Reklama

Reklama

Nie chciała iść do ślubu w białej sukni. Finał historii zaskakuje

Taylor Ann od dziecka marzyła o karierze artystycznej. Podjęła wiele prób, aby to urzeczywistnić, ale wszystkie kończyły się niepowodzeniem. Jednak seria niespodziewanych zdarzeń sprawiła, że los się odmienił. Dziś, jak sama mówi, tworzy na najdroższych podobraziach świata.

Zaczęło się od przygotowań do ślubu. Wszystko szło dobrze, Taylor miała już nawet idealną suknię ślubną. A raczej niemal idealną. Suknia była całkiem biała, a artystyczna dusza dziewczyny spragniona była kolorów, szaleństwa fantazji... Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i sprawić, by ceremonia odzwierciedlała jej niezwykłą osobowość.

Reklama

Zafarbowała włosy, skomponowała bukiet i... zabrała się za swoją nieskazitelnie białą suknię.

Najpierw wybrała kolory: fioletowy, czyli swój ulubiony kolor; niebieski, ulubiony kolor męża; żółty na cześć dziadka i czerwony, ponieważ symbolizuje miłość.

Suknie ślubne nie należą do tanich i malowanie po nich w przededniu ślubu wymaga nie lada odwagi. Ale efekty przerosły wszelkie oczekiwania i zostały uwiecznione na zdjęciach.

W kilka miesięcy później Taylor znów była bez pracy, jej próby rozkręcenia własnego biznesu spaliły na panewce i powoli zaczynało brakować jej nadziei.

I nagle los się odmienił. Pewnego dnia, ku zaskoczeniu samej Taylor, jej telefon zaczął pulsować powiadomieniami. To były gratulacje, wyrazy zachwytu i... zamówienia!

Setki kobiet pragnęły mieć na sobie w dniu ślubu suknie przypominające tę, którą stworzyła dla siebie Taylor.

Tak. Dobrze się domyślacie. Jej zdjęcie ślubne stało się viralem - błyskawicznie obiegło internet, stwarzając zupełnie nowe szanse na rozwój artystyczny i biznesowy.

Od tego czasu minęły trzy lata. Taylor wykorzystała swoją szansę, dopracowała swoją metodę barwienia sukni i dziś ma swoją pracownię, w której tworzy prawdziwe cudeńka.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje