Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Belcanto: Opera nad jeziorem

Koncertem finałowym w Mrągowie zakończyła się czwarta edycja festiwalu operowego Belcanto, najbardziej rozrywkowego w Polsce. Około trzech tysięcy widzów zgromadzonych w amfiteatrze na brzegu jeziora Czos miało okazję posłuchać fantastycznego wykonania znanych arii operowych, ale też utworów muzyki filmowej, musicalowej i popularnej w wykonaniu śpiewaków i orkiestry Fundacji Avangart.


Reklama

W części pierwszej zaprezentowany został repertuar klasyczny. Wystąpili Natalizia Carone oraz Katarzyna Zając-Caban (sopran), Agnieszka Rehlis (mezzosopran), Claudio Rocchi (tenor) i Piotr Wołosz (bas). Koncert rozpoczął skoczny mazur z opery "Straszny Dwór" Stanisława Moniuszki w wykonaniu orkiestry i olsztyńskiego chóru Belcanto. Usłyszeliśmy też arię Skołuby oraz arię stryjenki Cześnikowej z tej samej opery. Pojawiły się również najpiękniejsze fragmenty "Halki",  w tym aria Jontka "Płoną jodły na gór szczycie" zaśpiewana przez Włocha Carlo Rocchi, ucznia Luciano Pavarottiego.

Otwarcie koncertu finałowego było ukłonem w stronę Moniuszki w związku z obchodzoną w tym roku dwusetną rocznicą jego urodzin. Kompozytor postawi sobie za cel dotarcie ze swoim muzycznym przekazem "pod strzechy" i to mu się udało. Podobne założenie ma fundacja Avangart założona przez śpiewaka Piotra Wołosza, której założeniem jest promowanie muzyki operowej wśród szerokiej publiczności.

W trakcie sobotniego koncertu nie zabrakło pieśni neapolitańskich, zaprezentowano również arię z "Traviatty" Giuseppe Verdiego, a także słynną "Habanerę" z opery "Carmen" Georgesa Bizeta. Przed końcem pierwszej części skrzypaczka Katarzyna Korzycka zagrała żywiołowego czardasza Vittorio Montiego.

Druga połowa koncertu była bardziej rozrywkowa. Pojawiła się muzyka z serialu "Gra o tron", żartobliwy "Duet kotów" Gioachino Rossiniego zbudowany na jednym słowie: "Miau", w którym przekomarzają się ze sobą dwa głosy. Widzowie mieli okazję wysłuchać poruszającego wykonania utworu z musicalu "Upiór w operze", a także wokalizy z filmu "Dziewiąte wrota" oraz piosenki "My heart will go on" z "Titanica".  Wykonano też balladę "Nothing else matters" zespołu Metallica, "We are the champions" grupy Queen, a także składankę disco-mix, przy której publiczność ruszyła to tańca. Pojawił się nawet DJ - Master Enjoy, który przyjechał z Włoch, by zaprezentować się festiwalowej publiczności.

Skąd decyzja, by festiwal odbywał się w Mrągowie? - To miasto, w którym urodził się mój ojciec. Od najmłodszych lat spędzałem tu wszystkie wakacje. W dziecińskie marzyłem, by kiedyś zaśpiewać w mrągowskim amfiteatrze. Wtedy był on dużo skromniejszy niż dziś. Później koncertowałem na wielu scenach w kraju i za granicą, w tym we Włoszech, które są kolebką muzyki operowej. Tam tego typu koncerty odbywają się w bardzo wielu miastach, również wielkości Mrągowa. Wtedy wrócił pomysł, by zrealizować plan z dzieciństwa - powiedział Wołosz.

Celem fundacji i jej twórcy jest propagowanie muzyki operowej, by docierała do nowych odbiorców, również nie osłuchanych z klasyką. Dlatego w festiwalu miesza się style i gatunki, by wciągnąć słuchaczy niejako podstępem w świat wyższej sztuki.  - Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ludzie przekonują się do takiej muzyki. Podchodzą do mnie po koncertach i mówią: było fantastycznie! To pokazuje, że ta formuła się sprawdza - mówi organizator.

Tradycja mrągowskiego festiwalu będzie nadal kontynuowana. Już w trzeci weekend lipca 2020 roku odbędzie się kolejna, piąta edycja. Piotr Wołosz zapowiada, że szykuje się mały jubileusz. Prace nad przyszłoroczną odsłoną rozpoczną się już wkrótce, w połowie sierpnia. -  Każda kolejna edycja musi być lepsza - zapowiada Piotr Wołosz, organizator festiwalu i założyciel fundacji Avangart.

Monika Borkowska


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje