Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Poławiaczka trendów

Próbuję to sobie wyobrazić...

Reklama

- Z kilku modułów będzie mógł powstać np. duży stół w salonie, gdy zaprosimy wielu przyjaciół. A na co dzień te same przedmioty zamienią się w małe biurko do pracy, stolik nocny w sypialni, mebel w łazience. Do kanonu wejdą kanapy w kształcie wielkiej poduchy, pufy, które będzie można łączyć w większe całości, i parawany, dzięki którym będziemy mogli w nieskończoność aranżować tę samą przestrzeń. Z czasem zanikną sztywne podziały na kuchnię, sypialnię, gabinet itp. Te same metry kwadratowe raz będą miejscem pracy, raz klubem dla przyjaciół, raz kinem, które z wielkich sal przeniesie się do prywatnych wnętrz.

- Na te zmiany wpłynie też ekonomia - mieszkania o dużej powierzchni staną się luksusem dla nielicznych. Widziałam niedawno projekt domu urządzonego przez kilku awangardowych projektantów, którzy postanowili, że umieszczą w nim "tylko rzeczy niezbędne". Wiele z nich zaprojektowali tak, by miały kilka funkcji. Jestem pewna, że świat pójdzie właśnie w tym kierunku.

A jak zmienią się ludzie?

- Będą bardziej skłonni do łączenia się we wspólnoty. Po epoce indywidualizmu i egoizmu nadejdzie czas kultu wspólnoty. Będziemy chcieli współpracować w zespołach. Indywidualizm przyniósł ludziom zbyt wiele samotności. Nasza cywilizacja odczuwa to już dziś jako ciężar. Ludzie przestają dawać sobie radę z izolacją, w powietrzu wyczuwalna jest wielka potrzeba odbudowania relacji wspólnotowych. I to się zaczyna dziać. Bardzo wyraźnie widać tę tendencję w środowisku ludzi związanych z designem.

- Kiedyś modne było sygnowanie wyrobów własnym nazwiskiem. Dziś rodzi się trend na twórczość w małych, dobrze rozumiejących się zespołach. Gdy byłam dyrektorem Akademii Designu w Eindhoven, para studentów zaproponowała, że chce zrobić wspólny dyplom i wspólnie zdać egzaminy końcowe. Zgodziłam się, dostali jeden dyplom jako świetnie funkcjonujący zespół. Ten pociąg do zbiorowości, która jednak daje jednostce prawo do jej indywidualności, widać też w projektowanych obiektach. Powstają np. rodziny wazonów, kubków, talerzy. Zamiast kompletu takich samych przedmiotów mamy zbiór podobnych, pasujących do siebie, ale jednak czymś różniących się między sobą obiektów.

Gdzie czeka nas szczególnie radykalna rewolucja?

- Około 2050 roku największą grupą wiekową w krajach wysoko rozwiniętych będą stanowić czterdziestolatkowie, a nie 26-latkowie. Ludzkość starzeje się w nieznanym dotąd tempie. Wpłynie to oczywiście na kształt kultury. Zaniknie wszechobecny dziś kult młodości. Znów ceniona będzie dojrzałość, zmieni się nasze wyobrażenie o pięknie. Kwestię "jak się nie zestarzeć" zastąpi pytanie "jak zestarzeć się dobrze", czyli twórczo i aktywnie.

- Dojrzałość stanie się cechą pożądaną w kulturze. Rynek, dzisiaj zorientowany przede wszystkim na potrzeby młodych ludzi, dostrzeże gigantyczną grupę docelową, jaką będą ludzie w wieku 50+, 60+, 70+. Sama bardzo dużo zajmuję się tą sprawą, przekroczyłam sześćdziesiątkę i jestem pewna, że ludzie w moim wieku mają światu wiele do zaoferowania.

- Mam idée fixe, by wymyślić starość na nowo. Z moich przemyśleń rodzą się konkretne pomysły, np. dom późnej starości, który ma powstać w Eindhoven. Współpracowałam przy tym projekcie. Zamiast kolejnej przechowalni emerytów z zapleczem szpitalnym wymyśliliśmy wielkie centrum kulturalne, gdzie ci ludzie będą mogli realizować swoje najbardziej abstrakcyjne idee. Są tam więc przeróżne pracownie twórcze, miejsca, gdzie staruszkowie mogą organizować wykłady, pokazy swoich zdjęć, zebrania itp. Trend powoli się materializuje.

Istnieje w pani życiu coś poza pracą?

- Niech się zastanowię... (śmiech). Pracuję od 9 do 21. Również w weekendy. Tak naprawdę to myślę o pracy bez przerwy. Może kiedy gotuję, trochę się od tego odrywam. A jestem naprawdę świetną kucharką. Przez pewien czas prowadziłam nawet w Paryżu małą restaurację - kuchnia włoska, wyrafinowana. Jednak trudno było mi to pogodzić z pracą w Trend Union. I wygrał design.

Teraz pracuje pani nad polskim projektem. Co to będzie?

- Współtworzę w Poznaniu School of Form, nową akademię designu. Marzy mi się szkoła, w której uczono by projektowania tak, jak nigdzie w świecie. Projekt powstaje we współpracy ze Szkołą Wyższą Psychologii Społecznej w Warszawie, będzie jej zamiejscowym oddziałem. Chcę, by ogromną część programu studiów stanowiły nauki humanistyczne i społeczne. Dziś we wszystkich szkołach świata na wydziałach projektowania uczy się przede wszystkim technik, estetyki, kompozycji. Tak kształci się doskonałych projektantów technokratów, pozbawionych intuicji i wrażliwości na potrzeby ludzi.

- Chcę, by studenci mojej szkoły pojmowali wartość filozofii i antropologii. Tacy ludzie będą wpływać na kształt świata, a nie tylko odpowiadać na zapotrzebowanie rynku. Już od ponad roku zajmuję się tym przedsięwzięciem. Chcemy, by szkoła ruszyła od października 2011 roku.

To teraz pani misja specjalna?

- Jedna z kilku. Ostatnio bardzo ważna jest dla mnie praca z ludźmi z wielkich korporacji, banków, instytucji finansowych. Chcą ze mną rozmawiać, bo liczą, że pomogę im przewidzieć trendy, które pomnożą ich zyski. Tymczasem ja tłumaczę szefom wielkich korporacji, że jeśli przekroczymy masę krytyczną cynizmu w eksploatowaniu naszej planety, przegrają wszyscy. Czy będzie miało swoim wielkim pieniądzom ktoś będzie w stanie żyć o jeden dzień dłużej niż reszta świata? Zadaję czasem tym ludziom pytanie, czy widzieli na własne oczy fabryki w Chinach, gdzie przy produkcji ich towarów pracują kilkuletnie dzieci? Często w szkodliwych warunkach.

Nie wierzę, że chcą tego słuchać.

- Słuchają. To nie znaczy, że od razu robią rewolucję w swoich firmach. Trudno przestawić się z myślenia wyłącznie kategorią zysku na myślenie wyższymi wartościami. Ale mam satysfakcję, że dzięki mojej pozycji mogę tym ludziom powiedzieć prosto w oczy rzeczy, których nie usłyszą od żadnego ze swoich współpracowników. Każda wielka przemiana zaczyna się od zasiania małego ziarna. Wierzę, że moja praca łowcy trendów ma też humanitarne skutki uboczne.

Rozmawiała Anna Jasińska

Twój STYL 2/2011

Dowiedz się więcej na temat: Li Edelkoort | trendsetter | moda

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje