Reklama

Reklama

Co przeżywała Anna Starmach, zanim wyjechała w góry?

W kuchni nie ma sobie równych, jednak przed rodzinnymi wojażami nie lubi pakowania walizek i wszelkich bibelotów. O co Anna Starmach poprosiła fanów?

Od lat w jej życiu nie zmienia się jedno. Uroczy uśmiech Anny Starmach potrafi wprawić w błogi nastrój nie tylko jej fanów. Mogłoby się wydawać, że kulinarną blogerkę omijają niepowodzenia dnia codziennego. Nic bardziej mylnego. Jednak Starmach jednym wpisem potrafi rozluźnić napiętą atmosferę.

Odkąd została mamą, musiała się zmierzyć z wieloma wyzwaniami. Jednym z nich było wzięcie na barki domowej logistyki. Okazuje się, że np. podróż w góry z jednym dzieckiem to wyczyn. Podstawowe rzeczy są, ale dochodzą jeszcze tzw. podróżne bibeloty. Mało tego, podczas opuszczania wynajętej kwatery te rzeczy "pączkują" i jest ich jeszcze więcej niż w dniu przyjazdu. Znacie to? I właśnie temu zjawisku Starmach poświęciła swój ostatni wpis. Przeczytajcie.

Reklama

"Na 6-dniowe ferie to obowiązkowo trzeba zabrać: sanki, nosidło no i wózek i najlepiej jakby wszystko było różowe, do tego milion walizek, toreb, no i jeszcze plecaczek, też różowy i bardzo obowiązkowy! Mąż się śmieje, że z dwójką dzieci to trzeba będzie jeszcze dokupić przyczepę do samochodu. Czy wy też jesteście takimi mistrzami pakowania? A może są tu spryciarze, którzy do jednej walizki pakują całą rodzinę?"- taką refleksją na swoim Instagramie podzieliła się Anna Starmach.

Niebawem celebrytka po raz drugi zostanie mamą. Może wśród naszych czytelników znajdą się osoby, które podzielą się cennymi wskazówkami związanymi z pakowaniem rodziny na urlop? Czekamy na wasze wskazówki.

Zobacz także:

Dowiedz się więcej na temat: Anna Starmach

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje