Przejdź na stronę główną Interia.pl

Od redakcji

Nienagannie skrojony garnitur, spod którego wystaje biała koloratka. Idealnie przystrzyżone włosy. Ksiądz Lisowski. Zimny karierowicz, który bezwzględnie wspina się po szczeblach drabiny w hierarchii kościelnej. Cyniczny i przekupny. W roli księdza Lisowskiego w filmie "Kler" Wojciecha Smarzowskiego zobaczyłam Jacka Braciaka i... wstrzymałam oddech. Co za rola! Co za talent!

Kilka miesięcy później na zamkniętym pokazie prasowym oglądam "Córkę trenera" w reżyserii Łukasza Grzegorzka z Braciakiem w roli głównej. I znów to samo wrażenie. Braciak kradnie film. Jest intensywny, gęsty, nie daje o sobie zapomnieć.

Reklama

W najnowszym numerze PANI rozmawiamy o jego życiu i karierze. I dostajemy wyznanie człowieka szalenie kruchego wewnętrznie. Pełnego lęków i przez to prawdziwego. Bo czy nie jest tak, że każdego dnia mierzymy się z własnymi ograniczeniami, często stawiamy sobie zbyt wysoko poprzeczkę, do której się nawet nie zbliżamy. Gonimy za czymś, co nie nadchodzi, bo nie ma prawa nadejść. Tempo. Biegniemy w sprincie. Przebodźcowani, zalewani zewsząd informacjami, fake newsami, komentarzami. Chętnie oceniamy innych, ale też sami mierzymy się z oceną świata. Zmęczeni, bo nie dajemy sobie prawa do błędu czy zmiany opinii.

A Braciak mówi wprost: "Konsekwencja mi nie służy. Każdy dzień jest różny. Daję sobie prawo, żeby zmienić zdanie. Nie ma czegoś takiego jak ostateczna decyzja. Kiedyś byłem bardzo prędki, by powiedzieć, zróbmy tak i tak. Teraz czekam". Życzę Państwu umiejętności zatrzymania się, poczekania. Rozejrzenia się wokół siebie. Jest pięknie, jest dobrze. Zaraz wiosna.

Monika Stukonis
redaktor naczelna

Dowiedz się więcej na temat: Pani

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje