Reklama

Reklama

Jak pandemia zmieniła pokazy mody?

Wybuch pandemii przyśpieszył zmiany, które już jakiś czas temu zaczęły być widoczne na wybiegach. Sprawił, że pierwsze rzędy, w których zasiadały najbardziej wpływowe osobistości świata mody, przestały istnieć.

Razem z legendarnym front row pożegnaliśmy również pewną epokę. Chociaż wielokrotnie w przeszłości zastanawiano się nad unowocześnieniem tradycyjnego modelu tygodnia mody, miasta takie jak Mediolan, Nowy Jork czy Paryż nie decydowały się na zmiany. Wirus COVID-19 przyśpieszył cyfryzacje i nie dał stolicom mody wyboru. Dziś prawie wszystko odbywa się online. Jak to wpłynęło na reguły gry?

Reklama

By przyciągnąć uwagę mediów, influencerów oraz klientów, niezbędny jest oryginalny pomysł i forma, która sprawi, że o modowym show stanie się głośno.

Już przed pandemią pokazy przestały służyć wyłącznie prezentowaniu nowych kolekcji. Liczyły się nie tylko ubrania, lecz również scenografia, muzyka i przestrzeń, w której odbywało się wydarzenie. Ostatni fashion week udowodnił, że kreatywność to klucz do sukcesu. Zasada jest prosta: im ciekawiej i mniej tradycyjnie, tym lepiej.

Nowa forma pokazu

Dyrektor kreatywny Gucci już na początku pandemii wydał oświadczenie, które  zwiastowało zmiany. "Będziemy spotykać się dwa razy do roku" - zakomunikował, jednocześnie dając do zrozumienia, że sezony oficjalnie wyszły z mody. Alessandro Michele wytycza trendy także jeśli chodzi o komunikację i marketing w branży.

Bojkotując przeładowany do granic możliwości kalendarz, zapowiedział "nieregularne i spontaniczne spotkania, które będą się odbywać na nowych przestrzeniach i platformach". Nie trzeba było długo czekać na urzeczywistnienie tych słów.

W listopadzie ubiegłego roku Gucci zaprezentował światu kolekcję pod nazwą "Ouverture of Something that Never Ended". Dom mody zrezygnował z tradycyjnego pokazu na rzecz 7-odcinkowego serialu, w którym wystąpili ambasadorzy marki, między innymi brytyjski wokalista Harry Styles oraz Billie Eilish. Serial został wyreżyserowany we współpracy z Michele Gus Van Sant.

Wyjątkowe miejsca

Młody projektant Simon Porte Jacquemus już jakiś czas temu zapoczątkował trend na prezentowanie kolekcji na łonie natury. Francuz stał się specjalistą od bajkowych scenografii, które zapierają dech w piersiach. Wystarczy wspomnieć o pokazie na sezon wiosna-lato 2021, który odbył się w samym środku ogromnego pola pszenicy.

Goście zostali przewiezieni do niewielkiej miejscowości Us, która znajduje się nieopodal Paryża, gdzie pośród pustkowia, marka zbudowała drewniany wybieg mierzący aż 600 metrów. Pandemia sprawiła, że coraz więcej domów mody decyduje się na tego typu odważne rozwiązania.

Kolekcja Miu Miu na sezon jesień-zima 2021 zadebiutowała na wybiegu znajdującym się ponad trzy tysiące metrów nad poziomem morza. Prezentacja odbyła się na ośnieżonych stokach we włoskiej miejscowości Cortiny. Wybieg robił niesamowite wrażenie.

W formie teledysków

Tygodnie mody odbywają się teraz głównie w internecie, dlatego właśnie najpopularniejszym sposobem prezentacji kolekcji stały się krótkie filmy, które w ciekawy sposób ukazują poszczególne ubrania.

Wiele marek decyduje się na mniej lub bardziej skomplikowane układy choreograficzne. To ciekawa alternatywa, która pozwala wprowadzić do modowego świata jeszcze więcej artyzmu.

Pokaz męskiej kolekcji Louis Vuitton na sezon jesień-zima 2021 obfitował w ciekawe rozwiązania. Modele przechadzali się po zamkniętej przestrzeni w rytm zmieniającej się muzyki, co jakiś czas prezentując układ taneczny.

Na uwagę zasługuje również prezentacja kolekcji domu mody Versace. W tym wypadku wybieg został zastąpiony pionową konstrukcją, przypominającą wyglądem labirynt. Pokaz rozpoczęła i zakończyła modelka Gigi Hadid, która niedawno została mamą.

***

Rozlicz PIT online już teraz lub pobierz darmowy program

Zobacz także:


Dowiedz się więcej na temat: pokazy mody | pokaz mody | pandemia | moda

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje