszkali w Kazimierzu

Potem Jurek Tolak zadzwonił do Wojciecha Manna, z którym wciąż się przyjaźnił. Dziennikarz miał chwilowo wolne mieszkanie na Powiślu i tam przez pierwsze tygodnie mieszkał Grzegorz. Kilkanaście dni później do Warszawy wróciła Wędrowska i dołączyła do Ciechowskiego. Niedługo potem przenieśli się do Kazimierza Dolnego, do domu, który znalazł im przyjaciel Grzegorza, poeta Jan Wołek. Tam w kolejnych miesiącach chronili się przed nieprzyjaznym zgiełkiem stolicy i demonami niedalekiej przeszłości.

Ciechowski wyszedł ze związku z Małgorzatą Potocką nie tylko bez części instrumentów, rzeczy osobistych czy nagrań. Rozstanie mocno nadszarpnęło jego reputację, sukcesywnie niszczoną przez tabloidowe media, w których była partnerka dawała wyraz swej zranionej dumie. Kiedy wreszcie Grzegorz sam zabrał głos, udało mu się zachować do całej sprawy dystans: - To nie była ucieczka. To... po prostu kolejny etap w moim życiu. Zawsze w życiu szedłem w górę Wisły. Kiedy dziesięć lat temu rozpadła się pierwsza Republika, wyjechałem z Torunia do stolicy, teraz przyjechałem do tego miejsca (do Kazimierza Dolnego - przyp. aut.). Na zawsze.

Przyznawał jednak, że rozstanie nie było łatwe: - Wyszedłem z domu tak, jak stałem. Straciłem wszystko, co miałem. Gdy pojechałem do przyjaciół, to musiałem ich prosić, żeby zapłacili za moją taksówkę... Taka jest cena wyborów, które musimy nieraz robić. Cena takiego życia, jakie chcielibyśmy prowadzić.

Wydaje się, że najbliższy wytłumaczenia życiowych wyborów Ciechowskiego był jego przyjaciel, poeta Jan Wołek: - On, który był mocno zauroczony, zafascynowany Małgorzatą, w pewnym momencie uznał, że za mocno wciśnięto mu pedał gazu. Po prostu mam wrażenie, że Grzesiu znalazł się w takiej sytuacji, że jedzie za szybko i walnęły hamulce. I on musiał dokonać jakiegoś gwałtownego, chirurgicznego cięcia.

Grzegorz poczuł się szczęśliwy

Wołek pomógł też w przeprowadzce do Kazimierza. Znalazł im nawet niewielki, przytulny i ładnie urządzony domek na wzgórzu, na obrzeżach miasta, blisko klasztoru. Typowy wiejski dom - z drewnianym płotem, podwórkiem i pieńkiem do rąbania drewna przed wejściem. Ciechowski szybko stał się atrakcją i jedną z najbardziej znanych postaci miasteczka.

- Pod jego dom przychodził ksiądz i mówił przy furtce do córki: "Czy mogłabyś poprosić tatusia, bo mam do niego sprawę?". I ona szła po tatusia, skoro ksiądz stoi przy furtce i ma sprawę. Grzesiu wychodził, a wtedy z krzaków wylegało czterdziestu czy pięćdziesięciu wycieczkowiczów, którzy byli z księdzem. A ksiądz mówił: "A to właśnie jest Grzegorz Ciechowski. Idziemy dalej". Nagminnie takie przypadki się zdarzały - wspomina Wołek.

- Grzegorz bardzo szybko poczuł się tu znów szczęśliwy - mówi Jurek Tolak. W sierpniu 1994 roku Grzegorz wziął ślub z Anną, a po kilku miesiącach urodziła im się córka Helena.(...)

Od redakcji: Dwa lata później na świat przyszedł ich syn Brunon. Najmłodsza córka, Józefina urodziła się kilka miesięcy po śmierci ojca.

Fragment książki Leszka Gnoińskiego "Republika". Wydawnictwo Agora. Premiera: grudzień 2016 r.

Śródtytuły i dopiski pochodzą od redakcji.


Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje