Przejdź na stronę główną Interia.pl
Perfekcjonistka w kuchni

Wywiad z Anną Starmach

Skończyła historię sztuki, więc wszystko wskazywało na to, że swoją przyszłość zwiąże z rodzinną galerią, ale życie jest nieprzewidywalne i dziś Ania Starmach spełnia się w kuchni. Gotuje, piecze i pisze. Właśnie ukazała się jej trzecia książka "Pyszne na każdą okazję", w której przekonuje, że gotowanie nie musi być skomplikowane, drogie i czasochłonne. Jak zawsze robi to z pasją.

Gotowanie to nowa pasja Polaków - dziś ten, kto nie gotuje, nie liczy się w towarzystwie. Powstają nowe kulinarne blogi, a szefowie kuchni i  restauratorzy zostają gwiazdami. Skąd, twoim zdaniem ta fascynacja kuchnią, podczas gdy jeszcze kilka lat temu szkoda nam było czasu na "gary"?

Reklama

Anna Starmach: - Kiedy siedem lat temu powiedziałam rodzicom, że chcę się zająć gotowaniem i wyjechać do Francji do szkoły kulinarnej, to był to dla nich wielki szok. Zresztą nie tylko dla rodziców, ale dla moich znajomych także - nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego chciałam się zająć akurat gotowaniem. Teraz rzeczywiście sytuacja się zmieniła, znam sporo ludzi, którzy też wybierają taką drogę, ale ich decyzja nie jest już tak szokująca.

- Oczywiście ta moda przyszła do nas ze świata - Amerykanie, Anglicy, Francuzi czy Włosi o gotowaniu umieli rozmawiać od dawien dawna. Bardzo się cieszę, że ta moda dotarła do Polski. Oczywiście ma na nią wpływ także telewizja, w tym te kilka programów, w których biorę udział, czyli "MasterChef" czy "Pyszne 25". Mają też wpływ wydawnictwa kulinarne, które pojawiają się na rynku. Mam nadzieję, że to nie jest tak naprawdę moda, ale zmiana obyczajów, zmiana sposobu funkcjonowania.

- To, czym ja się zajmuje, to tak naprawdę praca u podstaw - wszystkie przepisy z moich książek są dla tych, którzy panicznie boją się gotowania, nie przygotowali jeszcze nigdy samodzielnie zupy, takich, którzy o pieczeniu chleba jeszcze nie myślą, nie wiedzą, co to jest brukiew czy skorzonera. Bardzo mnie cieszy, kiedy ktoś dzięki mnie uczy się gotowania i może kiedyś przejdzie na kolejny etap wtajemniczenia, może więc i moje książki też kiedyś będą skierowane do osób, które są na wyższym poziomie kulinarnego zaawansowania.

Twoja trzecia książka "Pyszne na każdą okazję", która właśnie się ukazała, nieco się jednak różni od wcześniejszych...

- Tak, są w niej przepisy, których wykonanie trwa więcej niż 25 minut i są trochę bardziej "zaawansowane", np. kaczka faszerowana jabłkami, ale wszystkie bardziej skomplikowane przepisy są ilustrowane zdjęciami krok po kroku, instrukcje są szczegółowe. Staram się też udowodnić, że nie ma trudnych przepisów, są może troszkę bardziej czasochłonne, choć nafaszerowanie kaczki naprawdę nie trwa długo. Potem trzeba ją tylko włożyć do piekarnika i czekać. Podobnie jest z sernikiem, który tak naprawdę robi się sam. Choć przyznaję, jest to pół schodka wyżej od zupy dyniowej. Wiem jednak, że z moich książek korzystają też osoby, które potrafią gotować, ale mają mało czasu.

Burzysz stereotyp, że gotowanie musi być czasochłonne.

- Dostaję bardzo dużo wiadomości od czytelników i często są to młode mamy, które dziękują, że jakoś pomagam im się odnaleźć w tym chaosie. Bardzo mnie to cieszy. Choć pewnie nie tylko młode matki cierpią na brak czasu.

Wiemy, że potrawy przygotowane w domu są zdrowe, ale wydaje nam się, że nie mamy na to czasu, więc zjedzenie "na mieście" wyjdzie taniej i szybciej. Ty pokazujesz, że za niewielkie pieniądze w pół godziny można przygotować domowy obiad i nie będzie to nudny schabowy z ziemniakami.

- Staram się też dawać wskazówki, jak robić zakupy. W najnowszej książce zrobiłam listę produktów, które warto mieć w domu, bo  zawsze można z nich coś przygotować. Dobrze mieć w domu kaszę, ryż, makaron, okazuje się, że nie wszyscy o tym wiedzą i nie wszyscy mają zbudowaną taką bazę. Wiemy, że w szafie kobiety powinna znajdować się mała czarna, czarne szpilki, dżinsy, biała koszula, bo wtedy zawsze mamy się w co ubrać. Na takiej samej zasadzie powinna być zorganizowana spiżarnia, żeby nie trzeba było w niedzielę wieczorem kupować czegokolwiek na stacji benzynowej w horrendalnie wysokich cenach.

- Kiedy gotujemy w domu, dokładnie wiemy, co jest na naszym talerzu. Tylko samodzielne gotowanie daje nam gwarancję tego, co jemy.

Przy niektórych przepisach dodajesz notatkę, że to danie, które jadłaś u babci, inny smak pamiętasz z dzieciństwa lub podróży. Skąd czerpiesz inspiracje, bo trudno mi uwierzyć, że masz w głowie same szybkie i tanie potrawy?

- Często dzwonią do mnie znajomi z pytaniem, jak przygotować, np. zupę pomidorową, kapuśniaczki czy spaghetti bolognese - potrawy, wydawałoby się, bazowe. Zebrałam więc podstawowe lubiane przepisy, często zmodyfikowane przeze mnie tak, żeby mieściły się w wyznaczonym przedziale cenowym i czasowym. Wiele przepisów to smaki z podróży.

Znajomi dzwonią do ciebie po kulinarny ratunek?

- Tak, znajomi i znajomi znajomych. SOS kulinarne Ania Starmach działa najczęściej w sytuacjach podbramkowych, np. urodziny męża, za godzinę przychodzą goście, tort mi się rozpłynął, co zrobić? No i co zrobić? Pischinger w 20 minut. Ale ja zawsze powtarzam, jeśli przygotowujemy duże przyjęcia to korzystajmy z przepisów wypróbowanych. W mojej najnowszej książce "Pyszne na każdą okazję" są właśnie przepisy na Wigilię, kolację we dwoje, na różne uroczystości. Zawsze dzieliłam moją książkę na "Na słodko" i "Na słono", tym razem jest rozdział "Dla dzieci", "Kolacja we dwoje", "Święta" czy "Jedzenie w terenie". Bardzo często dostaję pytania o to, co zrobić na kolację we dwoje, no i stąd ten rozdział w książce.

Wierzysz, że droga do serca wiedzie przez żołądek?

- Wierzę, że jeśli ludzie jedzą razem posiłek i jest im miło, to może to być fajny początek czegoś. Moja mama zawsze powtarzała: "Aniu, jeśli będziesz chciała swojemu mężczyźnie powiedzieć coś ważnego, to najpierw przygotuj mu obiad, przenigdy nie poruszaj trudnych spraw, jak jest głodny".

Okazuje się, że wiele potraw da się przygotować w pół godziny, nie tylko placki z bananami. 

- Wiele osób mi zarzuca, ze nie zawsze trzymam się 25 minut - przesłanie tej książki jest takie, że mają to być przepisy tanie i szybkie, czasami rzeczywiście jest to pół godziny, poza tym jeśli się często gotuje, wiele rzeczy robi się szybciej. Często, np. słyszę: Ania, jak ty szybko kroisz...


No właśnie, jak się nauczyć szybko i sprawnie kroić? Tak jak to robią profesjonaliści.

- Kupić kilka kilogramów marchewki i kroić. A potem zrobić z tego kilka ciast marchewkowych. Ja się tak uczyłam krojenia w szkole - przez kilka tygodni w czasie wolnym kroiliśmy wszystko, co się dało pokroić. Nie ma innej metody. Tym, którzy zaczynają polecam też niezbędnik w mojej książce - zestaw rzeczy, które trzeba mieć w kuchni, czyli wystarczy jeden ostry nóż, jeden garnek i jedna patelnia i można zrobić wszystko. Nawet wałka nie musi być, bo pewnie znajdzie się jakaś butelka szklana, którą można wykorzystać w roli wałka, nie masz chochli - nalewasz kubkiem.


- W kuchni podstawa to dobry nóż. Nie musi ich być osiemnaście, wystarczą dwa ostre, moja mama całe życie używa małego nożyka i kroi nim wszytko, natomiast tata nawet cebulę obiera dużym nożem.

Kiedy odwiedzasz rodziców lub znajomych, chcą, żebyś coś ugotowała czy przeciwnie, chcą się przed tobą popisać?

- Moi rodzice bardzo lubią gotować i to oni dla mnie gotują, a ja to uwielbiam. Natomiast u znajomych zawsze, chcąc nie chcąc, ląduję w kuchni i nie mam nic przeciwko temu, bo dobrze się tam czuję. Cieszę się, że coraz częściej w polskich domach jadalnia jest połączona z kuchnią, bo inaczej przez całe imprezy byłabym uwięziona w kuchni. 

Wszystkie domowe imprezy przecież i tak kończą się w kuchni.

- I to właśnie jest super, że wszyscy się tam dobrze czują, że kuchnia jest centrum życia domowego. No, chyba, że lodówka jest pusta...

Myślałam, że twoi rodzice byli zdruzgotani, kiedy córka - historyk sztuki, powiedziała, że chce się zająć gotowaniem, ale  wygląda na to, że ten twój pomysł na życie nie wziął się znikąd...

- Oczywiście byli zdziwieni, a przede wszystkim zmartwieni, bo to naprawdę ciężka praca, nie wiedzieli, że w tym kierunku potoczy się moje życie zawodowe, ja sama tego nie wiedziałam. Dla nich było oczywiste, że po historii sztuki będę pracowała w muzeum albo z nimi w galerii, a ja wyskoczyłam z takim pomysłem... Nie byli zadowoleni. Ale kiedy przyjechałam po raz pierwszy ze szkoły po trzech miesiącach na przerwę semestralną i chciałam się popisać tym wszystkim, czego się nauczyłam, cały czas zapraszaliśmy znajomych a ja gotowałam. Któregoś dnia moja mama weszła do kuchni, ja znowu "w garach"...  wtedy powiedziała, że odkąd przyjechałam i gotuję, to uśmiech nie schodzi mi z twarzy, widać, że jestem szczęśliwa. Myślę, że rodzice właśnie wtedy zrozumieli, że to daje mi radość.

A wracając do znajomych, nie boją się, że im zrobisz kuchenne rewolucje?

- Zauważyłam, że obawiają się, że będę ich oceniać. Ale ja potrafię oddzielić życie prywatne od zawodowego, nie jestem skora oceniać, chyba, że ktoś mnie prosi o radę. Poza tym ja cały czas gotuję i miłą odmianą jest, kiedy ktoś dla mnie coś ugotuje. Moi znajomi już teraz to wiedzą.

Dla mnie odkryciem twoich książek są pory - do niedawna byłam przekonana, że istnieją po to, by ogródek warzywny ładnie się komponował...

- Ja z kolei odkryłam niedawno selera, który traktowany jest jako warzywo do rosołu, a można z niego robić przepyszne kremy, puree, dodawać do risotto, makaronów, łączyć z ziemniakami. Co jakiś czas znajduję sobie produkt, z którym eksperymentuję. 

Co Annie Starmach dał udział w programie "MasterChef" i co sądzi o gwiazdkach Michelin? Czytaj na następnej stronie!

Dowiedz się więcej na temat: Anna Starmach | Pyszne 25

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje