Przejdź na stronę główną Interia.pl

Edyta Bartosiewicz: Udało mi się odbić od dna

Kiedy w 2013 w końcu ukazała się długo oczekiwana płyta Renovatio, fani byli pełni nadziei, że Edyta Bartosiewicz powróciła, a trudny okres zakończył się definitywnie. Ale na kolejną płytę przyszło im czekać aż 6 lat, a pytania o to, co dzieje się z artystką, zaczęły znowu się pojawiać.

W niezwykle szczerej rozmowie z Moniką Stukonis wokalistka opowiedziała o cieniach swojej kariery i przyczynach zniknięcia.

Reklama

"To nie było tak, że nie chciałam wrócić. Po prostu nie mogłam", czytamy na łamach PANI. "Wszystko było gotowe. Miałam tylko dograć wokale. I bach. Koniec. Nie ma głosu, brzmię słabo, matowo" - zwierza się artystka. To właśnie kłopoty z głosem sprawiły, że niezwykle płodna artystka, która w latach 90. niemal co rok wydawała nową płytę, w pewnym momencie zniknęła ze sceny na wiele lat. Na temat przyczyn tego zniknięcia pojawiło się sporo plotek, często krzywdzących dla artystki. One również generowały stres i przyczyniły się do pogorszenia się stanu zdrowia Edyty Bartosiewicz: "Schowałam się przed światem, bo nie miałam sił, by to wszystko prostować. Liczyłam na to, że wkrótce znów będę mogła normalnie śpiewać". Niestety sytuacja nie ulegała poprawie, a stres jeszcze ją pogarszał.

Dziś Edyta Bartosiewicz nabrała dystansu do problemów z głosem i inaczej podchodzi do tego, co uważała za osobistą tragedię. Według niej czasami "potrzebujemy tego rodzaju przykrego doświadczenia na danym etapie własnego indywidualnego rozwoju i musimy z tego wyciągnąć dla siebie odpowiednie wnioski".

Jak niepowodzenie wpłynęło na nią samą? Kiedy zrozumiała, że głos może nie wrócić, skupiła się na życiu prywatnym i wychowaniu syna. To również było nowe i cenne doświadczenie: "Wychowywałam syna, robiłam zakupy, gotowałam, spotykałam się z przyjaciółmi. Niby normalne życie, ale wiesz ja chyba takiego normalnego życia nigdy nie prowadziłam" wyznała naczelnej PANI.

Przez długi czas artystka wstydziła się mówić o swojej niemocy, moment przyznania się do słabości uważa za przełomowy. "Zrzuciłam maskę" mówi. Uważa, że dzielenie się tego typu przeżyciami ma wartość również dla innych, bo znane osoby często budują swój publiczny wizerunek na fałszu, nie przyznając się do kłopotów i słabości, które dotyczą ich podobnie jak wszystkich innych ludzi.

Teraz artystka uważa, że to właśnie dzięki zmaganiom z chorobą mogła nawiązać głębszy kontakt z samą sobą, co miało na nią dobry, terapeutyczny wpływ, pozwoliło jej "ukorzenić się" i poprawić relacje z najbliższymi. Zaczęła lepiej rozumieć swoich rodziców i kochać ich bardziej świadomie.

Przyznaje jednak, że proces, przez który przeszła, był bolesnym i trudnym doświadczeniem. "W 2006 roku byłam bliska fizycznej śmierci, czułam, że odchodzę. Ze wszystkich sił trzymałam się wtedy życia. Chciałam żyć..." - wyznaje.

Dziś widzi, że przyczyną jej problemów była miedzy innymi nadmierna ambicja i związana z nią presja: "Lata wyrabiania ponad normę zaczęły się mścić i układ nerwowy w końcu odmówił posłuszeństwa". Początkowo rozładowania stresu szukała w sporcie, ale ogromne poczucie sensu i spełnienia dało jej macierzyństwo, które dziś uważa za swój największy sukces. Nie podchodzi jednak bezkrytycznie do siebie w roli matki. Przyznaje, że popełniła mnóstwo błędów i przeniosła na syna wiele własnych obciążeń. "Czasem nie dawałam rady sama ze sobą" przyznaje.

Ambicję i upór uważa za trwałe cechy swojego charakteru, ale zdaje sobie sprawę jak odmiennie mogą one działać na różnych etapach życia. "Właśnie te cechy przydały się w najtrudniejszych momentach mojego życia. Dzięki nim udało mi się przetrwać bardzo słaby czas i odbić się od dna", "Siła, która wyniosła mnie na szczyt, z tą samą mocą strąciła w otchłań, by ponownie wynieść na powierzchnię".

Przejawem tego wyniesienia ma być nowa płyta "Ten moment", która ukaże się na początku roku. Tytuł nie jest przypadkowy. Artystka jest przekona, że to przełomowy moment w jej życiu. Jej głos się poprawił, a ona sama przeszła głęboką mentalną przemianę. Potrafi cieszyć się, życiem, marzyć i snuć plany na przyszłość. Poprawiła relacje z najbliższymi i zmieniła stosunek do siebie samej. "Jestem naprawdę z siebie dumna. Po raz pierwszy w życiu" - mówi.


Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje