Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Więzienie to nie jest przestrzeń uproszczonej myśli

W tej chwili w aresztach i zakładach karnych przebywa około 90 tysięcy osób, z tego jedynie pół procenta, czyli jakieś 300-400 osób, odbywa karę dożywotniego pozbawienia wolności. Reszta po prostu wyjdzie, wróci do społeczeństwa. Dlatego każdy gest świata spoza murów wobec tych osób jest ważny, bo oznacza, że nie są oni pozostawieni sami sobie. Owszem odsiadują karę, zostali skazani za swoje czyny i odsiadują kary, ale nie są skazani na rozbrat z literaturą - mówi Grzegorz Jankowicz, organizator konferencji Literatura w więzieniu 2 i dyrektor programowy Festiwalu Conrada.

Ale czy literatura rzeczywiście może pomóc osadzonym i sprawić, że po wyjściu za mury więzienia zmienią swoje życie? Jakie warunki trzeba spełnić, by tak się stało? To tylko niektóre z pytań poruszanych podczas konferencji.

Reklama

- Literatura to jest świetne narzędzie resocjalizacyjne, bo pozwala umieścić siebie wobec świata w nieco innej roli i innym miejscu niż dotychczas. Ludzie bardzo często powtarzają swoje opowieści, tłumaczą swoje czyny, usprawiedliwiają swoje postępki. W więzieniu jest to bardzo powszechne. Literatura jest innym językiem, inną opowieścią, która zmusza ich do wyjścia z wygodnej pozycji kogoś, kto wie, co zrobił i przekonuje cały świat, że tego nie zrobił. Literatura daje zupełnie inną perspektywę, zmusza do myślenia o sobie, świecie i ludziach w inny niż dotychczas sposób - mówi Grzegorz Jankowicz.

Szkoła czytania

W krakowskim Areszcie Śledczym od dwóch lat działa Szkoła czytania. Pomysłodawcą i prowadzącym warsztaty jest Grzegorz Jankowicz.

- Ustalam z osadzonymi listę lektur, dostarczam im teksty, o których będziemy rozmawiać, a oni się przygotowują do zajęć, czytając je i bardzo często również omawiając ze sobą. Podczas warsztatów moderuję dyskusję na temat wybranej książki - wyjaśnia Grzegorz Jankowicz i dodaje:

- Osadzeni bardzo dużo czytają, interesują się literaturą, a ich zaangażowanie w dyskusję jest niezwykle intensywne. Zakładamy, że więzienie to nie jest przestrzeń uproszczonej myśli, w związku z czym lista lektur obejmuje znakomite rzeczy. Czytaliśmy Josepha Conrada, Doris Lesing, Olgę Tokarczuk, Teda Chianga, Borgesa, Cortazara, Petera Handke. Teraz będziemy czytać Jamesa Baldwina oraz Wiliama Faulknera.

- Zazwyczaj to ja układam listę lektur, ale mniej więcej po roku naszej współpracy oni sami zaczęli proponować tytuły. I jedną z pierwszych książek jakie za ich sprawą przeczytaliśmy i omówiliśmy był "Kadysz za nienarodzone dziecko" Imre Kertesza, całkiem niezła literatura. Podczas dyskusji napotykaliśmy na rozmaite problemy, ale próbowaliśmy sobie z nimi wspólnie poradzić. Spieraliśmy się w interpretacji. Oni proponowali swoje interpretacje, ja zaproponowałem własną, a wychowawca z aresztu śledczego, który również brał udział w tych zajęciach, swoją.

- Czytamy wybitne utwory literackie, z którymi osadzeni bardzo dobrze sobie radzą. Założenie, że coś jest trudne, że z czymś trzeba sobie poradzić, jest tylko pozornym problemem. Takie podejście, które większość z nas wynosi ze szkoły lub ze studiów, nie obowiązuje tam, gdzie ludzie po prostu otwierają się na dyskusję o literaturze. Co nie znaczy, że wszystkie teksty są przystępne. Ale tekst nieprzystępny również może być przez nas przeczytany z pożytkiem i może być zinterpretowany w taki sposób, że stanie się dla nas jasny.

Osadzeni tworzą

 W niektórych zakładach karnych osadzeni nie tylko czytają, ale sami podejmują próby literackie.

- Wojtek Brzoska jest pracownikiem służby więziennej  w Areszcie Śledczym w Katowicach i regularnie organizuje  konkurs poetycki im. Jeana Geneta dla osadzonych. Zaprasza poetki, poetów, krytyków i ludzi z pola literackiego, którzy mają okazję spotkać się z osadzonymi, poprowadzić z nimi warsztaty, są też jurorami konkursu - mówi Grzegorz Jankowicz.

Poezja kwitnie również w Areszcie Śledczym w Gdańsku, gdzie od sześciu lat prowadzona jest poetycka audycja w radiowęźle i wydana została antologia poezji.

Ważne spotkania

Pomysł na Szkołę czytania zrodził się podczas jednej z edycji Festiwalu Conrada. Organizatorzy postanowili wtedy wprowadzić to wydarzenie literackie również za więzienne mury. Udało się, a tym roku osadzeni mogli chłonąć atmosferę festiwalu podczas zupełnie niezwykłego wydarzenia.

- Podczas ostatniej edycji Festiwalu Conrada zaimprowizowaliśmy spotkanie z Olgą Tokarczuk, która jest stałą bywalczynią festiwalu. W związku z tym, że dostała Nobla, postanowiliśmy zorganizować dodatkowe wydarzenie z jej uczestnictwem, a ona się zgodziła. Pomyślałem, że to dobry moment, aby osadzeni przyszli do nas. I udało nam się zorganizować wyjście grupy osadzonych z aresztu na to spotkanie. To był pierwszy taki przypadek w historii polskiego więziennictwa: grupa osadzonych pojawiła się na spotkaniu z laureatką literackiego Nobla.

Konferencja po raz drugi

Konferencja Literatura w więzieniu to niejako pokłosie Szkoły czytania z krakowskiego Aresztu śledczego, ale też innych podobnych inicjatyw.

- Potrzebujemy więcej informacji o tym, co się dzieje w aresztach i zakładach karnych, jak lepiej organizować warsztaty, w jaki sposób je rozwijać. Dlatego po raz drugi zaprosiliśmy do KBF aktywistki i aktywistów, ludzi którzy z zewnątrz przychodzą do instytucji penitencjarnych oraz pracowników i pracowniczki służby więziennej, którzy z osadzonymi pracują na co dzień. Połączenie tych dwóch perspektyw wewnętrznej i zewnętrznej jest bezcenne dla ludzi organizujących jakiekolwiek inicjatywy o charakterze kulturalnym w tych instytucjach. Od pracowników służby więziennej dowiadujemy się o problemach, których nie zauważamy, przychodząc do więzienia. A aktywiści przychodzący z zewnątrz inspirują osoby pracujące w zakładach karnych, podsuwając im nowe pomysły aktywizacji i resocjalizacji więźniów przez literaturę.

Osoby starające się rozwijać projekty kulturalne w zakładach karnych stają przed wieloma problemami. Biblioteki więzienne wciąż są skromne, organizacja projektów wymaga dopełnienia wielu formalności, ale, jak podkreśla Grzegorz Jankowicz, najtrudniejsze do pokonania są bariery mentalne.

- Sporo zależy od tego, jak postrzegamy osadzonych, co im się według nas należy, a co nie. Więzienie w powszechnej opinii jest przestrzenią kary dla tych, którzy popełnili przestępstwo i reszta społeczeństwa już się tym nie musi interesować. Istnieje bardzo wysoki mur mentalny miedzy dwiema sferami powodujący, że tak niewiele inicjatyw z zewnątrz pojawia się w zakładach karnych czy w aresztach.

- Nie kwestionujemy tego, że jest to miejsce odbywania kary, ale pamiętajmy, że wiele z tych osób wyjdzie, że to nie jest tylko problem instytucji i pracowników tej instytucji. To jest problem nas wszystkich. Po za tym nie powinniśmy zapominać, że tam też są ludzie.

Chcesz pomóc? Polecamy sprawdzone inicjatywy:

"Książki za kraty", projekt Agnieszki Kłos

Fundacja Zmiana prowadzona przez Marię Dąbrowską-Majewską

Czytaj też: Poezja pacnie wolnością

Maria Dąbrowska-Majewska: Polska to więzienie w mikroskali

Grzegorz Jankowicz: Rozmawiać o literaturze


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje