Reklama

Reklama

Anna Guzik o programie "Wolni od długów": Te historie mną wstrząsnęły

Anna Guzik długo zastanawiała się, czy poprowadzić ten program. Tu nie można skryć się za napisaną przez scenarzystę rolą. Trzeba stanąć oko w oko z ludzkimi dramatami, a przy tym pozostawać sobą. - Nie byłam pewna, czy chcę się tak odsłaniać - mówi Anna Guzik w rozmowie ze Styl.pl. Przed jakimi wyzwaniami stanęła prowadząca i co zobaczymy w programie?

Izabela Grelowska, Styl.pl: Jak to się stało, że zdecydowała się pani poprowadzić program "Wolni od długów"?

Reklama

Anna Guzik: - Długo rozmawiałam z producentem Michałem Brożnowiczem z Constantin Entertainment, który zapewnił mnie, że pomoc, która zostanie udzielona bohaterom programu, będzie realna. Jestem aktorką i wejście w tę nową przestrzeń, było dla mnie ryzykowne, dlatego chciałam mieć pewność, że to naprawdę przyniesie korzyść ludziom, a przez to również mnie. Robienie tego typu programu ma sens tylko wtedy, jeśli nie są to działania wyłącznie na pokaz. To był warunek mojego przystąpienia do projektu i po pierwszym sezonie mogę powiedzieć, że program faktycznie się sprawdził.

Staje pani oko w oko z ludzkimi dramatami. Czy poprowadzenie tego programu było dużym wyzwaniem?

- Było to dla mnie ogromne wyzwanie i obawa przed tym, czy sprawdzę się w roli, która została mi powierzona, jaka będzie reakcja ludzi? Każdy z naszych bohaterów jest innym człowiekiem, z inną wrażliwością. Moim zadaniem jest sprawić, by się otworzyli i opowiedzieli swoją historię, a to bywa dla naszych bohaterów czasem bardzo bolesne. Nikt nie lubi wracać do trudnych momentów, a czasem ludzi blokuje ich własny charakter - duma i honorowość. Przekonanie, że nie wypada się skarżyć. Każda rozmowa przebiega inaczej, ale każda to stres i dla uczestników programu, i dla mnie, ponieważ chcę, żeby wypadli oni jak najlepiej. A gdy w grę wchodzą prawdziwe historie i prawdziwe emocje, nie nad wszystkim da się zapanować.

Wypracowała pani sobie sposób, by psychicznie się do tego przygotować? Zmierzyć się z tą sytuacją i dotrzeć do bohaterów?

- Przyznam szczerze, że jako aktorka zawsze duży nacisk kładę na to, żeby przygotować się do pracy. Tu na początku starałam się postępować podobnie: prosiłam o informacje dotyczące rodziny, historii uczestnika, ale okazało się, że to się nie sprawdza. Zmieniliśmy nieco podejście i odkryliśmy, że o wiele lepiej było, kiedy przychodziłam po prostu wyposażona w otwartość. Były oczywiście pewne schematy pytań, które musiały zostać zadane, ale ważne okazały się też moje naturalne ludzkie reakcje i moja osobowość. Musiałam się wręcz przełamać, żeby nie przygotowywać się do programu, tylko po prostu wysłuchać czyjejś historii, poznać ją, dociec, dlaczego tak się stało. Potrzebna była zupełna otwartość na to, co mnie spotka.

To znaczy, że nie używała pani kunsztu aktorskiego?

- W tym programie nie ma Anny Guzik aktorki. Jestem taka, jaka jestem prywatnie. Staram się wysłuchać ludzi, podchodzę do nich z empatią. Jestem sobą. Zanim wzięłam udział w programie, długo się zastanawiałam, czy chcę się tak odsłaniać.

Umiejętności aktorskie wykorzystywałam jedynie w takich momentach, kiedy np. z powodów technicznych trzeba było coś powtórzyć.

Czy zdarzały się sytuacje szczególnie trudne podczas kręcenia programu?

- Tak, zdarzały się sytuacje, w których bohaterom emocje wymykały się spod kontroli. Wiele zależy od charakteru osoby, do tego dochodzi stres. To jest oczywiście trudne dla wszystkich stron. Na szczęście zawsze w takim momencie wchodził reżyser, przekonując, że wszystko, co robimy, robimy dla dobra bohaterów. Widz, żeby zrozumieć ich sytuację, musi wiedzieć, dlaczego tak a nie inaczej postąpili. Musi ich po prostu poznać. Jeśli ich nie pozna, to ich nie polubi i będzie miał do nich obojętny stosunek.

Nasi uczestnicy opowiadają historie, które mam nadzieję wielu ludzi wzruszą i skłonią do zastanowienia. W tych 12 odcinkach pojawia się takie spektrum spraw, że ludzie, którzy aktualnie są w kłopotach finansowych, prawdopodobnie będą mogli dopasować, którąś z tych historii do siebie.

Czy któraś z historii zrobiła na pani szczególne wrażenie?

- W każdym odcinku są historie, które mną wstrząsnęły. Nie jestem w stanie wybrać jednej. Ale były sytuacje dla mnie niepojęte. Na przykład partner, który odszedł z dnia na dzień, zostawiając kobietę z dziećmi i z kredytem, bez środków do życia.  Zupełnie nie zastanawiał się, co się stanie z jego rodziną, ludźmi, którzy przez ostatnie dwadzieścia lat byli dla niego najbliżsi. I w czym ta kobieta zawiniła? Ktoś może powiedzieć, że nie zauważyła sygnałów, ale ona uważała, że ma wspaniałe małżeństwo.

"Wolni od długów" to przede wszystkim historie osób, które popadły w długi nie ze swojej winy?

- To nie jest tak, że wszyscy zadłużyli się nie ze swojej winy. W niektórych przypadkach był to fatalny splot okoliczności i bohaterowie niczemu nie zawinili, ale część naszych uczestników to są ludzie, którzy podjęli błędne decyzje podyktowane różnymi względami. Czasami konsekwencje tych decyzji można było przewidzieć, czasami to wychodziło dopiero po czasie. Ludzie popadają w spiralę długów, bo czegoś zaniechali, albo nie byli wystarczająco czujni, za bardzo komuś zaufali lub wzięli kredyt, choć tak bardzo go nie potrzebowali. Są to różne historie.

- Do programu trafiają osoby, które są w podbramkowej sytuacji i nie widzą już wyjścia. Jeden z uczestników powiedział, że był taki moment, w którym myślał o odebraniu sobie życia, bo nie widział już światełka w tunelu. To skrajny przypadek, ale wszyscy nasi bohaterowie to osoby na naprawdę ostrym życiowym zakręcie. Naszym zadaniem nie jest spłacanie za nich długów. Przy pomocy ekspertów, czyli Anny Bufnal, Fryderyka Karzełka i Piotra Ikonowicza, wskazujemy im drogę, w jaki sposób mogą to zrobić sami. Eksperci, po zapoznaniu się z sytuacją uczestnika, opracowują strategię, która umożliwi mu wyjście z długów. To może wymagać od bohatera podjęcia pewnych decyzji, których być może wcześniej nie chciał podejmować. Czasem te strategie się zmieniają, bo dochodzą nowe okoliczności - na tym polega życie. Jeśli uczestnik podąży tą wytyczoną drogą i zrealizuje wszystkie założenia, to w perspektywie, którą określają nasi eksperci, ma szanse na wyjście z długu.

Wiele osób uważa, że taka sytuacja nigdy ich nie dotknie. Czy ktokolwiek może być pewien, że nigdy nie popadnie w długi?

- Nie sądzę. Mamy niezwykle wzruszającą historię, gdzie bohaterka nie popełniła żadnego błędu, wręcz wyprzedzała ewentualne wydarzenia, a i tak dopadło ją zadłużenie, któremu nie była w żaden sposób winna. Czasem ludzkie losy toczą się w nieprzewidziany sposób i nie jesteśmy w stanie pewnych rzeczy zaplanować. Cześć bohaterów programu popadła w zadłużenie ze względu na swoje dobre serce. W sferze finansów często kierujemy się emocjami. Nie należy oceniać nikogo, jeśli nie pozna się jego sytuacji bardzo dogłębnie.

 Pomagają państwo osobom zadłużonym, a czy widzowie będą mogli wyciągnąć z tego jakąś naukę?

- Uważam, że ogromną. Ten program ma kilka swoich mocnych stron i jedną z nich jest warstwa edukacyjna. Na przykładzie podanych historii dowiadujemy się, że można negocjować z bankiem lub parabankiem i że można to robić dobrze.  Można zmniejszyć raty, prosić o umorzenie. To są rzeczy do zrobienia, tylko ktoś się musi tym zająć i musi się na tym znać. Ważne jest to, że ludzie dowiadują się, że ich sytuacja nie jest beznadziejna i są ścieżki wyjścia.

Często się mówi, że pieniądze nie dają szczęścia. Jak po pierwszym sezonie tego programu ocenia pani rolę pieniędzy w życiu?

- Program tylko i wyłącznie utwierdził mnie w przekonaniu, które miałam już dużo wcześniej. Pieniądze nie zapewnią miłości ani tych uczuć, które są najważniejsze, co nie zmienia faktu, że pieniądze są niezwykle potrzebne i są one naszą przepustką do wolności wyboru i do komfortu życia.


"Wolni od długów"  już w czwartek 27 maja o godz. 20:00 w Polsacie

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje