Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nie walczę z wiatrakami

Czym jest dla mnie młodość i uroda? To ciekawość życia, umiejętność dziecięcego dziwienia się, cieszenia światem i tym co on przynosi - mówi aktorka Grażyna Wolszczak.

Justyna Tawicka, Styl.pl: Napisała pani książkę "Jak być zawsze młodą, piękną i bogatą". Czy to synonimy dobrego stylu i co z pani punktu widzenia oznacza "mieć styl"?

Reklama

- Mieć styl to być wyrazistym, mieć wyrazistą osobowość, która przejawia się w wyglądzie zewnętrznym. Młodym, pięknym i bogatym chciałby być każdy, niezależnie od tego czy bliższy mu styl Dody, czy Kazimiery Szczuki. Dlatego dałam taki tytuł swojej książce. Żeby zaciekawić i sprowokować. Czym jest dla mnie młodość i uroda? To ciekawość życia, umiejętność dziecięcego dziwienia się, cieszenia światem i tym co on przynosi. A zewnętrznie? Nie przebieraniem się za nikogo innego. Bycie sobą w najlepszym wydaniu. I tu oczywiście i fryzjer i ciuchy są przydatne, ale nie najważniejsze. Ważne, wiadomo - to co w środku.

W jaki sposób najlepiej "wyrzeźbić" siebie od środka?

- Wsłuchać się w siebie, odpowiedzieć sobie na pytanie co jest w życiu ważne, a co mniej, nie bać się dojrzeć do pewnych decyzji i działań. Taka dojrzałość w moim przypadku była efektem trudnego procesu. Kiedy byłam nastolatką byłam pewna, że jestem beznadziejna - zewnętrznie i wewnętrznie też. Musiało upłynąć wiele wody, żebym nabrała przekonania, że wszystko ze mną w porządku.

Coś, co wydaje się być końcem, bywa początkiem. Czarna seria w pani życiu dawno minęła. Coś zabrała, ale i coś wniosła.

- Zgadza się. Wniosła nowe siły, nową energię. Nauczyła też zgody na rzeczywistość - akceptuję, oswajam okoliczności, na które nie mam wpływu. Potrafię dopasować się do sytuacji, której nie mogę zmienić. Nie walczę z wiatrakami. Ale też nie tracę wiary, że jeszcze wiele dobrego przede mną. Przyjęłam zasadę: nic na siłę. Czasem warto po prostu poczekać na to, co los przyniesie. A później poruszać się w ramach, na które ten sam los pozwoli.

Kiedyś w ramach tego "procesu" napisała pani "List do Pana Boga".

- Kiedyś... tak. Wówczas lęku o przyszłość nie dało się uniknąć. Samotność mi doskwierała, a na swojej drodze spotykałam mężczyzn, z którymi nie wyobrażałam sobie przyszłości. Dlatego postanowiłam jasno sformułować swoje potrzeby i oczekiwania. Dobrze to zrobić na piśmie, bo wtedy trzeba być bardziej precyzyjnym. Dotyczy to właściwie każdej dziedziny życia. Ileż razy spotykam ludzi niezadowolonych ze swojej pracy. Ale kiedy zapytam co konkretnie ma się zmienić, jak miałaby wyglądać ta upragniona, nie bardzo wiedzą co chcieliby robić, na czym miałoby polegać to lepsze życie.

Aktorstwo bywa jak miłość, nigdy nie wiadomo jak się skończy. Czy jak miłości, kiedyś się go Pani obawiała?

- Nie obawiałam się miłości, raczej za nią tęskniłam. A mój zawód rzeczywiście potrafi być piękny i okrutny zarazem. Czekanie na telefon jest frustrujące. Myślisz wtedy: "A jeśli naprawdę nie zadzwoni, co dalej…?". Był czas, że faktycznie myślałam, że już nic się nie wydarzy.

Jak ważna w tym wszystkim jest miłość do siebie?

- Ogromnie ważna! Poczucie własnej wartości to podstawa. Musiałam się jej nauczyć, nauczyć się być miłą dla samej siebie, dobrą i wyrozumiałą. I śmiać się z siebie, bo poczucie humoru na własny temat jest bezcenne!

Dlatego też, ku swemu zdumieniu, na pytanie dziennikarza: kim chciałabym być, gdybym nie została aktorką, odpowiedziałam kiedyś bez wahania: bizneswoman. Zrozumiałam wtedy, że tęsknię za konkretem, za działaniem, którego wynik jest wymierny. Aktor musi wierzyć, że to co robi ma sens. Ale nigdy nie może być do końca pewien, czy rola, którą zbudował i proponuje widzowi, zostanie przez tego widza zaakceptowana, czy widz w nią uwierzy. Nic nie jest obiektywne, nie ma tego jak zmierzyć, zważyć, czy zweryfikować. O gustach nikt nie dyskutuje, jednym się ten wykonawca podoba, innym nie i nic na to nie można poradzić. Dlatego w ten zawód są wpisane frustracja i zwątpienie.

Co dziś powiedziałaby pani tamtej, piszącej "List do Boga", Grażynie Wolszczak?

Że warto dać czasowi czas. Że dobrze zrobiłam.

24-25 maja w warszawskim teatrze Capitol będzie miała miejsce premiera sztuki "Nigdy się nie zakocham". W roli głównej - Grażyna Wolszczak:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje