Przejdź na stronę główną Interia.pl

Benio pomaga malowaniem

Historia 2-letniego Benia, który maluje obrazy, by pomóc 1,5-rocznemu Misiowi, o czym pisaliśmy na początku stycznia, już obiegła całą Polskę. Chłopców poznali ludzie, dzięki którym udało się już zebrać 57 proc. ze 147 tys. euro potrzebnych na leczenie Misia w Niemczech.


Reklama

Bernard "Benio" Bałut jest synem Beaty i Bartłomieja Bałutów. Jego tata jest wykładowcą krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, na Wydziale Malarstwa, mama również absolwentką tego wydziału. Mieszkają i tworzą w Tarnowie.


Michał Tryka, syn Magdaleny i Damiana Tryków, choruje na ciężki nowotwór o nazwie neuroblastoma. W styczniu 2013 roku przeszedł megachemię, w lutym autoprzeszczep komórek szpiku kostnego. Czeka go jeszcze radioterapia. Ponieważ na tym kończą się możliwości leczenia w Polsce, potrzeba 147 tys. euro, by chłopiec mógł wyjechać do Niemiec, gdzie zostanie poddany nowatorskiej terapii, która nie jest refundowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Państwo Trykowie na co dzień mieszkają w Rzeszowie, ale od nawrotu choroby Michałka w październiku 2012 ich drugim domem jest Dziecięcy Szpital Uniwersytecki w Krakowie - Prokocimiu.

Bliscy jak rodzina


Ani chłopcy, ani ich rodzice wcześniej się nie spotkali. Kiedy na początku stycznia Bałutowie dowiedzieli się o problemach Tryków, postanowili pomóc. Od tamtej pory mały Benio maluje pod profesjonalną opieką taty akwarele, które są przez ojca kadrowane i oprawiane (ramy zapewnia sponsor, firma Art Profil z Tarnowa), a następnie sprzedawane na Allegro. Dochód z ich sprzedaży zasila subkonto Michałka Tryki w fundacji Wyspy Szczęśliwe opiekującej się chłopcem.

I Bałutowie, i Trykowie mówią, że przez ten czas stali się sobie bliscy jak rodzina. - Spotkaliśmy się z Bartkiem już raz, przyjechał do szpitala i poznaliśmy się. Zobaczył też Michałka. Odkąd się znamy, jesteśmy w ciągłym kontakcie, rozmawiamy nawet kilka razy dziennie. Mam wrażenie, że znamy się od lat - mówi mama Misia. - Są to bardzo otwarci i sympatyczni ludzie, więc jakbyśmy się dziś spotkali, to po prostu zaczęlibyśmy rozmowę... Która trwałaby pewnie kilka godzin.

- Mam ochotę pogadać dłużej z rodzicami Michałka i, nie ukrywam, móc go przez chwilę potrzymać na rękach... - mówi tata Benia.

Łączy ich jedno - marzenie, by Michał wyzdrowiał i by chłopcy mogli się razem bawić.

Zbierają kolędnicy, siatkarze, parafianie...

Historia Michała poruszyła wiele osób. Fundusze na jego terapię zbierali kolędnicy, zbierają strażacy, siatkarze, muzycy, nauczyciele, uczniowie, księża i parafianie. Mieszkańcy Rzeszowa i okolic, Chicago i Londynu. I wielu innych ludzi, którzy tę historię poznali.

- Rodzina i znajomi, ale muszę przyznać, że też pomagają nam osoby, których w ogóle nie znamy. Często dostaję wiadomość mailową: "Rozwiesiłam plakaty na przystanku, zaniosłam do sklepu ulotki, postawiliśmy puszkę na pieniążki w naszym sklepie" itd. Tym bardziej jestem zaskoczona, bo ja tym osobom nawet nie dawałam żadnych ulotek, plakatów. Sami je wydrukowali i sami je umieścili tam gdzie tylko można - mówi Magdalena Tryka.

- Codziennie przynajmniej jedna osoba zaskakuje mnie pozytywnie swoim zachowaniem. Czegoś takiego to się nie spodziewałam. Nie wiem czy kiedyś wcześniej, przed rozpoczęciem zbiórki na leczenie Michałka, potrafiłabym zaangażować się aż tak w pomoc zupełnie obcej osobie. Ale wszystko przede mną, uczę się każdego dnia od innych... - dodaje pani Magda.

Informacja o zbiórce dociera w coraz odleglejsze zakątki kraju, ale i świata, za pośrednictwem internetu i innych mediów. Połączenie historii Benia i Misia jako pierwszy opisał portal Styl.pl. Później informacje pojawiły się w prasie, radiach, telewizjach i na niezliczonych stronach internetowych. Benio wszędzie dzielnie malował i opowiadał - po swojemu oczywiście - o swojej twórczości.

- Reaguje na to bardzo entuzjastycznie, cieszy się na każdą wizytę dziennikarzy, komentuje wygląd ekip, uwielbia wołać do mikrofonu: "Benio mować Misia omblaźy" - opowiada ojciec małego artysty.

ZOBACZ WIDEO: Historia Benia i Misia w TVP Kraków

Nie tylko na koniec nosa

Bałutowie z synkiem pojawili się między innymi w "Pytaniu na śniadanie" w TVP, prowadzonym przez Marzenę Rogalską i Łukasza Nowickiego.


- Moje serce podbijają wszystkie dzieci, nie tylko Benio, bo wszystkie są fajne - opowiada Łukasz Nowicki. - Natomiast w tej historii przede wszystkim najważniejsza jest mądrość jego rodziców, świadcząca o ich głębokiej empatii i wrażliwości, nie tylko na sztukę. Odkrycie, że to, co daje chłopcu radość, może też pomóc innym. Ich świat nie kończy się na końcu nosa, ale znacznie, znacznie dalej.

Prowadzący program zupełnie niespodziewanie dołączył do akcji pomocy Misiowi, choć nie miał wcześniej plastycznych doświadczeń.

- Jestem kompletnym beztalenciem, jeśli chodzi o malarstwo, ale wiadomo, że największą wartością tych obrazów jest to, że są szczególne w kontekście emocjonalnym - ocenia aktor, który jest współtwórcą jednego z Beniowych obrazów. - Nasze wspólne malowanie wyszło bardzo spontanicznie, w zasadzie to Benio zdecydował, że będę z nim malował.

W telewizyjnym studiu powstał obraz, który opatrzono autografami i zlicytowano za 1200 zł.

ZOBACZ WIDEO: Benio maluje z Łukaszem Nowickim w "Pytaniu na śniadanie"

Kup pan omblaź

"Omblaźy", jak mówi o nich Benio, początkowo licytowane były za kilkaset złotych, teraz często przekraczają kwoty 1500 - 2000 zł. Każdy z nich ma swój tytuł, nadany specjalnie przez małego artystę, i jest specjalnie oprawiony przez jego tatę.

- Miałam ostatnio okazję trzymać w rękach jeden obraz i dopiero wtedy zobaczyłam, jakie one są piękne! Na zdjęciach wyglądają fajnie, ale w rzeczywistości są dużo lepsze. Całość: rysunek Benia, oprawa, Bartek z tyłu pisze podziękowania. Super to wygląda, jest dopracowane w każdym calu. Ceny też zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Myślę, że Bartka też zaskoczyły - opowiada mama Michasia.

Jak malarstwo Benia oceniają profesjonaliści z ASP? - Podziwiają świeżość i bezkompromisowość malarskiego gestu, użytych zestawień, spontaniczność plamy - mówi Bartłomiej Bałut. - Zadziwiają też tytuły tych prac, które Benio sam potrafi nazwać, znaleźć konotację w jakiejś abstrakcyjnej plamie, dając jej tym samym nowe życie.

Licytujący nie tylko inwestują w najmłodszą polską sztukę, ale często ze zdwojoną mocą pomagają w zbieraniu funduszy. Pierwszy obraz Benia pt. "O! Miś!" został kupiony i ponownie oddany na aukcję, a za inną akwarelę jej nowy właściciel zapłacił poczwórną cenę. - To piękne gesty i zawsze wzruszają. Przecież ktoś mógł sobie zorganizować za to wczasy lub wydać na jakieś dobra materialne - mówi Bałut.

57 procent już jest!

Rozgłos, jaki uzyskała akcja sprzedaży obrazów Benia, znacznie przyspieszył zbiórkę pieniędzy. Kwota na subkoncie Michałka w fundacji Wyspy Szczęśliwe w kilka tygodni urosła do 83 654 euro (dane z 15 lutego 2013). To 57 proc. kwoty potrzebnej na leczenie.

- Michałek 4 lutego miał autoprzeszczep szpiku. Teraz czekamy, aż chemia zacznie działać, i aż jego szpik ugości się tam, gdzie trzeba, i zacznie produkować wszystkie składniki krwi. Powinno się to stać około dwa tygodnie po przeszczepie - tłumaczy mama Michałka. Obecnie ciągle wzrasta liczba leukocytów w organizmie malca. Być może w tym tygodniu rodzina będzie mogła pojechać do domu.

Terapia wymaga 5 - 6 wyjazdów do Niemiec na pobyt dwutygodniowy z przerwami 3-tygodniowymi, więc całość trwa około pół roku. Po terapii zalecane są, również w Niemczech, badania kontrolne. Początkowo co 3 miesiące, następnie co pół roku - płatne osobno. W kwocie tej zawarte są koszty przejazdów i utrzymania mamy i dziecka na miejscu.

- Kurację w Niemczech należy zacząć z końcem kwietnia, początkiem maja, zależy kiedy Michaś rozpocznie radioterapię. Kwota powinna być na koncie kliniki już w kwietniu. Całość kuracji trwa ok. pół roku, ale pieniądze muszą być odpowiednio wcześniej - mówi Magdalena Tryka.

- Wzruszyło mnie to, że państwo Bałutowie zaangażowali się całym sercem w pomoc Michałkowi. I wciąż malują, i wciąż wystawiają na aukcje. Bartek ma przez to dużo więcej obowiązków, codziennie rozlicza się "sam ze sobą" i z nami, przesyła potwierdzenia przelewów. Dzwoni do kupujących, rozwozi obrazy osobiście i wcale nie narzeka. To pochłania sporo czasu i na pewno z wielu rzeczy musi zrezygnować - mówi mama Michałka. - To mnie chyba wciąż wzrusza, że zupełnie obca osoba, z którą się znamy dopiero miesiąc, potrafi przeorganizować swoje życie, aby pomóc drugiej.

Jeśli ty też chcesz pomóc Misiowi:


Wejdź na stronę www.michaltryka.pl
Licytuj akwarele Benia na Allegro

Agnieszka Łopatowska

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje