Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Drugie życie starych fabryk

Gdy architektoniczna awangarda zdążyła się już opatrzyć, a nawet przejeść, do łask zaczęło wreszcie powracać budownictwo przemysłowe ubiegłego stulecia. Oczywiście – odpowiednio zaaranżowane i zrewitalizowane. Do starych murów z brunatno-czerwonej cegły, całkiem niedawno pokrytych liszajem skruszałego tynku i złuszczonej farby, coraz częściej powraca życie.

Budynki, które jeszcze kilkanaście lat temu wrzynały się w krajobraz polskich miast szpetnym klinem, dzisiaj odzyskują blask. Fasady dawnych zakładów wytwórczych - odnowione, dźwignięte z ruiny i zaprawione nowoczesnością - przestają straszyć, a zaczynają przyciągać. Zwłaszcza ludzi biznesu, artystów, przedstawicieli świata kultury. Obecnie bywa się w nich już zatem nie z przymusu, ale z wyboru. W architektonicznym dziedzictwie polskiej rewolucji przemysłowej widzi się więc coraz częściej potencjał, a nie powód do wstydu. Kłopotliwy na pierwszy rzut oka spadek po minionej epoce otwiera przed inwestorami nowe możliwości, a lokalnym planistom daje szansę na to, by do cna już zuniformizowaną panoramę polskich miast urozmaicić, dając odpór estetyce schludnych, ale wizualnie nijakich biurowców, "plomb" z początku XXI w. i centrów handlowych wznoszonych zwykle bez polotu i od jednej sztancy.  

Reklama

- Tak, jak budowano choćby w XIX i XX wieku, nie budowano już nigdy później. I Polacy zaczynają to wreszcie doceniać. Nic dziwnego: cegła, której używano kiedyś do budowy magazynów i zakładów przemysłowych, to materiał ciepły w odbiorze, organiczny. No i niepodrabialny: pieców do wypieku klinkieru i ceramiki budowlanej, z jakich korzystano dawniej, dzisiaj się już nie używa. A to sprawia, że dawne budownictwo jest po prostu jedyne w swoim rodzaju ­- mówi Krzysztof Kostro, właściciel otwartej niedawno w stolicy Małej Warszawy , imponującego kompleksu biznesowo -kulturalno- rozrywkowego, uruchomionego w miejscu zamkniętej w 2016 r. Fabryki Trzciny.  

Cuda polskiego industrialu

O rozległych możliwościach stwarzanych przez nadwiślańską architekturę poprzemysłową jako pierwszy mówił głośno David Lynch, amerykański reżyser kojarzony przede wszystkim z kultowym już serialem "Miasteczko Twin Peaks". Ze wszystkich polskich miast najbardziej upodobał sobie Łódź, która - jak mówił w wywiadach - po prostu rzuciła go na kolana. Docenił jej surowy charakter, a także wpisane w nią nieoczywiste piękno. To właśnie w niej, jak przewidywał przed laty, miał się zdarzyć cud.  

I rzeczywiście się wydarzył. Dzisiejsza Łódź to już nie tylko sławetna ulica Piotrkowska, ale - przede wszystkim - zrewitalizowane fabryki i zakłady przemysłowe, które stanowią najlepszy przykład, że nie wszystkie zabudowania z czasów rewolucji przemysłowej warto równać z ziemią. W opustoszałych łódzkich budynkach, z którymi jeszcze do niedawna nie było wiadomo, co począć, dziś tętni życie. A w kolejce do rewitalizacji ustawiają się wciąż nowe obiekty. Łódź nadaje dziś pod tym względem ton całej Polsce.  

Ale polski industrial to przecież nie tylko Łódź. To również Wrocław - z centrum edukacji "Hydropolis" powstałym w miejscu dziewiętnastowiecznego zbiornika wody pitnej czy hotelem The Granady (otwartym w miejscu dawnego spichlerza), Kraków - z gwarnym kompleksem Tytano uruchomionym na terenie wybudowanej w XIX w. Państwowej Fabryki Cygar i Wyrobów Tytoniowych oraz z przywróconym wreszcie do użytku Browarem Lubicz, czy wreszcie Olsztyn z Warmińsko-Mazurskim Centrum Wystawienniczym ulokowanym tam, gdzie mieściła się niegdyś Stara Kotłownia. Przedstawiona lista jest oczywiście niekompletna i mocno prowizoryczna, bo wciąż trafiają na nią coraz to nowe miasta - Gdańsk, Bydgoszcz, Szczecin czy Toruń... 

Architektoniczne rewolucje z warszawskiej Pragi

Stołeczna Praga owiana była dotąd zdecydowanie złą sławą. Jej oblicze zmienili dopiero inwestorzy, którzy przybyli na miejsce nie tylko z pieniędzmi, ale też z wizją. I z przeświadczeniem, że w zrujnowane zabudowania warszawskiej Pragi da się jeszcze tchnąć życie. W ten sposób narodziły się m.in. Soho Factory, Centrum Praskie Koneser (otwarte na terenie dziewiętnastowiecznej wytwórni wódek "Koneser") czy nieistniejąca już dziś Fabryka Trzciny, uznany dawniej ośrodek kulturalno-artystyczny założony w 2003 r. przez kompozytora Wojciecha Trzcińskiego. 

Choć uruchomiony przez niego kompleks należy obecnie do historii, to wnętrza, w których był zlokalizowane, nie stoją dziś jednak puste. W miejscu Fabryki Trzciny prędko bowiem otwarto nowe centrum o kulturalno-artystycznych aspiracjach, którego nowi właściciele - Krzysztof Kostro i Jarosław Jankowski, przedsiębiorcy już od wielu lat obecni na biznesowej mapie Warszawy - mają ambicje nawet większe niż Trzciński.  

Swoją działalność rozpoczęli od generalnego remontu, który objął budynki dotychczas jeszcze nierewitalizowane. Rozmach, z jakim obaj mężczyźni przystąpili do działania, zapiera dech w piersiach. Postanowili bowiem, w pierwszym rzędzie, odsłonić surową cegłę i stalowe konstrukcje przejętych po Trzcińskim zabudowań, przywracając im oryginalne otwory okienne i wylewając w nich nowe, bezpieczne posadzki. Zdecydowali się także na instalację zupełnie nowego oświetlenia i montaż ogrzewania zgodnego z dzisiejszymi standardami.  

Po tych przekształceniach Mała Warszawa zajęła wszystkie bez wyjątku budynki zlokalizowane przy Otwockiej 14 - a więc nie tylko te, w których działała kiedyś Fabryka Trzciny. Dzięki temu znalazło się miejsce na restaurację oraz kilka nowych sal - klubową, widowiskową, wystawową i konferencyjną. Oko cieszy zwłaszcza ta pierwsza - ze starym, wielkogabarytowym piecem o powierzchni 20 mkw., który zdecydowano się zaadaptować na... VIP room.  

To wszystko sprawiło, że do kompleksu Kostry i Jankowskiego nareszcie wróciło życie. Dzisiaj są w nim bowiem organizowane m.in. wystawy i wernisaże, a także pokazy filmów i przedstawień - zarówno teatralnych, jak i operowych. To właśnie tutaj zaśpiewała niedawno Stacey Kent, amerykańska wokalistka jazzowa, i koncertował Pablopavo (czyli Paweł Sołtys, autor nominowanych jakiś czas temu do Nagrody Nike "Mikrotyków"), którego występ - za sprawą wielkiego zainteresowania publiczności - trzeba było powtórzyć. Stałymi bywalcami Małej Warszawy są również ludzie ze świata biznesu, którzy chętnie organizują tu swoje gale, spotkania i konferencje.  

Ale Małą Warszawę docenili również filmowcy. Kręcono tutaj najpopularniejsze polskie seriale: "Diagnozę", "Dziewczyny ze Lwowa" czy "Ojca Mateusza". Zawitali tu również uznani reżyserzy: Jacek Bromski, Jan Komasa czy Robert Wichrowski. Za kilka miesięcy - na przełomie sierpnia i września tego roku - w kompleksie przy Otwockiej wystawiona zostanie inscenizacja "Alciny" Haendla, najważniejsze przedstawienie prezentowane w ramach IV Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica.  

Mała Warszawa dowodzi niezbicie, że przed architekturą przemysłową końca dziewiętnastego i początku dwudziestego wieku jest jeszcze przyszłość. Trzeba tylko wizji.

Artykuł powstał we współpracy z centrum sztuki i biznesu Mała Warszawa.



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje