Reklama

Reklama

Paulina Chruściel: Aktor nie powinien mieć dystansu

"Każdy z nas pracuje i walczy ze swoim lękiem w każdym kontekście. A najpiękniejsze rzeczy zdarzają się wtedy, kiedy nie kierujemy się w życiu strachem"- mówi Paulina Chruściel. Z aktorką rozmawiamy między innymi o wzruszających kulisach pracy w teatrze, serialowych wyzwaniach a także o tym, czym dla niej jest partnerstwo.

Katarzyna Drelich, Styl.pl: Czy dystans jest u aktorów czymś niespotykanym? 

Reklama

Paulina Chruściel: - Taka jest natura aktora, że dystansu może nawet nie powinien mieć. Na tym polega ten zawód, że poszukujemy emocji w sobie i mówimy o sobie. W pewnym momencie to nie wystarcza, potrzebujemy patrzeć też na kogoś innego, ale niektórzy na tym poprzestają. Dla mnie samo mówienie o sobie byłoby niewystarczające. Ważny jest szerszy kontekst, obserwacja innych osób, relacji międzyludzkich. Nie umiałabym uprawiać tego zawodu patrząc tylko na siebie. Nie wiedziałam tego na początku, bo w mojej rodzinie nie było tradycji aktorskich. 

A zaczęłaś też dość wcześnie. 

- W zasadzie nie, poszłam do szkoły teatralnej rok po maturze. To wcześnie? 

Często pada stwierdzenie, że trzeba mieć szczęście, by dostać się za pierwszym razem. 

- Zdawałam na kilka kierunków, w tym na anglistykę, ale się nie dostałam. Dostałam się natomiast na slawistykę. Nie wynikało to z wielkiej miłości do tej kultury, ale uwielbiałam uczyć się języków i dużo czytać. Dałam sobie rok na porządne przygotowanie się do studiów aktorskich. Wiedziałam, że to jest coś, co kocham i muszę się dostać na Akademię Teatralną. I dostałam się za pierwszym razem. Ale jestem też bardzo praktyczna, więc na wszelki wypadek miałam bufor bezpieczeństwa w postaci innych studiów. 

Która z postaci teatralnych była dla ciebie najbardziej odległa? 

- Pierwszą sztuką, która była dla mnie bardzo trudna, był Hamlet z 2007 roku wystawiany w Teatrze Nowym w  Poznaniu. Była bardzo oddalona jeśli chodzi o moje postrzeganie rzeczywistości. Ogromnym walorem tego przedstawienia było to, że mogłam postać Hamleta otwierać własnym kluczem i własną wrażliwością. Nie tworzyliśmy tego przedstawienia w kontekście gender, w kontekście kryterium płci, to było coś więcej. To było uniwersalne przedstawienie. Mimo, że grałam postać męską, było to ponad płcią. To było dla mnie ogromne wyzwanie intelektualne i fizyczne. Trudny spektakl i dużym wysiłkiem było granie codziennie po kilka godzin tej niezwykle trudnej roli. 

Plany filmowe pod tym względem też nie należą do łatwych. 

- Owszem, ale siły rozkładają się inaczej, niż w teatrze. Tam proces wchodzenia w postać jest bardziej złożony i długotrwały. W serialu jest zupełnie inaczej. 

Czy w serialowej Komisarz Mamie widzisz dużo cech wspólnych z tobą? 

- W budowaniu postaci nigdy nie zastanawiam się, czy mam z nią cechy wspólne. Albo udaje mi się otworzyć ją moim kluczem i nasycić moim temperamentem, cechami, albo muszę wykorzystać nabyte rzemiosło aktorskie. Od tego się nie da uciec. Postać budujesz zawsze dając coś z siebie, szczególnie przed kamerą. Postać Marii Matejko udało mi się nasycić moimi cechami. Są takie drobne elementy, jak na przykład specyficzny ruch ręką, uśmiech, które biorę z siebie. W trakcie tworzenia postaci niektóre gesty są prywatne, ale używam ich na potrzeby bohaterki. 

Czy to jest to biologiczne granie, o którym często mówisz w wywiadach? 

- Myślę, że tak. To jest też temperament, energia. Maria Matejko mówi wyższym głosem, niż ja prywatnie. To jest już kwestia techniki, której świadomie używam do serialu. Korzystam z rzemiosła, które zdobyłam na potrzeby teatru i używam go również w serialu. Bo jestem święcie przekonana co do tego, że aktor jest w stanie wszędzie rzetelnie podejść do swojego zawodu i wykorzystać zdobyte rzemiosło konstruując postać. Uwielbiam taki materiał, taki scenariusz, w którym mogę to wykorzystać. W serialu (emitowanym w Polsacie - przyp. red.) gramy "żyćko", ale to bardzo ciekawe, jak można przekazać prawdziwe emocje na trudnym planie serialowym. 

- Jestem widzem seriali. Tak bardzo zmieniły się czasy, że można stworzyć fantastyczną postać w serialu, a gorszą w filmie. Poziom bardzo się wyrównuje. Kiedy wychodziłam ze szkoły teatralnej, mówiono: "Nie zaczynaj od serialu, bo to jest mała prawda, naturalizm, prywata". Czasy się zmieniły, scenariusze są coraz lepsze i dają więcej możliwości ku temu, by zbudować bardzo dobrą postać na ekranie serialowym. 

Czym dla aktorki jest partnerstwo? Czytaj na następnej stronie >>>

***Zobacz także***



Dowiedz się więcej na temat: Paulina Chruściel | Komisarz Mama | Polsat

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje