Przejdź na stronę główną Interia.pl

​David Bowie: Tak narodził się idol

David Jones (zanim został Davidem Bowie) - 1965 r. /Getty Images

W wieku dziesięciu czy jedenastu lat David miał subtelne, niemal elfickie rysy, nosił grzywkę, był szczupły i średniego wzrostu. Miał w sobie jednak wiele energii i entuzjazmu, które ujmowały George’a Lloyda oraz innych nauczycieli - wtedy zaczął objawiać się jego dar oczarowywania ludzi.

Reklama

Jak narodziła się kariera Davida Bowiego, muzycznego geniusza, który zmarł 10 stycznia 2016 roku, dwa dni po swoich 69. urodzinach i premierze 25. płyty "Blackstar" - czytaj we fragmencie biografii "David Bowie. Starman. Człowiek, który spadł na Ziemię" autorstwa Paula Trynki:

Był przystojny - co jego koleżanki z klasy zauważyły nieco później. Już jako nastolatek nauczył się używać uroku osobistego "jako oręża" - jak mówi jego późniejszy powiernik, dziennikarz Charles Shaar Murray. "Nawet jeśli przez pewien czas się z nim nie widziałeś, to kiedy znów się spotykaliście, po chwili byłeś już przekonany, że niemal nie mógł funkcjonować przez ten czas, kiedy cię nie widział. W pewnym okresie byłem w nim platonicznie zakochany".

Bystry, dość dowcipny, miał bogatą osobowość

Reklama

To właśnie ten urok, ta umiejętność wcielania się w taką rolę, jakiej oczekiwał rozmówca, tworzyła Davida Bowiego. Tak pojawiały się w jego życiu kolejne przełomy, możliwości, które jego nadaktywny umysł umiał szybko wykorzystać. W dzieciństwie urok ten nie był tak silny i ewidentny. "Należał do tych dzieciaków, które dawały się zauważać - mówi jego koleżanka ze szkolnej ławy Jan Powling. - Był bystry, dość dowcipny, miał bogatą osobowość".

Codziennie ubrany był bardzo schludnie, czym wyróżniał się wśród kolegów: "Zawsze wypucowany, z czystymi paznokciami - mówi Powling - krótko mówiąc, to był taki chłopak, z którego każda mama byłaby dumna".

Dziesięcioletni David Jones, ugrzeczniony czyścioszek, wymarzony synek każdej mamy z przedmieścia, nie uniknął również kolejnego schematu. Zapisano go do lokalnego chóru skautów przy kościele anglikańskim. "Byliśmy tam wmontowani - mówi jeden z kolegów, Geoff MacCormack - ponieważ tak wtedy rodzice wychowywali dzieciaki. Nie robiliśmy wokół tego problemów, po prostu podporządkowywaliśmy się".

Jak Keith Richards, jeden z najmniej spodziewanych mistrzów skautingu, inne dzieciaki uwielbiały harcerskie wyprawy. Cotygodniowe spotkania drużyny oraz służba do mszy stały się bardzo ważnym punktem życia Davida. Podczas tych spotkań poznał Geoffa MacCormacka i George’a Underwooda, którzy stali się jednymi z jego najwierniejszych przyjaciół na całe życie. Cała trójka przywdziewała komże i służyła podczas mszy, często także ślubnych, które stały się pierwszymi płatnymi występami wokalnymi Davida. "Nie tylko płacono nam pięć szylingów, całkiem niezłą sumkę, jak na tamte czasy - mówi MacCormack - ale jeśli ceremonia odbywała się w tygodniu, mieliśmy dzień wolny od szkoły".

Underwoodowie mieszkali po drugiej stronie Bromley, George uczęszczał więc do innej szkoły podstawowej. Był jak na swój wiek wysoki, przystojny i miał zrównoważone, choć żywe usposobienie. Wkrótce stał się jednym z najbliższych przyjaciół Davida. Czasem ich przyjaźń natrafiała na miny, lecz miała ogromny wpływ na ich późniejsze życie. Tym, co spajało ich przyjaźń, był bowiem rock and roll.



Czytaj dalej na następnej stronie >>

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje