Przejdź na stronę główną Interia.pl

Gotowi na wszystko

Mało kto wie, że znany muzyk ożenił się ponad dwa lata temu. Dorota i Czesław Mozilowie to niezwykła para z wyjątkowym poczuciem humoru.

Gdy wracam z koncertów, otwieram drzwi i wiem, że ona jest w domu. Czeka na mnie. Uff, jestem spokojny i bezpieczny. Nigdy nie przypuszczałem, że tak się stanie.

Reklama

Dorota  to pierwsza kobieta, z którą zamieszkałem, to mój najdłuższy związek. W Danii mieszkałem z przyjaciółmi, lecz nigdy z dziewczyną. Moje życie było trochę takim życiem Piotrusia Pana. Może bałem się związków?

Dziś bycie z kobietą wydaje mi się najłatwiejsze na świecie. Nie ma żadnych kłótni, wymuszonych kompromisów. Wszystko układa się bardzo naturalnie. Gdy zaczęliśmy być razem, pierwsze, co powiedziała, to to, że nie chce mnie zmieniać. A ja jej.

Czasem słyszę, jak ludzie w związkach walczą ze sobą, ustalają jakieś reguły, nie mogą się dogadać, mnie to dziwi.

Poznaliśmy się ponad siedem lat temu na wyjeździe do Maroka. Dorota stylizowała sesję fotograficzną, w której brałem udział. Dość szybko zrodziła się między nami nić porozumienia. W show-biznesie często spotyka się ludzi, którzy znają się na wszystkim, udzielają rad.

Ona była trochę z innego świata i od razu wzbudziła moje zaufanie. Jej opinie były mądre, wyważone. Zresztą ona zawsze mówi prawdę prosto w oczy. Po powrocie poprosiłem ją o pomoc przy moim wizerunku w programie "X-Factor". Ma ciekawy styl, nosi się z klasą.

Nie znam się na projektowaniu, ale wiele razy pytałem ją, dlaczego w Polsce małe dziewczynki chodzą w różowych sukienkach, a chłopcy w niebieskich spodenkach. W Danii jest inaczej. Ubrania są dla dzieci ważne, muszą się im podobać i być wygodne. To nie tylko decyzja rodziców. Uważam, że dzieci trzeba traktować poważnie, szanować ich wybory.

Tak zrodził się pomysł na Czesiociuch - firmę odzieżową dla dzieci. Dorota zgodziła się ze mną współpracować. Podpisaliśmy kontrakt, wypiliśmy szampana. Dziś jest jej szefową, projektuje, odpowiada za rozwój. Wspólne podróże i firma sprawiły, że nasza przyjaźń się pogłębiała. Ufaliśmy sobie, szanowaliśmy wzajemnie, a także zwierzaliśmy się ze swoich uczuciowych rozterek, bo każde z nas było w jakimś związku.

Wielu znajomych myślało, że jesteśmy parą. A my po prostu spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. W końcu, po kilku latach, zrozumieliśmy, że nasza przyjaźń to coś więcej.

Odkąd jesteśmy razem, cały wolny czas chcę spędzać z Dorotą. Jest niezwykle inteligentna, bardzo dużo czyta, zaskakuje spokojem. Inspiruje mnie i dzięki niej widzę świat inaczej. Mam tendencję do odbierania wszystkiego w czarno-białych barwach. Ona mi tłumaczy, że tak się nie da. Zawsze stara się rozumieć drugą stronę. W tych czasach to bardzo cenne.

Często dyskutujemy o polityce, historii. Dzięki żonie łatwiej mi zrozumieć Polskę, w której żyję, a z której wyjechałem jako dziecko. Przez lata wydawało mi się, że jestem dobrym obserwatorem, że umiem żyć z ludźmi, jednak dopiero z Dorotą czuję się naprawdę bezpieczny.

Odmieniła mnie. Choć wciąż bywam chaotyczny, to mam u swego boku osobę, która powie mi: "Poczekaj, przemyśl, przeanalizuj". Uczy mnie rozwiązywać problemy, rozmawiając o nich. Jestem wychowany w domu, w którym ojciec mówił: "nie, bo nie", i się nie dyskutowało.

Jeśli nawet mamy inne zdania i złościmy się na siebie, to wieczorem i tak zasypiamy razem. Oczywiście, że jesteśmy też inni. Ja bałaganiarz, ona perfekcjonistka. Dlatego naczynia do zmywarki wkładam, gdy ona wyjdzie, bo inaczej to mnie poprawia. Dba o szczegóły.

Ja wstaję wcześniej, ona potrzebuje więcej czasu na rozbieg, ale w trakcie dnia się doganiamy. Bardzo lubimy zaczynać dzień od siłowni. Jeśli tam nie idziemy, ćwiczymy w domu na bieżni. Potem jakiś lunch. Na Ząbkowskiej mamy zaprzyjaźnione miejsca. Uwielbiamy proste jedzenie: burgera z piwkiem, pyzy, wpadamy na pielmieni do Skamiejki do pani Tamary.

Tu, na Pradze, czujemy się dobrze. Kiedy przyjechałem do Warszawy, nie znałem żadnego miejsca oprócz knajpy Łysy Pingwin. Gdy przeprowadziłem się do Polski, kupiłem mieszkanie blisko niej. Teraz Praga stała się naszym prawdziwym domem, społeczność nas tu przyjęła. Dbam o prywatność, a tu czuję się dość anonimowo, nikt nie wskazuje mnie palcem, nie goni z aparatem.

Bardzo lubimy podróżować. Jestem na koncertach ponad 120 dni w roku, więc jeśli już mamy czas dla siebie, spędzamy go intensywnie. Spontanicznie kupujemy bilety i lecimy gdzieś, np. do Alicante za 100 zł.

 I jakoś tak się składa, że zawsze chcemy tego samego - raz mamy ochotę na muzeum, a raz powłóczyć się po knajpkach. Żadne
 z nas nie ma poczucia, że musi z czegoś rezygnować, dostosowywać się. W Sewilli pijemy mocną kawę w barze, a w Tbilisi wybieramy się na wspaniałą operę. Wyjeżdżamy też na festiwale muzyczne do Danii, zabierając tylko namiot. Dorota była już ze mną wiele razy w Kopenhadze. Zna moją rodzinę, siostrę, siostrzenicę.

Był taki smutny czas, gdy najpierw zmarła moja mama, a po trzech miesiącach tata Doroty. To też nas bardzo połączyło, umieliśmy się wesprzeć. Ona wydaje się twarda, tymczasem w środku jest wrażliwcem. Mam szczęście, że spotkałem takiego przyjaciela. Myślałem, że to się nigdy nie zdarzy. Dziś rozumiem, co to znaczy być dumnym ze swej partnerki i przedstawiać ją: "To moja żona".

Czesław Mozil - piosenkarz, kompozytor, akordeonista, lider polsko-duńskiego zespołu Czesław Śpiewa (m.in. albumy "Debiut", "Pop", "Czesław Śpiewa Miłosza"). Absolwent Duńskiej Królewskiej Akademii Muzycznej. Był jurorem w telewizyjnym show "X-Factor". Ma 39 lat.

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje