Przejdź na stronę główną Interia.pl

Od redakcji

Boże Narodzenie. Tylko raz wyjechałam z domu na święta. By uciec. Od myśli, rozpaczy i wspomnień. Mijał rok od śmierci jednej z najbliższych mi osób, która odeszła w okresie świąteczno-noworocznym. Było inaczej. Nie było "Lulajże, Jezuniu", pierogów z kapustą i grzybami, barszczu z uszkami i domowego sernika. Za to były bożonarodzeniowe jarmarki, grzany poncz i jazda na łyżwach na ślizgawce pod ratuszem jednego z europejskich miast.

Po kilku dniach jednak już kiełkowała we mnie myśl: za rok tylko w domu. Potrzebowałam zaledwie kilku dni poza Polską, by już zatęsknić za tym szczególnym czasem. Przy własnym stole, z ludźmi, którzy są dla mnie ważni, z rozmowami, które bawią, drażnią, ale są także znakiem czasów. Często też pokazują, jak bardzo - nawet w jednej rodzinie - się od siebie różnimy. I dobrze!

W naszej redakcyjnej debacie "Czy święta wciąż nas łączą?" psychologowie mówią wprost: nie idziemy na wigilię, żeby przekonywać do swoich opinii, ale żeby zaakceptować fakt, że wokół nas są ludzie o innych poglądach - i trzeba umieć to zaakceptować. Czas świąt to czas naszej odpowiedzialności. Siedząc przy wigilijnym czy bożonarodzeniowym stole, nie przekonamy bliskich czy przyjaciół do zmiany opinii na tematy religijne, polityczne lub w sprawach wychowania dzieci. Drażliwe kwestie mogą tylko zniszczyć fajny, ciepły, rodzinny klimat.

Pięknych, ciepłych świąt wśród ludzi, których Państwo szanują, kochają, cenią! Dystansu do siebie, naszych trudnych czasów i własnego ego! Dużo miłości! Po prostu...

Reklama

Monika Stukonis
redaktor naczelna

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Domagalik | Pani

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje