Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Żyjemy w czasach triumfu iluzji

Jego blog Pokolenie Ikea podbił serca Polaków, a książka o tym samym tytule z miejsca stała się bestellerem. Piotr C. powraca z kolejną historią obnażającą prawdę o pokoleniu „NIC”, czyli dzisiejszych trzydziestolatkach. „To o nas” to słodko – gorzka opowieść o ludziach, których horyzonty są równie wąskie jak talia supermodelki, potrzeby ograniczają się do osiągnięcia orgazmu, a pojęcie „związek” mylą ze statusem w mediach społecznościowych.

Interia: W swojej najnowszej książce pisze Pan o pokoleniu dzisiejszych trzydziestolatków z wyczuwalną ironią. Nasuwa się więc pytanie, czy jest to tylko pewna literacka poza, czy prywatnie również jest Pan gotów całe to pokolenie oceniać krytycznie? A może to, o czym pisze pan w #to o nas, dotyczy tylko pewnego wycinka rzeczywistości i tylko wąskiej grupy ludzi?

Reklama

Piotr C. Staram się utrzymywać równowagę między komedią a skundloną tragedią. Ale jeśli ludzie nie widzą w książce prawdziwych emocji, to po co pisać?  Ja się nie odnajduję w historii, że ktoś w kuchni je ciastko i popija zimową herbatą, wzdychając do  bruneta, który podrapie ją zarostem po twarzy.  Podobnie jak nie potrafię też przekonująco napisać historii, że ktoś kogoś zabił i teraz go szukają. Zwyczajnie mnie to nie interesuje.

Fascynuje mnie za to, że żyjemy w czasach triumfu iluzji.

W # To o nas" piszę: "Jesteśmy pokoleniem NIC. Nie mamy nic do powiedzenia poza obrazem. Tworzymy świat, którego nie ma. To jest nowa religia. Obrzędy są odprawiane za pomocą selfie stick". Z jednej strony mamy ruch #metoo, z drugiej rodzina Kardashianów ma ponad pół miliarda obserwujących na insta, prezentując świat, gdzie kobieta jest głupia i panuje szczucie dupą. Z jednej strony kochana musisz siebie zaakceptować, z drugiej są reklamy diety oraz kremów botoks i silikon.

Ostatnio zorganizowano "walkę" Marta Linkiewicz vs Esmeralda Godlewska. Czyli walczyła pani, która  zasłynęła ze wskazania z kim i w jakiej pozycji uprawiała seks, kontra pani, która spowodowała w stanie wskazującym wypadek samochodowy na warszawskiej Pradze, uderzając wpierw w inne auto, a później w ścianę budynku.  A wszystko za 19,99 zł w PPV. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tym starciu pomyślałem, że ktoś robi sobie jaja z okazji 1 kwietnia. A jednak nie, to jednak prawda, ktoś to zrobił.

To wszystko pokazuje, że #metoo, jest tylko pustą, przejściową modą, prawdziwą twarzą dzisiejszego świata są Kardashianki i ich klony. Jeśli więc ktoś twierdzi, że opisuję świat którego nie ma, to po prostu nie zna świata w którym żyje.

Ba jestem wręcz konserwatystą.

Interia:  Co bardziej krytyczni czytelnicy zarzucają Pana książce zbyt wulgarny język. Nie tyle mięsisty, ile właśnie - szokujący i dosadny, nieomal uliczny. Nie sposób więc nie zapytać, czy jest to wyłącznie język pana bohaterów, czy może raczej sporej części współczesnych trzydziestolatków? Naprawdę aż tak źle z naszą kulturą słowa i bycia?

Piotr C.: Nie lubię literatury pisanej słowem dostojnym, jest dla mnie podejrzana. Język jest środkiem wyrazu, który do kogoś trafia bądź nie. Celuje w szeroką publiczność, staram się być więc przez nią zrozumiany. Część osób mnie za to lubi, część nienawidzi. Moi bohaterowie mają mówić tak, jak mówią ludzie, którzy ich otaczają. Jest taki piękny mem, na którym ktoś zrobił tłumaczenie emotek z Facebooka, na których są odzwierciedlane stany ducha: like, love, sad, wow itp. W polskiej wersji było to załatwione jednym słowem na "k", tylko w przypadku spolszczenia słowa angry z dodatkiem "mać".

Interia: Jeszcze à propos języka. W #to o nas pisze pan o seksie w sposób mocny, nie przebierając w słowach, traktując go czasem nawet jako przedmiot konsumpcji. Czy tak rzeczywiście wygląda dziś miłość, o ile - rzecz jasna - to słowo wciąż jeszcze coś w ogóle znaczy?

Piotr C.: Ludzie nie wiedzą, co to jest miłość. Wydaje im się, że można ją zamówić i wybrać jak telewizor w markecie, tylko trzeba poświęcić temu wystarczająco dużo uwagi. Dużo wachlując palcem na Tinderze, dużo chodzić na randki. A później jak już się trafi na tą właściwą osobę to wszystko samo się ułoży i będzie nieustający dopał emocjonalny, przypominający wstrzyknięcie kokainy prosto w mózg.

I przez moment dzięki hormonom faktycznie tak się dzieje.

A później faza zauroczenia się kończy i co? Jest nudno.

Jest całkiem realna szansa, że dożyjemy 90-tki. I jeśli ktoś zakłada, że chce przeżyć z kimś do śmierci, to to oznacza około 20 tys. dni razem. Czyli razem z tą osobą zje kilkanaście tysięcy śniadań, może około 10 tys. obiadów i znowu kilkanaście tysięcy kolacji. Seks będzie tylko kilka tysięcy razy, a numerki dwa czy trzy razy jednego wieczora - góra koło kilkuset razy. Wakacje? Wyjeżdża się na nie około 50-100 razy w ciągu całego związku. Randki? Wliczając rocznice to będzie jakieś 300-400 razy. I tylko jakieś 55 razy będą walentynki.

Życie z kimś zazwyczaj otoczone jest monotonnymi rytuałami, a my żyjemy w kulturze eventu.

Na dodatek miłość jest też odpowiedzialnością za drugą osobę, a teraz zarówno kobiety jak i mężczyźni nie są często gotowi nawet wziąć kota do domu, bo to za duże zobowiązanie.

Interia:  Pana bohaterowie pracują na "stanowiskach", odnoszą sukcesy i na brak pieniędzy nie narzekają. Z tego, co robią na co dzień, nie czerpią jednak satysfakcji. Doskwiera im poczucie pustki, z którą nie potrafią sobie poradzić. Czy uważa pan zatem, że każdy sukces ma zawsze swój ponury rewers? Że zawsze okupiony jest wyrzeczeniami, które muszą człowieka zmienić i w jakiś sposób - zwykle przykry - dotknąć?

Piotr C.: Ludzie widzą tylko rezultat, nie widzą drogi, która do tego rezultatu prowadzi. Widzą młodą dziewczynę, która pracuje w wielkiej międzynarodowej korporacji na wysokim stanowisku, która wysyła zdjęcie na Instagrama z dalekiej podróży. Zdjęcie, gdzie się uśmiecha z satysfakcją, gdzie są palmy, lazurowa woda i egzotyczny drink w dłoni. Nie widzą, że ona za to płaci.  Bo nie ma faceta, albo ten facet jest dla niej niedobry, bo ryczy w poduszkę, bo ma doła, że nie ma faceta i dziecka. Bo ludzie patrzą jej w twarz, uśmiechają się, a za plecami nazywają dzi...ą. Bo przecież to niemożliwe, aby tak młodo zajść tak wysoko, musiała zdobyć swoją pozycję na kolanach, ciągnąć komuś.

Ludzie widzą matkę z 5-letnim dzieckiem, kiedy idą razem ulicą i ona trzyma je za rękę a dziecko radośnie do niej papla. Uśmiechają się, a czasami uśmiechają z zazdrością. Ale nie widzą, że ta matka zapłaciła za tę chwilę. Brakiem snu, wku...em, wspomnieniami za swoją figurą. I płacić będzie później. Kiedy dziecko będzie za 10 lat krzyczeć: nienawidzę cię, zmarnowałaś mi życie.

Ludziom wydaje się, że rzeczy przychodzą łatwo.

Mężczyźni pragną wielu kobiet, w wielu pozycjach na jedno skinięcie ręki. Nie biorą jednak pod uwagę, że zapłacą za to niemożnością uzyskania bliskości. Seks będzie sprowadzony do technicznych sztuczek rodem z filmów porno i płynów rozlewających się dookoła.

Ktoś żyje pracą, oddycha pracą? Nie wie, że nie będzie miał rodziny. Nawet jeśli ją niby ma. Bo rodzina wymaga czasu. Wszystko ma jednak swoją cenę.

Interia: Pozostańmy przy tym wątku jeszcze przez chwilę. Bohaterka pana książki, Agata, scharakteryzowana została następująco: "odnosi sukcesy zawodowe, ale według jej matki poniosła życiową klęskę, bo nie ma męża i dziecka" (z opisu Wydawcy). Rodzi się pytanie - zapewne banalne, ale mimo wszystko ważkie - o to, co w dzisiejszych czasach można uznać za sukces? Co jest jego miarą?

Piotr C.: O sukcesie w Polsce to ja wiem z całą pewnością jedno, że się go nie wybacza.

Proszę zwrócić uwagę, co dla rodziców jest sukcesem dzieci. Są nim kompetencje do pracy w korpo i zaciągania kredytu hipotecznego. Aby go osiągnąć, trzeba się zaś dużo uczyć. Rodzice nie mówią:  "Nie wszystkie związki, które cię czekają, będą udane. Być może twoje małżeństwo będzie pomyłką. Będzie nudne". Nie przekazują zdrowego poczucia własnej wartości, dzięki któremu można w takich sytuacjach zacząć od początku. I kolejny związek zbudować już lepszy.

Co powtarzają? "Jeśli będziesz się dobrze uczył, to osiągniesz sukces". "Będziesz mógł osiągnąć to, co chcesz".

I te dzieci się uczą, uczą i nic z tego nie wychodzi, i to z bardzo prostego powodu.  Na każdego Mozarta, Michała Anioła, Stephena Kinga, Justina Biebera, Kim Kardashian i Hilary Clinton przypadają setki milionów takich, którym zwyczajnie nie wyszło. Albo talent w ręku był nie ten, albo w głowie coś nie zaskoczyło, albo dupa nie była zbyt elastyczna.

I później taki młody człowiek staje w oko w oko z największym wyzwaniem życia:  jak sobie poradzić z przeciętnością?

Dlatego uważam, że jedną z najważniejszych rzeczy, jaką rodzice mogą dać dzieciom, jest akceptacja. Że jest to ich życie i nie mogą dać sobie wmówić, jak mają żyć.  I jeśli to się uda, to będzie to sukces.

Bo dla rodziców na taką akceptację siebie jest już zazwyczaj za późno.

Interia: Ale w #to o nas mowa nie tylko o konsumpcji i niespełnieniu. W najnowszej książce pisze pan następująco: "Telefon wszystko rozumie. Telefon wszystko tłumaczy. (...) Telefon jest święty" (s. 56-57). Czy rzeczywiście bycie "w ciągłym kontakcie" jest dziś nową religią, a smartfon stał się naszym jedynym powiernikiem? I czy nie jest tak, że to właśnie on - do spółki z oplatającą nas ściśle siecią mediów społecznościowych - zastępuje nam obecnie kontakt i rozmowę z drugim człowiekiem?

Piotr C.: Proponuje, aby każdy zadał sobie małe pytanie: ile jest osób, którym zostawiłbyś/zostawiłabyś na godzinę swój odblokowany telefon, nie widząc, co ta osoba z nim zrobi?

Ile jest takich osób? Jedna? Dwie? Zero? Zazwyczaj zero.

Z badań prof. Michała Kosińskiego, wykładowcy Uniwersytetu Stanforda, jednego z czołowych specjalistów w dziedzinie psychometrii, który analizował algorytmy Facebooka wynika, że już 10 czyichś lajków może sprawić, że sztuczna inteligencja oceni trafniej osobowość lajkującego niż kolega z pracy. Na podstawie tego, co kto polubił, można ustalić jego poziom inteligencji, zadowolenia z życia, poglądy społeczne, polityczne etc. Nasze telefony wiedzą o nas więcej niż dowolna osoba na świecie, łącznie z rodzicami. I to w wersji nieupudrowanej. Kogo zdradzamy, kogo kochamy i jakie są nasze perwersje. Smartfon to nasze lustro, które pokazuje nas w prawdziwszej wersji niż chcielibyśmy to komukolwiek ujawnić.

Interia:  Można odnieść wrażenie, że pana bohaterowie w ogóle, co do zasady, zadowalają się namiastkami. Ich życie jest pełne substytutów i zamienników. Pornografia zastępuje miłość, alkohol zaś - prawdziwą rozmowę. Czy szczęścia faktycznie wolimy dziś szukać w klubie i w Internecie niż w rzeczywistości? I w kontakcie z bliską osobą?

Piotr C.: O wiele łatwiej jest się rozebrać i trochę z kimś pogimnastykować, niż zdjąć z siebie wszystkie pancerze i pokazać swoje wnętrze. Bo seks może być mniej lub bardziej udany, ale pokazanie swojej prawdziwej wersji może skończyć się bardzo boleśnie. I ludzie tego się boją.

O ile w ogóle wiedzą kim są, bo zazwyczaj nie wiedzą. Nie wiedzą nawet za specjalnie, co lubią, raczej naśladują to, co lubią inni.

Interia: Bohaterowie #to o nas nie są rewolucjonistami: nie idą na barykady, nie walczą z zastanym porządkiem. To - zdawałoby się - konformiści. A może ich bunt ma nieco inną naturę? Może właśnie dystansując się od tradycji i powstrzymując się od udziału w sankcjonowanych przez nią rytuałach (ślub, wychowywanie dzieci, prowadzenie domu) kontestują otaczającą ich rzeczywistość i wyrażają swój sprzeciw wobec status quo?

Piotr C.: Tutaj nie ma żadnego buntu, jest bezradność. Dookoła zaś jest pełno kołczów, którzy krzyczą: ja, ja, ja ci powiem, jak się w tym wszystkim odnaleźć! Świat jest biznesem. Sprzedaje się idee, a wierzą w nie głównie ci, którzy za nie płacą. Specjalizujemy się teraz w udawaniu. Udawaniu, że jak ktoś kupi szminkę za 20 dolarów, to będzie piękniejszy, jak się popsika zapachem za cztery stówy to wszystkie kobiety będą jego albo jak kupi auto za 100 tys. to jego życie nabierze sensu. Nie. Nadal będzie chu...owe, tylko w innym samochodzie.

Interia: Powiedzieć, że Sokół, jeden z bohaterów #to o nas, nie wylewa za kołnierz, to nie powiedzieć nic. A może to właśnie jego reakcja na zastaną rzeczywistość? Skoro wszelki bunt nie jest już możliwy czy potrzebny, to może tylko w  ten sposób jest sobie w stanie poradzić z jej naporem?

Piotr C.: Wolność to w dzisiejszych czasach możliwość picia nieograniczonej ilości wódki, zażywania nieograniczonej ilości dopalaczy, seksu z kim się chce i możliwość kupienia rzeczy z Vitkaca.

Tak jak to było u Himilsbacha: trzeba dużo pić i je...ać, żeby się z nędzy wygrzebać.

Wtedy można pewne rzeczy zagłuszyć. Na moment wyłączyć całe to pogubienie. Zagłuszyć pytania: W kim znaleźć oparcie, jeśli wszystko jest bez sensu? No to seta. Jak sobie poradzić z samotnością? Druga seta i butelka wina do tego. Z presją świata? Piguła. Jak odróżnić iluzję od rzeczywistości, fejk od marmuru, silikon od ciepła ludzkiego dotyku? Trochę fety i jakoś pójdzie.

W mojej książce Sokół spotyka się z influencerką z instagrama.  Ona jest silniejsza od niego, doskonale wie, czego chce od świata, wie, jakie są zasady gry i się przystosowała. Czy to dało jej szczęście? A to już jak ktoś się chce dowiedzieć, to niech przeczyta książkę. A jak nie chce, to niech nie czyta.

Interia: Napisałeś książkę na temat związków, ale nie jest ona produktem komercyjnym - czytelnicy mogą ją ściągać za darmo. Skąd taki pomysł?

Piotr. C.: Bo jestem naiwnym tuńczykiem. Wiem, że w dzisiejszym świecie wypuszczanie za darmo czegoś, na czym można zarobić, jest skrajnie niemodne i zakrawa o frajerstwo.

Ale ten darmowy e-book jest również z lenistwa. Ludzie często pytają mnie, co sądzę na różne tematy jeśli chodzi o relacje między kobietą a mężczyzną. Teraz mogę odpisać: przeczytaj "instrukcję obsługi", a potem jak chcesz, to dopytaj. I mogę to zrobić bez wyrzutów sumienia, bo nikt nie musi za tę książkę zapłacić.

A tak na serio, owszem mogłem wydać książkę komercyjnie i zarobić, dajmy na to na nowy samochód. Albo kupić sobie talon na balon. Zdecydowałem się zrobić inaczej, bo ta darmowa książka to swego rodzaju podziękowanie dla dziesiątek tysięcy osób, które czytają mnie od wielu lat.

I które mnie często inspirują, często motywują, często też krytykują. Ale generalnie sprawiają, że chcę się rozwijać i jestem im za to wdzięczny.

Interia:  I na koniec - czy pisząc o pokoleniu współczesnych trzydziestolatków i kraju, w którym żyją, zdarzało się panu czasem myśleć: "a to Polska właśnie"? A jeśli tak, to czy #to o nas jest rzeczywiście o nas?

Piotr C.: Mój świat to rzeczywistość dużych miast. Którą znam sam, którą obserwuję, o której rozmawiam z ludzi. Jestem pisarzem klasy średniej. Piszę o niej. O ich lękach i o ich tęsknotach.

Robię to, uprawiając literaturę wagonową.

Jak ktoś to przeczyta i trochę pomyśli o swoim życiu, to będę więcej niż zadowolony.


Reklama

Reklama

Reklama