Reklama

Reklama

Największe modowe afery 2020 roku

Co mają szpilki do chorych dzieci?

A skoro o dobroczynności mowa: jedną z najgłośniejszych tegorocznych akcji charytatywnych była inicjatywa podjęta przez Moliera 2 - sklep z luksusową modą. Z okazji tzw. dnia szpilek, sklep zachęcał kobiety do publikowania w mediach społecznościowych zdjęć swoich butów na obcasie i oznaczania ich hashtagiem #DzienSzpilek. Za każdy wpis firma miała przekazać 2 zł dla Fundacji Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową

Reklama

Mimo że idea wydaje się szczytna, bez kontrowersji się nie obyło. Firmę krytykowano m.in. za to, że pod pretekstem pomocy, organizuje sobie ogólnopolską akcję marketingową. "Nie przekonuje mnie Ogólnopolski Dzień Szpilek i akcja pt. "Załóż szpilki i pomóż dzieciom chorym na raka", bo jest akcją marketingową, a chore dzieci przynętą. Ich zawsze jest żal, więc zawsze znajdą się chętni, którzy w geście dobrej woli czy porywu serca się w takie eventy włączą. To emocjonalne naciągactwo" - pisał na swoim facebookowym profilu dziennikarz modowy, Michał Zaczyński.

Eliza Misiecka, dyrektor Genesis PR, w komentarzu dla Wirtualnych Mediów, zwracała zaś uwagę na kontrast między luksusowym wizerunkiem marki, a charakterem akcji. "Myślę, że specyfika działalności takiego butiku, poziom cen i tym samym portfel klientek zobowiązuje, by wymyślić lepsze sposoby na prawdziwe wsparcie chorych dzieci. Wykorzystano prostą, typową akcję promocyjną popularną w mediach społecznościowych - ale dla produktów masowych, jak jogurt czy batonik za kilka złotych" - tłumaczyła.

Nieuczciwością, byłoby jednak stwierdzenie, że akcja organizowana przez Moliera 2, nie miała swoich zwolenników. Część ekspertów od marketingu chwaliła jej autorów za godną naśladowania postawę. Pomysł spodobał się też samym internautom: posty z hashtagiem #DzienSzpilek, opublikowało ok. 600 tys. osób, nie wszystkie jednak spełniały warunki, przewidziane w regulaminie. W efekcie, w wyniku akcji na rzecz fundacji przekazano ponad 200 tys. zł (co stało się pretekstem do kolejnej fali krytyki - cześć internautów uważała, że pod uwagę powinien być brany każdy post, co dawałoby kwotę 1,2 mln zł). 

Moda, która trzęsie polityką

2020 rok obfitował w zaskoczenia. Na przykład te wynikające ze zbliżenia mody i polityki.

Te dwa, zdawałoby się odległe światy, spotkały się przy okazji tzw. piątki dla zwierząt - projektu, przewidującego m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra. Propozycja nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt spotkała się z entuzjazmem wszystkich, którym na sercu leży dobro zwierząt futerkowych. Ich obrońcy od lat ujawniali patologie, do których dochodziło na niektórych fermach futrzarskich. Tylko we wrześniu tego roku, światło dzienne ujrzały nagrane ukryta kamerą filmiki, na których widać zwierzęta z rozległymi ranami głowy i szyi, osobniki chore lub sparaliżowane.

Entuzjazm równoważyła jednak krytyka. Nic dziwnego, bowiem dla hodowców wejście w życie noweli oznaczałoby trzęsienie ziemi. Polska jest drugim po Danii producentem skór zwierząt futerkowych, gdyby nowe prawo zaczęło obowiązywać, zdecydowana większość przedsiębiorców musiałaby zakończyć swoją działalność. Dodatkowo, musieliby dokonać tego w ekspresowym tempie - ustawodawcy dawali im rok.

Burza, jaka się rozpętała, podzieliła nie tylko opinię publiczną, ale i rządzących. Gdy za jej odrzuceniem zagłosowali posłowie Solidarnej Polski, mówiono nawet o zerwaniu koalicji i rządzie mniejszościowym.

Ostatecznie, jak to zwykle bywa, na słowach się skończyło. Politycy doszli do porozumienia, a projekt spadł z obrad (prawdopodobnie zostanie opracowana jego nowa wersja). Tylko zwierząt żal.

A skoro o modzie i polityce mowa, warto przywołać jeszcze jedną, tym razem dość zabawną, awanturę. Jej bohaterem był Christian Paul. Młody mężczyzna, przedstawiony jako "amerykański projektant mody", w TVP komplementował stylizacje Agaty Dudy.

Elegancki kreator zza oceanu zelektryzował polskich internautów. Kim jest? Jak wyglądają jego kolekcje? Czy mieszka w Polsce czy w Stanach? Paul to nazwisko, drugie imię, czy może pseudonim? Dlaczego dotąd o nim nie słyszeliśmy? Dlaczego akurat on komentuje styl pierwszej damy? Choć od emisji materiału minęło już dobre pół roku, część tych pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi.

Piękna i długa reklama Apartu

Bożonarodzeniowe reklamy to często małe dzieła sztuki. Pięknie sfilmowane, na fabularnym i poziomie odwołujące się do emocji takich jak: miłość, czułość i troska, dostarczają czystej, wizualnej przyjemności. Wielu widzów, przymykając oko na ich komercyjny cel, twierdzi że to właśnie one skutecznie wprowadzają nas w świąteczny nastrój.

Nic więc dziwnego, że firmy do produkcji swoich świątecznych kampanii angażują duże nazwiska i równie duże sumy pieniędzy. Czasem jednak, mimo nakładu starań i środków, coś idzie nie tak...

W tym roku "coś poszło nie tak" w przypadku świątecznej reklamy Apartu. Spot, promujący popularna markę biżuteryjną, w założeniu miał odwoływać się właśnie do bliskości, radości z bycia razem i wzruszeń, płynących z powrotu do wspomnień i dobrze znanych miejsc. Do udziału zaproszono trzy lubiane gwiazdy: Annę Lewandowską, Małgorzatę Sochę i Julię Wieniawę, wykorzystano również jeden z utworów Zbigniewa Wodeckiego.

Efekt jednak nie spotkał się z ciepłym przyjęciem internautów. Twórcom reklamy wytykano m.in. sztuczność, pretensjonalność, oderwanie od rzeczywistości (obraz beztroskich świąt, mimo szalejącej pandemii), stereotypowe przedstawienie kobiet (tym bardziej rażące, że gdy reklama miała swą premierę, przez Polskę przetaczała się dyskusja o zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego). Reklama doczekała się nawet swojej parodii ("Piękna i długa reklama Apa*tu"), zrealizowanej przez Klub Komediowy. 


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje