Przejdź na stronę główną Interia.pl

Cały świat przy jednym stole

Our Table to cykl imprez dla ludzi, którzy kochają dobre jedzenie i wino /Styl.pl

To niesamowite, jak jedzenie (i wino!) łączy ludzi. Utwierdziłam się w tym przekonaniu, mając okazję uczestniczyć w spotkaniu z cyklu "Przy stole z Jacob's Creek" w australijskiej mekce winiarskiej - Dolinie Barossy.

"Przy stole z Jacob's Creek" to cykl imprez organizowanych w różnych zakątkach świata, gdzie przy wspólnym stole spotykają się przedstawiciele wielu narodowości, serwowane są potrawy inspirowane ich kulturami i lokalnymi składnikami oraz degustuje się wina skrupulatnie do tychże dań dobrane.

Dolina Barossy słynie z bogatej tradycji winiarskiej. Winogrona dojrzewają w tym regionie w mocnym słońcu, ale też przy odpowiedniej ilości deszczu i na wietrze, który zapewnia ciepłemu powietrzu odpowiednią cyrkulację. Tam powstaje między innymi dobrze znane w Polsce wino Jacob’s Creek.

Ważne, że razem

W australijskiej edycji Przy stole wzięło udział ponad 40 osób, m.in. z Indii, Tajlandii, Chin, Stanów Zjednoczonych, Polski i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Razem zwiedzaliśmy, jedliśmy, degustowaliśmy wiele gatunków win, poznawaliśmy siebie nawzajem i specyfikę naszych krajów.

Na naszych talerzach pojawiały się nie tylko potrawy serwowane przez lokalnych szefów kuchni, jak choćby grillowane kałamarnice w pikantnym tajskim sosie sriracha czy pieczona jagnięcina z cukinią pod wiórkami z hiszpańskiego sera manchego. Wielką radość sprawiły nam piknik w australijskim stylu, kolacja przygotowana wedle przepisów z pięciu stron świata oraz wielkie wspólne gotowanie.

Czas na piknik!

Australijczycy kochają pikniki. Zobaczycie ich na kocach w parkach, na plażach czy przed domami. Dla nas przygotowano koszyki piknikowe, do których mogliśmy wkładać co tylko przyszło nam do głowy. Było pieczywo, owoce, warzywa, wędliny i sery. Do tego obowiązkowo serwowano kieliszek białego chardonnay. Jedliśmy, wylegując się przy okazji na kocach i poduszkach oraz korzystając z marcowego słońca, którego w Polsce nam tak bardzo brakuje o tej porze roku.

Dodatkową atrakcją była możliwość sprawdzenia, jak w Dolinie Barossy tradycyjnie przygotowuje się niektóre gatunki wina. A robi się to tak: podwijasz spodnie, ściągasz buty i wskakujesz do balii pełnej kiści winogron. Depczesz je, dopóki nie będziesz mieć pewności, że sok jest dokładnie odciśnięty.

Przy eukaliptusowym stole

Stół, przy którym zasiedliśmy podczas pierwszej uroczystej kolacji, zrobił na nas piorunujące wrażenie! Miał 50 metrów długości. Wykonany był z drewna eukaliptusowego, a jego środkiem biegła tafla grubego szkła przypominająca strumień Jacob's Creek, przy którym zasadzono pierwsze krzewy szczepu shiraz. Wieczorem szkło zostało podświetlone, co nadało pięknemu meblowi jeszcze więcej uroku.

Na stole pojawiły się potrawy przygotowane przez szefów kuchni na podstawie przepisów pięciu osób spośród naszego towarzystwa. Na przystawkę podano kiełbasę, jaką Ning Chan z Chin jadała w dzieciństwie w tajemnicy przed mamą. Pierwszym daniem było tradycyjne szwedzkie gravalaux - propozycja Stephanie. Jako danie główne serwowano pieczonego indyka według własnej receptury Gybzy z Tajlandii z letnią pomidorową sałatką Nicole z USA. Na deser zjedliśmy pyszne śliwkowe crumble, które zaproponowała Nayantara z Indii. Kieliszki wypełniły po kolei: chardonnay rocznik 2016, reisling z 2017 r., shiraz 2016 i cabernet z tego samego rocznika.

Ale najpiękniejsze było to, że każdy z nas miał okazję porozmawiać dłużej z innymi uczestnikami kolacji, czemu sprzyjało siedzenie właśnie przy tym ogromnym, pięknym stole.

Oto jest wyzwanie

Następnego dnia kolację przygotowywaliśmy samodzielnie. Zostaliśmy podzieleni na grupy, dostaliśmy czapki i fartuchy, wydrukowane przepisy, szefa kuchni - ale tylko do pomocy - i godzinę na przygotowanie wskazanych potraw. Co najlepsze - w każdej drużynie było najwyżej dwóch zawodników z jednego kraju, więc trzeba było się dokładnie porozumieć i podzielić zadania. No i wygrać ten konkurs!

Naszej drużynie - zielonych - przypadł do przygotowania łosoś z sałatką z grillowanej cukinii i pomidorków koktajlowych. O ile trzy dorodne kawałki łososia zostały nam dostarczone na blat roboczy, o tyle warzywa trzeba było... przynieść z ogródka. Jako, że człowiek uczy się całe życie, dowiedzieliśmy się, że istnieją pomidorki gruszkowe i odmiany Czarny Rosjanin.

W naszej drużynie szybko przywództwo przejęła Gybzy, szalenie popularna celebrytka z Tajlandii, która brała udział w tamtejszej edycji programu MasterChef. Wspólnie podjęłyśmy decyzję o modyfikacji przepisu na sałatkę, w którym jedynymi przyprawami były sól i pieprz. A gdzie czosnek, gdzie zioła? O te ostatnie zadbały nasze koleżanki z Indii - któż, jak nie one mógłby się na tym lepiej znać? O idealne przyrządzenie łososia na grillu zadbała dziennikarka z Tajlandii wraz z naszym szefem kuchni. Efekt? Wygraliśmy!

Ale wcale nie o nagrody tu chodziło. Tego wieczoru koledzy z Indii pokazali nam jak wygląda konstelacja Oriona na Drodze Mlecznej. Z koleżankami z Tajlandii tańczyłyśmy przy naszych ulubionych piosenkach, śpiewanych na żywo przez zaproszonego muzyka. I nauczyliśmy się mówić "na zdrowie" w kilku różnych językach. Długo nie zapomnimy tych chwil.

Usiądź przy stole

Do imprez z cyklu "Przy stole z Jacob's Creek" możesz dołączyć w różnych zakątkach świata. W maju imprezy tego cyklu odbędą się w Krakowie, Wrocławiu i Warszawie.

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje