Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Buty wchodzą do gry

„Dajcie kobiecie odpowiednie buty, a zawojuje świat”, mawiała Marilyn Monroe. Odpowiednie… czyli jakie?

"Kobieta w dobrych butach nigdy nie jest brzydka", twierdziła Coco Chanel. "Przy czym kobieta zakochuje się siedem razy do roku, z czego sześć - w butach", dodaje amerykański projektant Kenneth Cole. Nikt nie pyta gwiazd, ile posiadają par spodni czy futer. Ale wiemy, że wokalistka Mariah Carey ma w swojej kolekcji 1000 par butów i że celebrytka Paris Hilton zgromadziła setki luksusowych szpilek.

Reklama

W Polsce za właścicielkę największej liczby par butów uważa się dziennikarkę Monikę Olejnik. W jednym z wywiadów przyznała, że ma ich 500. Potem na łamach magazynu PANI wyjaśniała, że to był żart, a ta liczba jest mocno zawyżona, choć... "Uwielbiam szpilki. Wkładam je tylko do telewizji, bo nie da się cały czas chodzić na wysokim obcasie. Doceniam buty, które bywają artystycznym dziełem wyobraźni projektantów", powiedziała dziennikarka.

Z kolei Grzegorz Krychowiak, reprezentant Polski w piłce nożnej i zawodnik Paris Saint-Germain, pochwalił się w telewizji wielką garderobą, którą zaprojektował w swoim poprzednim domu w Sewilli. Krążyły pogłoski, że zgromadził w niej aż 200 par butów. Piłkarz także je dementował, mówiąc, że ta liczba jest przesadzona.

Ja i moje buty

Botki na obcasie z cekinami, koturny z wizerunkiem hollywoodzkich aktorek, a ostatnio dżinsowe szpilki w stylu pin-up.

- Dla mnie w każdej stylizacji najważniejsze są buty - opowiada Patricia Kazadi, prezenterka telewizyjna, wokalistka i aktorka (teraz można ją oglądać w filmie "Bodo" w reż. Michała Kwiecińskiego). - Te oryginalne są wyznacznikiem stylu. Kocham szpilki, bo wysmuklają łydkę. Wcale nie muszę mieć drogich modeli, ważne, żeby się wyróżniały.

Projektant Maciej Zień stworzył ostatnio kolekcję butów dla jednej z polskich marek. - Trochę poszalałem - uśmiecha się. - Chciałem, aby buty pomogły wyrazić osobowość kobiety, która je nosi. Ale ważna jest też wygoda, stąd obecność modeli na koturnie. Zaprojektowałem też klasyczne szpilki z charakterystycznym elementem, na przykład wydłużoną zakładką na piętę.

Z ekranu na ulicę

Czy da się połączyć szyk z wygodą? Odpowiedzią na to pytanie są z pewnością klasyczne pantofle projektu Rogera Viviera ze złotą klamrą, które Catherine Deneuve nosi w filmie "Piękność dnia" (reż. Luis Buñuel). Nie można zapomnieć o najsłynniejszych baletkach francuskiej marki Repetto. Firma powstała 70 lat temu w Paryżu, gdy Rose Repetto (matka tancerza i choreografa paryskiej Opéry Garnier Rolanda Petita) uszyła pierwsze pointy dla syna. Baleriny były tak wygodne i piękne, że wszyscy w operze natychmiast chcieli mieć takie same. Pani Repetto zaczęła je dostarczać najlepszym francuskim tancerzom.

Jak się wkrótce okazało, nie tylko francuskim i nie tylko tancerzom. Pewnego razu do jej sklepu trafiła słynna aktorka Brigitte Bardot. Poprosiła o uszycie prostych baletek do chodzenia na co dzień. Wkrótce o Repetto usłyszał cały świat, bo gwiazda kina wystąpiła w jej czerwonych butach w filmie "I Bóg stworzył kobietę" (reż. Roger Vadim). Wszystkie kobiety pragnęły mieć w swojej szafie taką samą parę.

Listę najwygodniejszych szykownych butów zamykają włoskie mokasyny Tod’s z miękką podeszwą. To w nich m.in. wystąpiła Charlotte Rampling w głośnym "Basenie" François Ozona.

Subkultura i demokracja

Buty, z nielicznymi wyjątkami, są dowodem na to, że moda bywa demokratyczna. Bo o ile najbardziej pożądane marki samochodów - Bentley, Rolls-Royce, Ferrari - są niedostępne dla większości ludzi, o tyle z butami jest inaczej. Wystarczy wspomnieć o huntersach, najsłynniejszych kaloszach świata, które nosi nie tylko brytyjska rodzina królewska, ale też top modelka Kate Moss. Można je kupić już za 300 złotych. Tak samo jak klasyczne trampki Converse (ok. 200 złotych), ulubiony model nieżyjącego lidera zespołu Nirvana Kurta Cobaina, uważanego za prekursora stylu grunge. Nosił je ciągle, nawet w czasie najważniejszych koncertów, między innymi dla MTV Unplugged w Nowym Jorku w 1993 roku. Dziś ich wielbicielami są m.in. aktor Leonardo DiCaprio i piosenkarka Rihanna.

Podobną sławę mają martensy, czyli ciężkie skórzane buty, bez których gwiazdy rocka nie wychodzą z domu. Buty firmy Dr Martens weszły nawet na salony, a raczej weszły w nich takie osoby, jak: aktorki Miley Cyrus i Jessica Alba, wokalistka Gwen Stefani, a nawet mała Harper, córka Victorii i Davida Beckhamów.

- Obecnie ogromny wpływ na to, co nosimy, mają media, które w dużym stopniu kształtują nasz gust - mówi Zuzanna Butryn, psycholog, kiedyś modelka (pracowała w Paryżu i Nowym Jorku). - Ludzie uwielbiają wkładać rzeczy, które widzieli u znanych blogerek i podziwianych gwiazd, dzięki temu czują się lepiej. Garderoba określa nasz styl, charakter. Już same buty potrafią nam powiedzieć, do jakiej grupy społecznej albo subkultury ktoś przynależy. Punkowcy noszą ciężkie glany, a hipsterzy wybierają celowo buty podniszczone. Oddzielną grupę stanowią buty sportowe, kiedyś zarezerwowane wyłącznie na trening.

- Przyznam, że ja również nie rozstaję się z butami sportowymi. Jeśli myślę o modelach kultowych, to dla mnie takimi są vansy, air maxy firmy Nike czy conversy - opowiada Maciej Zień.

Na miarę

Maja Piotrowska, właścicielka firmy KoMMitet PR, tak wspomina swój pobyt w Nowym Jorku sprzed kilku lat.

- Spacerowałam po Manhattanie. Miałam oryginalne żółte buty firmy Irregular Choice z odkrytymi palcami, na wysokim koturnie. Nagle zaczepił mnie fotograf, amerykański bloger. Powiedział, że mam świetne buty, i zapytał, czy może zrobić zdjęcie. Zachwycona zaczęłam mu pozować, ale on szybko sprowadził mnie na ziemię: "Nie, nie. Tylko buty!" - śmieje się Piotrowska. Ona po prostu kocha buty. - Im są bardziej oryginalne, tym lepiej. Dlatego, moim zdaniem, reszta stroju powinna być neutralna.

Patricia Kazadi też zgromadziła sporą kolekcję. - Moja najbardziej odjechana para to ta zakupiona w butiku w Londynie od niszowej projektantki z Camden Town. Skórzane, na wysokim drewnianym koturnie, umieszczonym z przodu zamiast z tyłu. Chodzi się w tym dziwacznie, mimo to buty zostały dobrze zbalansowane. Miałam je na sobie może dwa razy. Traktuję je jak małe dzieło sztuki.

Najsłynniejszym szewcem wizjonerem, artystą jest Kobi Levi z Izraela, ulubieniec hollywoodzkich gwiazd z Lady Gagą na czele. Każda jego para przypomina rzeźbę i jest wyceniana nawet na kilka tysięcy dolarów. Zresztą szewcem artystą może dziś zostać prawie każdy. Podobnie jak za granicą, tak i u nas powstają firmy, na przykład Loft37, So Much More, które oferują wykonanie zaprojektowanego przez klienta modelu już od 250 złotych.

Z safianu, papirusu

Historia butów zatacza więc koło, bo od szycia pojedynczych egzemplarzy i na miarę wszystko się zaczęło. Jak przypomina Alicja Szubert-Olszewska w książce "Alfabet mody", buty od początku pełnią rozmaite funkcje: ochronne, lecznicze, robocze, sportowe i estetyczne. Mają zasadniczy wpływ na linię całej sylwetki - mogą ją zmienić, na przykład wydłużyć optycznie. Wiedzieli o tym dobrze mieszkańcy antycznej Grecji czy Chin, którzy nosili buty na koturnach. Miłość do butów może być też niebezpieczna. W XIX wieku moda empirowa, która odsłaniała odważnie kobiecą nogę, by zaprezentować eleganckie pantofle, zebrała tragiczne żniwo. Otóż w całej Europie wzrosła dwukrotnie śmiertelność wśród panien na wydaniu, które bardzo chciały się podobać i być - jak to byśmy dziś określili - "w trendach". Ubrane nieadekwatnie do warunków pogodowych, przeziębiały się i nagminnie chorowały na zapalenie płuc, które wtedy kończyło się śmiercią.

W XX wieku nogi stały się najbardziej wyeksponowaną częścią kobiecego ciała. To w tym stuleciu wprowadzono najwięcej odmian i wariacji butów, na czele z narciarskimi, turystycznymi, sportowymi, rockowymi. I, co ważne, dopiero ubiegły wiek był w stanie zaopatrzyć w nie większą część ludzkości. Dzięki fabrykom ich produkcja stała się tania. Jednak luksusowe modele nadal skierowane są tylko do wybranych.

Jeśli zaś chodzi o luksus, to za jego współczesny symbol uchodzą szpilki z pracowni Christiana Louboutina. O ich czerwone podeszwy stoczono wielką prawną batalię. Projektant po raz pierwszy pomalował spody stworzonych przez siebie butów lakierem do paznokci w 1992 roku. Od tamtej pory zaczął je barwić, tyle że już profesjonalnie, w każdym swoim modelu szpilek. Wkrótce wiele domów mody, na czele z Yves Saint Laurent, zapragnęło go naśladować. Sprawa trafiła do amerykańskiego sądu, który pięć lat temu orzekł, że czerwone podeszwy podlegają ochronie jako zastrzeżony znak towarowy. Było o co walczyć, bo słynne louboutiny kosztują od 450 do 4000 dolarów.

To w nich po ulicach Nowego Jorku spacerowała na przykład Sandra Bullock, grająca redaktorkę wielkiego wydawnictwa książkowego w filmie "Narzeczony mimo woli" (reż. Anne Fletcher). I jak się wydaje, to właśnie popkultura stała się głównym mechanizmem, który sprawia, że buty zyskują miano kultowych. Po prostu potrzebny jest idol i jego historia.

Magdalena Kuszewska

PANI 4/2017

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje