Reklama

Reklama

Andrzej Grabowski: Juror spoliczkowany

"Taniec z gwiazdami" to dla mnie cotygodniowa dawka emocji - nigdy nie wiem, co się stanie. Lubię tak pracować. To również wielka lekcja pokory. Na przykład za sprawą Iwony Cichosz, przeuroczej dziewczyny, która od urodzenia nie słyszy. Mało tego, cała jej rodzina jest niesłysząca. Na szczęście dzięki swojej mądrej babci od drugiego roku życia Iwona jest pod opieką logopedy i wciąż uczy się mówić. Ta bardzo silna i pogodna dziewczyna została miss świata głuchych w 2016 roku i między innymi dzięki temu trafiła do programu. To z jednej strony pozwoliło jej zrealizować marzenia, a z drugiej - udowodniła, że nie trzeba słyszeć muzyki, żeby tańczyć. Niesamowite były jej opowieści o tym, jak odbiera muzykę całym swoim ciałem, wychwytując rytm z fal dźwiękowych.

Reklama

Razem z tancerzem Stefano Terrazzino dotarli aż do finału. Wszyscy byliśmy nimi zachwyceni, podobnie jak kilka lat później Joanną Mazur, niewidomą lekkoatletką, wielokrotną mistrzynią Europy, świata i medalistką igrzysk paraolimpijskich. Byłem pod wrażeniem jej występów w programie, ale jeszcze bardziej jej historii, bo zaczęła tracić wzrok, gdy była dzieckiem. Podkreślałem to w moich wypowiedziach w trakcie programu. Nawet koledzy z produkcji zwrócili mi uwagę, że powiedziałem o tym już kilka razy i się powtarzam. Mnie jednak wydawało się to bardzo ważne, więc mówiłem znów: "Drodzy państwo, zdajecie sobie sprawę, że Joanna zatańczyła tak wspaniale, nigdy nie widząc, jak wygląda taniec? Ona nigdy nie widziała cza-czy, nigdy nie widziała rumby, walca ani samby. Mogła tylko słuchać Janka Klimenta, który jej opisał, jak to wygląda, i pokierował ruchem. Wielkie brawa dla nich!".

W jednym z pierwszych odcinków tamtej edycji producenci programu postanowili, że wszyscy uczestnicy pokażą tanecznym partnerom swoje rodzinne strony. Joasia wraz z Jankiem pojechała najpierw do domu swoich rodziców w Szczucinie, przedstawiła go bliskim, pokazała mu ścianę z medalami, które zdobyła, i oprowadziła po okolicy, w której się wychowała. Po chwili ja i cała Polska przed telewizorami zobaczyliśmy coś, co mnie wprawiło w osłupienie i okropne poczucie wstydu. Były to zdjęcia z internatu dla niewidomych w Krakowie, w którym Joanna mieszka od czternastego roku życia do dziś. Zobaczyliśmy mały skromny pokój z jednoosobowym łóżkiem, szafką, minilodówką, zlewozmywakiem, na blat kuchenny nie było już tam miejsca. Kiedy jej programowy partner zwrócił uwagę na brak łazienki i toalety w pokoju, skrępowanej Joasi pociekły łzy. Nagle cały ten kolorowy show prysł. Kopciuszek wrócił do domu.

Zbulwersowany, zasmucony nie wytrzymałem i powiedziałem: "Jestem wzruszony, ale czuję się również zażenowany i zawstydzony. Oto reprezentantka Polski. Osoba, dzięki której wielokrotnie grano Mazurka Dąbrowskiego przed oczami świata! I ta nasza chluba narodowa żyje w takich warunkach. Gdzie są instytucje państwa odpowiedzialne za to, by taką osobę docenić? Tu stoi mistrzyni świata! Wstyd mi, a z ciebie, Joasiu, jestem dumny". Jednak Joanna obdarzona wyjątkową wrażliwością zupełnie niepotrzebnie przeprosiła za ten film.

Minął tydzień. Emocje opadły. Po ocenie oraz omówieniu tańca Joasi i Tomka Krzysztof Ibisz wywołał nagle z widowni polskiego przedsiębiorcę, który zgłosił się do producentów kilka minut przed programem. Na parkiet wszedł Zbigniew Jakubas z wielkim bukietem kwiatów i jakimś kluczem wyciętym z kartonu. W zachowaniu biznesmana z Krakowa dostrzegłem silne zmieszanie. Nie wyglądał jak gwiazda telewizyjna z przyklejonym na twarzy uśmiechem. Myślę, że sam bardzo przeżywał to, co za chwilę się stanie. Powiedział, że o historii Joasi dowiedział się równo tydzień temu, kiedy przyszła do niego jego zapłakana córka, również Joanna. Dodał, że ma szczęście, bo buduje właśnie w Krakowie nowe osiedle i może sobie pozwolić, żeby wręczyć Joasi symboliczny klucz do jej nowego mieszkania. Publiczność w studiu wybuchła aplauzem z zachwytu, wszyscy wstaliśmy i z uznaniem oklaskiwaliśmy pana Zbigniewa i rozpłakaną Joannę. Zresztą tych łez wzruszenia nikt w studiu nie krył. Tak jak nikt się nie spodziewał błyskawicznej reakcji na wydarzenia sprzed tygodnia.

Przyznam szczerze, że przed objęciem funkcji jurora nie miałem w ogóle zdania na temat tego programu, bo zwyczajnie go nie oglądałem. Teraz, po sześciu latach mojej tanecznej przygody, zdaję sobie sprawę, jak piekielnie ciężką pracę wykonują uczestnicy programu. To nie są celebryckie pogaduchy, z których niewiele wynika, tylko kilkutygodniowe treningi, których efekt zostaje zaprezentowany telewidzom na żywo. Bez względu na miejsce, do którego dotrą uczestnicy, ile błędów popełnią, ile potu i łez przeleją, wszystkim należy się uznanie i podziw.

Fragment książki "Jestem jak motyl" - Andrzej Grabowski, Paweł Łęczuk, Jakub Jabłonka. Wydawnictwo Agora.

Andrzej Grabowski nominowany jest w plebiscycie Telekamery 2021 w kategorii "Juror". Głosuj online  Głosowanie trwa do 11 lutego.

***

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje