Reklama

Reklama

„Jestem wdzięczna za to co mam, gdzie i jak żyję”. Czy dla zawodowego sukcesu trzeba poświęcić rodzinne relacje?

Z tym dylematem codziennie borykają się tysiące kobiet. Obawiają się, że dla rodziny, będą musiały poświęcić swoją karierę lub przez pracę przegapią najważniejsze momenty w życiu swoich dzieci. Aga (38 l.) kiedyś także stanęła przed takim wyborem. Uparła się, że chce czerpać z życia pełnymi garściami. Nauczyła się godzić bycie managerem w dużej firmie z rolą matki i żony. „Zawsze powtarzałam, że mam w życiu jeden cel – chcę być po prostu szczęśliwa”.

Wioska u podnóża Beskidu Wyspowego. To przyjaciele mieli kupić tu dom, a ostatecznie została ona wraz z mężem i dziećmi. Z uśmiechem na twarzy ignoruje zaczepki kolegów z pracy, którzy żartują z jej wiejskiego życia. Przecież to miejsce daje jej wytchnienie od pracy, która zwykle wiąże się z presją i dużym obciążeniem. Jako dyrektor zarządzający sporym zespołem, codziennie podejmuje mnóstwo obarczonych ryzykiem decyzji. Mimo pracy w korporacji godzi bycie szefem z rolą matki i żony. Agnieszka swoim dzieciom serwuje własnoręcznie zrobione wegańskie słodkości, ma czas na jogę, podróże i... miłość. Opowiedziała nam, jak udało jej się osiągnąć życiowy balans oraz co tak naprawdę jest istotne w tak niepewnych czasach.

Praca: "niezależnie od okoliczności możemy działać efektywnie"

Reklama

Na co dzień Agnieszka związana jest z mediami, pracuje jako dyrektor zarządzający. Jej współpracownicy zgodnie przyznają, że cenią jej elastyczność i... matczyne ciepło. - Jako menedżer daję ludziom dużo swobody, jednocześnie wymagając odpowiedzialności za podejmowane działania. Nigdy nie byłam zwolenniczką zakazów i nakazów, zawsze kluczowe było  aby pracownicy mieli możliwość swobodnego podejmowania decyzji. To podejście świetnie sprawdziło się podczas pandemii - mówi. - Praca w takich warunkach tylko uwypukliła fakt, że niezależnie od okoliczności możemy działać efektywnie. Ufam swoim pracownikom, choć wiem, że inni managerowie często mają z tym problem.

Model współdziałania oparty na zaufaniu świetnie sprawdza się w pracy. Czy równie dobrze żyje się z dyrektorem pod jednym dachem? - Z jednej strony mamy podzielone obszary odpowiedzialności i strefy wpływów, z drugiej nie ma sztywnych reguł. Jeśli w pralni czeka sterta prania, zajmie się nią ktoś, kto akurat ma chwilę aby włączyć pralkę. Podobnie z gotowaniem: mimo że to kocham, śniadanie, obiad czy kolację dla reszty przygotowuje ten, kto jest najbliżej kuchni - mówi z uśmiechem.

Łączenie macierzyństwa i pracy zawodowej wymaga od kobiety panowaniem nad wieloma kwestiami i umieszczenia w do granic napiętym grafiku także szkolnych i przedszkolnych występów, składek, zakupów, kalendarza szczepień i wizyt kontrolnych, czasu na zadania domowe. To także słuchanie zza drzwi płaczu malucha zostawianego po raz pierwszy w żłobku czy przedszkolu oraz znoszenie bolesnych rozstań i wyczekiwanie radosnych powitań. - Mam to szczęście, że wspiera mnie partner. Kiedy po pracy dopada mnie zmęczenie podaje lampkę wina, a gdy jestem zbyt zajęta spotkaniami w związku z pracą - przygotowuje dla córek posiłki, pomaga im w lekcjach, wozi na zajęcia dodatkowe czy badania. Gdy wyjeżdżałam na delegacje, gdy córki były młodsze prosił tylko o jedno - aby przygotować dziewczynkom zestawy ubrań na kolejne dni. To dzięki niemu mogłam rozwijać się zarówno na polu zawodowym, jak i osobistym. W mojej branży rok nieobecności to całe wieki. Tymczasem podczas urlopu macierzyńskiego intensywnie się szkoliłam, skończyłam też studia podyplomowe. Wkrótce po powrocie do pracy awansowałam na nowe stanowisko. Tak, bycie matką to wyzwanie. Jednak życiowe wybory nigdy nie są łatwe, mam ich za sobą kilka, niektóre wymagały odwagi, niektóre były kontrowersyjne, ale zawsze wiedziałam, że postępuję słusznie, bo zawsze warto żyć w zgodzie, przede wszystkim ze sobą.

Relacje w dobie pandemii

Rytm dnia wyznaczany przez pandemię: przed siódmą śniadanie, punktualnie o 7:30 lekcje zdalne starszej  i zajęcia w zerówce młodszej córki. Agnieszka praktykuje wtedy jogę, mąż odsypia. Po ósmej oboje siadają do pracy. - Utknęliśmy w domu we czwórkę. Jestem typowym skowronkiem, budzę się wcześnie, gotowa do działania. Ale reszcie ekipy poranne wstawanie zawsze przychodziło z trudem. W marcu wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy mogli dłużej pospać - mówi. - Po kilku tygodniach zmiana była bardzo zauważalna, zwłaszcza u najmłodszych. W końcu wyspane dzieciaki to szczęśliwe dzieciaki. Zniknął poranny pośpiech, poganianie, nerwy. Po prostu wszyscy zaczęliśmy żyć swoim rytmem.

Inaczej wyglądają służbowe spotkania. Aby utrzymać wysoką efektywność trzeba na bieżąco konsultować wiele projektów. Kalendarz Agnieszki jest wypełniony terminami kolejnych rozmów, a przecież za jej plecami toczy się zwykłe domowe życie. - Zdarza mi się, że podczas spotkań on-line córki wpadają z bardzo ważnym zapytaniem. Często potrzebują po prostu się przytulić, a tego nigdy nie potrafię odmówić. Chyba wszyscy już to zaakceptowaliśmy - jedni mają psy, inni koty, jeszcze inni dzieci na kolanach. Ważne żeby dostosować się do warunków i jakoś sobie w tym wszystkim radzić.

Rok 2020 to czas, w którym wielu z nas przyszło przewartościować swoje priorytety. Pandemiczna rzeczywistość pokazała Agnieszce jak dużo ma i ile dobra jest wokół niej.  Podczas gdy sporo osób narzekało na uwięzienie z małżonkiem czy dziećmi, ona umocniła swój związek. Poznali się 15 lat temu pracując w jednej firmie. Home office i siedzenie przy biurkach naprzeciwko siebie to dla nich okazja do podróży sentymentalnej, tym bardziej, że to na co wspólnie od 13 lat ciężko pracowali przynosi właśnie owoce.  

Podróże: żyć bardziej, być bardziej

Sentymentalne wycieczki w przeszłość to nie jedyne wyprawy jakie ją cieszą. Jedną z jej największych pasji są podróże. Elastyczność, możliwość dotarcia w miejsca zazwyczaj niedostępne dla turystów to zalety samodzielnej organizacji wyjazdów. Zimą wraz z rodziną łapie witaminę D w Azji, i choć bywa także na innych kontynentach, to właśnie tam wraca najczęściej. Fraza "podróże kształcą" zazwyczaj wydaje się być pustym sloganem. Jednak doświadczenia Agnieszki pokazują, że jest całkiem odwrotnie. - Będąc na Kubie trafiliśmy do niewielkiej wioski. Nim się obejrzałam, moja wówczas dwuletnia córka została zabrana na spacer przez lokalne dzieciaki, które przy okazji ją nakarmiły. To właśnie wtedy, gdzieś niedaleko kurnika na końcu świata, zrozumiałam, jak ważne jest to aby zaufać instynktowi i pokazywać dzieciom różne oblicza rzeczywistości i to, że liczy się każdy człowiek - podkreśla. - Moje córki rozumieją, że każdy jest ważny i każdemu należy się szacunek. Wchodząc do buddyjskich świątyń zasłaniają więc ramiona, ściągają buty i siadają w ciszy patrząc w skupieniu co dzieje się dookoła.  To one pokazują mi jak łatwo pokonać barierę językową. W ich świecie jeden uśmiech i gest może być ekwiwalentem rozmowy. To właśnie podczas podróży w odległe i często bardzo biedne zakątki świata poznałyśmy co znaczy prawdziwa radość, otwartość i szacunek do ludzi. To cechy, których tak często brakuje nam w Polsce.

Takie wychowanie dzieci to naturalna konsekwencja doświadczeń z domu rodzinnego Agnieszki. To tam nauczyła się czym jest atmosfera wzajemnego zrozumienia i szacunku. - Podróżowanie utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że siła tkwi w różnorodności poglądów, myśli, podejść do życia. Zawsze gdy wracam z podróży mam głowę pełną pomysłów ale przede wszystkim taką refleksję, że rzeczy z pozoru tak prozaiczne jak dostęp do bieżącej, ciepłej wody, dach na głową, względne bezpieczeństwo czy świeże jedzenie dostępne od ręki to w XXI wieku w niektórych zakątkach świata wciąż nieosiągalny luksus. Dlatego czuję ogromną wdzięczność za to co mam, gdzie i jak żyję. Inni nie mają tyle szczęścia ile ja, dlatego staram się po prostu doceniać tę moją (nie)zwykłą codzienność.

Kuchnia pełna dobrych wspomnień

Jedną z największych pasji Agnieszki jest także gotowanie. To sposób na relaks po ciężkiej pracy - wyrabianie chleba doskonale uwalnia od stresu. To także niezawodna droga wyrażania miłości do bliskich. Dodatkowo smak, tuż obok zapachu, jest jednym z najważniejszych nośników wspomnień. Co najważniejsze to właśnie spotkania z autentyczną kuchnią narodową odwiedzanych krajów pozwalają jej bliżej poznać ludzi i kulturę, a po powrocie z radością odtwarzać receptury w swojej kuchni. To właśnie tam Agnieszka może także przywołać dzieciństwo przyrządzając szarlotkę według przepisu, który jest w rodzinie od ponad 100 lat albo poczuć zapach azjatyckich ulic gotując egzotyczne curry.
Wspólne gotowanie to także sposób na budowanie relacji z córkami i dobrze spędzony wspólny czas. Tworzone przez nią potrawy są nietuzinkowe dzięki temu, że jest fanką redefiniowania znanych połączeń oraz książek kucharskich z różnych zakątków świata. Przepisy przywozi także z kolejnych podróży. - Uwielbiam karmić bliskich i przyjaciół. Już teraz wiem, że moje córki także doceniają radość i możliwości jakie daje wspólne odkrywanie możliwości drzemiących w łączeniu faktur, smaków i zapachów.

Idea slow food doskonale sprawdziła się podczas okresu zamknięcia. - Rzuciłam się w wir testowania kolejnych przepisów: odkryłam cebulę piklowaną z miodem, kisiłam rzodkiewki czy kalafiora. Sięgnęłam też do kuchni roślinnej: toczyłam ser z nerkowców i naprawdę mocno wkręciłam się w wegańskie słodycze. A wieczorami brałam udział w organizowanych on-line warsztatach kulinarnych!

Jak wyobraża sobie stół podczas zbliżających się świąt? - Gdzie mogę przemycam szczyptę egzotycznych smaków, ale tradycyjnie na kolacji wigilijnej nie może u nas zabraknąć barszczu z uszkami, pierogów z kapustą i grzybami czy smażonego karpia oraz sałatki jarzynowej. Jednak nie byłabym sobą, gdyby nie pojawił się wariacje, jak choćby łosoś z czerwonym pieprzem i suszonym jabłkami czy wegański piernik z pomidorów.



Partner publikacji: W.KRUK

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje