Reklama

Reklama

​David Bowie: Tak narodził się idol

David Jones (zanim został Davidem Bowie) - 1965 r. /Getty Images

Pierwszy zespół

Reklama

Kiedy poznał Davida, miał już wielką gitarę akustyczną Hofnera i grał w duecie wraz z przyjacielem rodziny, który miał ukulele i również wielką ochotę na własny zespół. Mniej więcej rok po tym, jak się poznali, czyli latem 1958 roku, David i George pojechali na Osiemnasty Letni Obóz Skautów na Isle of Wight. "Na pace ciężarówki przewieźliśmy tarę do prania, do tego mieliśmy ukulele Davida. Skleciliśmy kilka piosenek, które śpiewaliśmy przy ognisku. To były nasze pierwsze publiczne występy. Nikt z nas nie aspirował do miana wirtuoza - ale chcieliśmy śpiewać".

Te pierwsze próby koncertów, podczas których David brzdąkał, a George śpiewał, stanowiły zapowiedź wydarzeń nadchodzącego roku. Poprzedniej jesieni David przystąpił do decydującego o jego późniejszej edukacji egzaminu. Dzieciaki z Burnt Ash były dobrze przygotowane i pod czujnym okiem szanowanej i siejącej postrach nauczycielki, pani Baldry, David i większość jego przyjaciół zdała. Listę szkół w okolicy otwierała najlepsza Beckenham and Bromley Grammar, a po niej plasowała się Bromley Technical School - otwarta w 1959 roku, by kształcić przyszłych artystów komercyjnych oraz inżynierów. Na końcu była Quernmore Secondary Modern.

Reklama

Po latach David radził jednemu z przyjaciół, by postąpił odwrotnie niż on w wieku jedenastu lat. Mimo że wyniki kwalifikowały go do gimnazjum, wbrew wszelkim oczekiwaniom postanowił wybrać technikum i namówić rodziców, by poparli jego decyzję.

Dzieci wojny z Bromley Tech

Jedną z inspiracji tego zdecydowanie niepopularnego ruchu był z pewnością wybór George’a Underwooda, który także celował w Bromley Tech. Położenie szkoły obok Bromley College of Art oznaczało również, że chłopcy otrzymaliby dostęp do środowiska uczniów szkoły artystycznej, którzy wkrótce mieli zdefiniować powojenne oblicze Wielkiej Brytanii. Na zajęcia chodzili tam już jego nieco starsi bliscy sąsiedzi, na przykład Keith Richards z Rolling Stones czy Dick Taylor z The Pretty Things - "dzieci wojny", jak opisywał siebie i innych Richards. Koncepcja, że całe pokolenie dzieciaków może zarabiać na życie sztuką, była nowatorska, a powstała przy przebudowie brytyjskiego systemu edukacji w 1944 roku.

System szkół artystycznych stworzył podwaliny pod późniejszą pozycję Wielkiej Brytanii w świecie współczesnej sztuki, reklamy, rynku wydawniczego, filmu i mody. Jak opowiadają ich liczni absolwenci, szkoły artystyczne uczyły ich, że zamiast pracy w fabryce czy biurze można tworzyć swoją przyszłość, bazując na "ideach". Ta wolność oddziaływała tym mocniej, że szła w parze z powojennym etosem pracy. "Wtedy zrozumieliśmy - mówi przyjaciółka Davida, Dorothy Bass - że po dwóch latach w szkole artystycznej trzeba będzie oddać długi".

Bromley Tech przeniosła się rok wcześniej do nowej siedziby przy Bromley College of Art, przestronnego betonowo-szklanego budynku, który sprawiał wrażenie nowoczesnego i otwartego. Jednak jego struktura kopiowała angielskie szkoły publiczne, w których uczniowie organizowali się w bursy, niektórzy nauczyciele nosili togi, a na formalnych zebraniach uniwersyteckie birety. Na spotkania nie zapraszano uczniów wyznania katolickiego i żydowskiego.

Każdego ranka David i jego koledzy śpiewali wiktoriańskie hymny, na przykład Onward Christian Soldiers, i mamrotali "Amen" w odpowiedzi na modlitwy za rodzinę królewską i inne filary establishmentu. Pomimo ceregieli formalnego systemu poziom nauczania w Bromley Tech był różny - z wyjątkiem wydziału sztuki, który mieścił się w specjalnie zaprojektowanych budynkach z oknami wychodzącymi na północ, które zapewniały lepsze oświetlenie.

Owen Frampton, szef wydziału, był bez wątpienia najbardziej lubianym nauczycielem w szkole. Był entuzjastą - David opisuje go jako "wyśmienitego nauczyciela sztuki i inspiratora" - i posiadał posłuch wśród uczniów. Owen, zwany "Ossym", miał nie tylko niezłe oko do sztuki, ale też nosa do wszelkich rozrób. Przekonał się o tym jeden z uczniów, John Edmonds, który rzucił kiedyś śnieżką w nauczyciela, jak mu się wydawało, w sposób niezauważony. Wkrótce został wywołany z klasy. "Nabrałem szacunku dla jego wzroku, a także umiejętności w celnym posługiwaniu się kapciem, jako narzędziem strofowania", wspomina ze smutkiem.

Frampton miał eklektyczną przeszłość i takież gusta: podczas wojny służył w Królewskiej Artylerii, projektował tapety dla firmy Sandersona, potrafił w inspirujący sposób opowiadać zarówno o sztuce klasycznej, jak i nowoczesnej (David twierdził, że to dzięki niemu zainteresował się twórczością Egona Schielego), grał też na gitarze, podobnie zresztą jak jego syn Peter, który zapisał się do Bromley Tech w 1961 roku.

Od pasji do obsesji

Peter, David i George szybko stali się dobrze znani w całej szkole. George i Davis znaleźli na klatce schodowej miejsce, w którym brzmiało naturalne echo, i wykorzystywali je do nieformalnych prób: "Moim wielkim bohaterem był Buddy Holly i chociaż David nie był jego fanem, graliśmy kilka jego kawałków - mówi George. - David tworzył świetne harmonie, pracowaliśmy więc wiele nad brzmieniem, właśnie tam, przy schodach". Peter siadał przy szkolnej bramie z gitarą i pokazywał dzieciakom, jak grać riffy z The Shadows albo Ventures. Przyjął pseudonim Paul Raven.

Podczas zajęć z Owenem David był bardzo pilnym uczniem, szkicował węglem albo po prostu kręcił się po salach zajęć artystycznych, jednak z roku na rok coraz mniej interesował się innymi przedmiotami. Gdy był w trzeciej klasie, w szkolnym raporcie opisano go jako "sympatycznego wałkonia". W wieku czternastu lat miał dwie pasje, które naznaczyły jego przyszłość: muzykę i dziewczyny. Obydwu poświęcał się po szkole.

Znajdujący się przy typowo prowincjonalnej Bromley High Street sklep Medhursta, w wielkim wiktoriańskim budynku z meblami i wyposażeniem domu, chełpił się jednym z najlepszych w Londynie oddziałem z gramofonami. Ów oddział, mieszczący się w długim, wąskim korytarzu, prowadziła cicha gejowska para, Charles i Jim. Chociaż oficjalnie eksponowali tradycyjne przeboje i nuty, byli pasjonatami modern jazzu i specjalizowali się w imporcie płyt z Ameryki. David spędzał u nich wszystkie popołudnia i z zapamiętaniem przesłuchiwał nowe płyty. Jego muzyczna pasja powoli stała się obsesją, a z biegiem czasu jego gusta były coraz bardziej różnorodne - zachęcony przez Terry’ego poszerzył kolekcję płyt o nagrania jazzowe Charliego Parkera i Charlesa Mingusa.

Wkrótce został ich stałym klientem i Jim, młodszy z właścicieli, oraz ich asystentka Jane Green, dawali mu rabaty. Dziewczyna polubiła Davida. "Kiedy wpadałem po szkole, co działo się niemal codziennie, pozwalała mi słuchać płyt w »kabinie dźwiękowej«, czym cieszyłem się aż do zamknięcia sklepu o siedemnastej trzydzieści. Jane często zaglądała do mnie i migdaliliśmy się do dźwięków Raya Charlesa czy Eddiego Cochrana. To było ekscytujące, miałem wtedy trzynaście czy czternaście lat, a ona była siedemnastolatką. To była moja pierwsza starsza kobieta".

Kabina w Medhurst szybko stała się celem wycieczek nastolatków szukających czegoś ekscytującego na Bromley High Street. W tym małym świecie pojawienie się na początku lat sześćdziesiątych knajpy z indyjskim curry miało znaczenie wybuchu sejsmicznego, podobnie jak otwarcie dwóch kawiarenek Wimpy, jednej w północnej, drugiej w południowej części ulicy. Nastolatki włóczyły się po ogrodach biblioteki, na południe od targu, i starały się wyglądać stylowo w swoich wyświechtanych ciuchach: dziewczyny nosiły czarne swetry z Marks and Spencer - tak było najbliżej do paryskiego bitnikowskiego stylu - a David wybierał się do miasta w poszukiwaniu "włoskich spodni".

Buntownicy z powodem

Oprócz niego do tych "buntowników z powodem" zaliczał się George Underwood i Geoff MacCormack. Przez towarzystwo przewijał się też handlarz-marynarz Richard Dendy, który przywoził dziwne płyty z Nowego Jorku, oraz Dorothy Bass, przez pewien czas sympatia George’a. Połączyła ich miłość do muzyki. George, jak wspomina Dorothy, był czarujący i przystojny, a także dobrze znany w Bromley. Nie był jednak "przebojowy, nie starał się przyciągać uwagi. Podobnie David... naprawdę, on był zakręcony. Stanowił żywy dowód na to, jak ogromna jest różnica między kimś, kto jest w czymś zaledwie dobry, a tym, który całe życie poświęca swojej pasji".

Niemal wszyscy uczniowie Bromley Tech z tamtych lat pamiętają Davida i George’a jako tandem. Bardziej utkwił im w pamięci George. Był żywiołowy, miły i ekstrawertyczny. David zaś był cool - ludzie bardziej zwracali uwagę na jego fryzurę, strój czy gadżety, niż na niego samego. W późniejszych latach, kiedy ich pierwszy zespół zaczął być znany w szkole, był miły dla młodszych kolegów, ale kilku jego rówieśników podziela opinię Lena Routledge’a: "Zazdrościłem mu, byłem trochę zawistny, jak to dzieciak. Jemu żyło się lepiej niż nam, jego ojciec zawsze dawał mu rzeczy, o których my nie mogliśmy nawet marzyć: cały zestaw do futbolu amerykańskiego, saksofon i tak dalej. Podziwiałem jego gadżety... Luksus, którym się otaczał, ostro kontrastował z tym, czym mogłem poszczycić się ja czy wielu innych chłopców".

Kontrast między obecnym a dawnym, skromnym stylem życia Jonesów był wyraźny. Kiedy kariera Haywooda rozwijała się w Barnardo’s, jedyną osobą, która na tym bez umiaru korzystała, był David. Paru przyjaciół podziela opinię Routledge’a i wspomina, jak kupił sobie nowy sprzęt do futbolu amerykańskiego, a jeszcze więcej zauważyło, jak przechadzał się po szkole z saksofonem. Chciał mieć saksofon barytonowy, ale musiał zgodzić się na tańszy, altowy, Graftona, który był jednak równie efektowny. Zrobiony był z kremowego plastiku, ojciec kupił mu go w 1960 roku. Na krótki czas David załatwił sobie nawet lekcje z grającym na barytonowym saksofonie Ronniem Rossem, który grał z Tedem Heathem i innymi wielkimi zespołami. Mieszkał wówczas w okolicy. Osiem lekcji, które z nim odbył, pozostały bez znaczenia, jednak pomogły Davidowi zdobyć pracę w sobotnie poranki w Furlong, sklepie z płytami i instrumentami w Bromley South.

Ten mały sklep muzyczny prowadzony przez palącego fajkę trębacza i fana jazzu tradycyjnego był mekką małej społeczności muzyków w Bromley. Tamtejsza tablica ogłoszeń stanowiła punkt kontaktowy dla wszystkich zespołów w okolicy. Rola Davida, polegająca na zainteresowaniu klientów "nowymi brzmieniami", zdobyła sklepowi pozycję w muzycznej społeczności i co ciekawe, przyciągała dziewczyny.

Czytaj dalej na następnej stronie >>

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje