Reklama

Reklama

Seksmisja

Chłopiec w krainie porno

Alicja, 41 lat. Ma dwoje dzieci - 16-letniego Huberta i Zosię, sześciolatkę. Wychowuje ich samotnie. Trzy lata temu okazało się, że Hubert jest uzależniony od pornografii. Alicja o rozmowach z dziećmi o seksie: Żałuję, że nigdy nie poruszałam tego tematu z Hubertem. Do Zosi mam już zupełnie inne podejście. Człowiek uczy się na błędach.

Reklama


Oglądamy z Hubertem "Skyfall" o Jamesie Bondzie. Zosia bawi się obok. Gdy na ekranie Bond zaczyna całować jedną z bohaterek, córka odrywa się od zabawy i patrzy w ekran. - "Mamo, zakryj jej oczy!" - denerwuje się Hubert. Uśmiecham się: "Kto by pomyślał, że zrobisz się taki pruderyjny. To tylko całowanie" - mówię. Trzy lata temu. Mój syn chodzi do drugiej klasy gimnazjum. Uczy się dobrze, nie sprawia kłopotów. Któregoś wieczoru odbieram telefon: "Dzwonię na policję! Pani syn napastował seksualnie moją córkę" - nieznajoma kobieta krzyczy do słuchawki. - O czym pani mówi?! Przecież to dziecko" - próbuję tłumaczyć. Ale następnego dnia zostaję wezwana do szkoły. W gabinecie dyrektorki czeka już wychowawczyni i psycholog. Na kanapie siedzi blondynka z córką.

- "Nic jej nie zrobiłem" - płacze Hubert. - Graliśmy tylko w wymiękasz-przegrywasz. - W co?! - patrzymy na siebie zszokowane. Syn czerwienieje: - To taka zabawa, chłopak staje naprzeciwko dziewczyny i zaczyna jej dotykać. Najpierw włosów, twarzy. Po chwili pyta: wymiękasz? Jeśli ona mówi, że tak, gra skończona. Jeśli nie, dotyka innych części jej ciała. Grę w każdym momencie można przerwać. A Anka nawet nie przerwała, gdy dotykałem jej piersi - gorączkuje się. - Inni też w to grali. - Jacy inni?" - pyta dyrektorka. Hubert wbija wzrok w podłogę, mam ochotę zwymiotować. - "Jak mogłeś?! To chore i głupie! - krzyczę wieczorem. - To był pierwszy raz, już nigdy tego nie zrobię" - przeprasza. Wierzę.

Przez kolejne dni toczy się szkolne śledztwo. Kto brał udział w zabawie i gdzie dokładnie "to" się stało. W końcu werdykt: winni są niemal wszyscy, którzy byli na sobotnim spotkaniu u Adama, jednego z chłopców z klasy. "Winni" są też rodzice Adama - byli na dole i nic nie słyszeli. "To tylko jednorazowa, głupia zabawa"- bagatelizują. Chcę myśleć jak oni. Sprawa cichnie. Tylko blondynka przenosi córkę do innej szkoły.

Tajemnice wychodzą na jaw

Kilka miesięcy później. Próbuję włączyć domowy komputer. Nie działa. Proszę o pomoc przyjaciela informatyka. - "Masz zawirusowany komputer - mówi. - Jak to możliwe?! - złoszczę się. - Przecież prawie z niego nie korzystam! - Usiądź" - prosi. Pokazuje mi kilkadziesiąt stron pornograficznych, na które ktoś ostatnio wchodził. Najwięcej jest zdjęć nastolatek. Są nagie, wyginają się wulgarnie, często upokarzane przez partnera. Jest dla mnie jasne, jak te zdjęcia się tu znalazły. - "Tylko nie krzycz na Huberta - radzi kolega. - Wierzysz, że dzieciak sam może ściągnąć takie rzeczy? On gra w sieci z obcymi ludźmi. Pewnie to od nich dostał linki".

Nie chcę tego słuchać. Wpadam do pokoju syna, krzyczę, zaczynam go szarpać: "Czy ty jesteś nienormalny?!". Hubert czerwienieje, znów tłumaczy: to przypadek, ten jeden raz. Ale ja już nie wierzę. Przeszukuję jego pokój: znajduję kilkadziesiąt płyt z filmami zgranymi z internetu. - "Od kiedy to oglądasz?!", próbuję się dowiedzieć. Wyrzucam filmy, zabieram kabel od stacjonarnego komputera. Wydaje mi się, że kiedy wyczyszczę dom z tych świństw, znów będzie jak dawniej. Tylko że jakiś czas później odbieram kolejny telefon od matki kolegi z klasy Huberta. Znalazła w telefonie syna kilka filmów porno. "Powiedział, że ma je od pani syna, chyba powinna pani wiedzieć", słyszę.

Nie mogę udawać, że nic się dzieje. W internetową wyszukiwarkę wpisuję hasło: "pornografia a młodzież". Czytam: aż 66 proc. gimnazjalistów miało z nią do czynienia. Jestem w szoku. Dlaczego się nie domyśliłam? W internecie znajduję telefon do seksuologa, który zajmuje się młodzieżą.

Jesteś za stara na seks!

Seksuolog długo rozmawia z Hubertem, dopiero później zaprasza mnie do gabinetu. Pyta, co robię, jak spędzam dzień, jak długo pracuję. - "Rozumiem, że to moja wina, tak?!" - irytuję się. Terapeuta uspokaja - po prostu chciałby poznać nasz tryb życia. Mówię więc szczerze: w biurze siedzę długo, Hubert często jest sam. Wieczorem odbieram córkę od niani. Robię kolację, próbuję bawić się z Zosią, rozmawiać z synem. W weekendy zawsze jesteśmy razem. Kino, teatr, obiady u przyjaciół. Do tej pory wydawało mi się, że wszystko jest w porządku, mamy szczęśliwy dom. - "Rozmawiała pani z synem kiedykolwiek na temat seksu? - Nie - przyznaję. I od razu się tłumaczę: - Nie wiedziałam, jak to zrobić".

Huberta wychowuję samotnie. Tatę Zosi, byłego partnera, poprosiłam tylko raz, żeby porozmawiał z dorastającym chłopakiem o męskich sprawach. To było zaraz po tym, jak Hubert się dowiedział, że będę miała dziecko. - "Chyba żartujesz, mamo?! - krzyczał. - Żeby zajść w ciążę, trzeba uprawiać seks, a przecież ty jesteś za stara!". Patrzyłam oniemiała. A mój partner stwierdził: "O czym mam gadać? Widzisz, że on już wie". A potem tata Zosi odszedł i już nie było okazji, żeby rozmawiać. - "A nagość? - pyta terapeuta. - Hubert miał cztery lata, gdy przestałam się z nim kąpać. I tylko dlatego, że nagle spojrzał na mnie i powiedział: Mamo, dziwne jest to, co masz na dole".

Zawstydził mnie. Tamtego dnia nie zbyłam go, otworzyłam atlas anatomiczny i wytłumaczyłam, jak zbudowana jest kobieta, a jak mężczyzna. Ale z czasem przestałam poruszać te tematy, przestałam się przy nim rozbierać. Przeczytałam artykuł o samotnych matkach wychowujących synów. Często przelewają miłość na małego chłopca, on zaspokaja potrzebę bliskości. Nie chciałam, żeby tak było ze mną.

Wolę już gołą modelkę

Codziennie sprawdzam synowi telefon, przeszukuję szafki. Jestem zdruzgotana, gdy terapeuta po kilku spotkaniach z Hubertem i długich rozmowach diagnozuje: "Pani syn oglądał filmy porno na przerwach w szkole albo w nocy. Nie spał". Próbuje mnie wesprzeć. Mam pogodzić się z tym, co się stało. On już nie jest małym chłopcem. Prosi, żebym przypomniała sobie, kiedy zauważyłam, że syn dorasta. Opowiadam o tym, jak Hubert miał 10 lat. Przypadkowo weszłam do łazienki i widziałam, że się onanizował. Szybko zamknęłam drzwi. Innym razem robił to w wannie, jeszcze innym w dużym pokoju.

Najbardziej dziwiło mnie, że nie reagował, gdy mnie widział. Ale ja też nigdy nie powiedziałam "przestań". Zresztą pytałam wtedy przyjaciółkę, która ma syna w podobnym wieku. Zbagatelizowała, mówiła, żeby nie zwracać uwagi. - "Nie nauczyła pani Huberta, że to są rzeczy intymne. Poza tym być może masturbując się przy przy pani, chciał zwrócić na siebie uwagę". Potakuję. Może to prawda? Akurat wtedy poznałam tatę Zosi. Wprowadziliśmy się do domu kogoś obcego. Szczerze przyznaję: "Myślałam, że chłopcy zaczynają dojrzewać później. Wolałam nie zauważać, niż z tym się zmierzyć".

Dostaję zadanie. Pierwsze: spędzać z Hubertem więcej czasu. Pomóc mu znaleźć pasję, która pozwoli rozładować napięcie. Drugie: nie robić z pornografii tematu tabu. Pierwsze zadanie jest łatwiejsze - idę z Hubertem zagrać w tenisa. Namawiam go na lekcje karate i tai-chi. W końcu uczciwie mówię: "OK, to dla mnie trudne, że oglądałeś te filmy. Wiesz, że nastolatki, które w nich występowały, najprawdopodobniej były do tego zmuszane? Już wolę, żebyś sobie powiesił w pokoju zdjęcie modelki z gołymi piersiami". Hubert czerwienieje, ale pierwsza nić porozumienia nawiązana. Oddaję mu kabel do komputera, choć instaluję program Obserwuj, dzięki któremu wiem, czy wchodzi na strony pornograficzne.

Nie wchodzi. Może ogląda u kolegów, może coś daje mu kilkumiesięczna terapia. Kupuję mu książki o seksie i antykoncepcji. Pewnie robię to nieporadnie, bo on i tak już wszystko wie, ale chociaż próbuję. Docenia to. Śmieje się: "Przygotowanie do życia w rodzinie, co mamo?". Odgryzam się: "Nie chcę być jeszcze babcią". Kilka tygodni temu Hubert oznajmił: "Zakochałem się". Nie pytam, czy sypia ze swoją dziewczyną. Są granice, których nie przekraczam. Ale z tej historii wyciągnęłam lekcję. Z dorastającą Zosią wszystko wydaje się prostsze. Jestem wobec niej otwarta, bez oporów mówię: "to pochwa, to penis". Gdy ostatnio wyciągnęłam atlas, żeby pokazać jej na obrazku, jak zbudowana jest kobieta i mężczyzna, Hubert powiedział: "Już wystarczy, dziecko powinno być niewinne". Kiedyś zapytałam syna wprost: "W którym momencie powinnam była z tobą porozmawiać o seksie?". Odpowiedział: "Gdy miałem 10 lat i zacząłem dorastać".

Katarzyna Troszczyńska

TWÓJ STYL 7/2013

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje