Przejdź na stronę główną Interia.pl

Chciałam być dobrym dzieckiem

Oglądając "Listę Schindlera" rozpoznała siebie w dziewczynce w czerwonym płaszczyku - tak powstała pierwsza powieść Romy Ligockiej, w której opisała dzieciństwo spędzone w getcie. Właśnie ukazała się jej najnowsza książka "Dobre dziecko", w której opisuje okres dojrzewania, zmagania z anoreksją i depresją.

Psychologowie uważają, że dom rodzinny i doświadczenia dzieciństwa kształtują naszą osobowość, postawy i wybory na całe życie. Pani, w tym ważnym dla człowieka okresie, straciła dom i rodzinę.

Reklama

Roma Ligocka: - Wydaje mi się, że równie ważny jest okres dojrzewania - to takie drugie dzieciństwo. Pisząc książkę "Dobre dziecko" odkryłam, że gdy mamy lat 11 - 13 nagle przychodzimy jeszcze raz na świat, bo wtedy mamy się stać dorośli. Kształtujemy się od nowa i jesteśmy w tym dużo bardziej samotni, niż wtedy, kiedy się rodzimy.

W normalnej sytuacji, gdy dziecko przychodzi na świat rodzice robią wszystko, by się nim zaopiekować, by miało jak najlepiej. Natomiast w okresie dojrzewania jesteśmy zupełnie sami i to się nie zmieniło od moich czasów dorastania. Wszyscy wówczas od nas oczekują, że łagodnie i bez problemów staniemy się dojrzali fizycznie i emocjonalnie, a to jest trudny proces. A ja, pomimo tych wszystkich doświadczeń traumatycznych jestem człowiekiem, który nigdy nie był u psychologa, na terapii, co dziś należy do rzadkości. Sama jestem sobie psychologiem, psychiatrą, terapeutą i lekarzem od wszelkich duchowych komplikacji. Dziecko, które nie otrzymało jakiejkolwiek pomocy terapeuty żyje z tymi wszystkimi obciążeniami, jakich dostarczyło mu życie. Dziś wiemy, że dziecko od urodzenia, jeśli doświadcza czegoś złego, traumatycznego, potrzebuje opieki. Ja nie miałam takiej pomocy nigdy.

Wspomina pani, jak ze strachem czekała na "ten" dzień, kiedy "to" się pojawi i stanie się pani kobietą. Dziś już dzieci - wyedukowane przez telewizję - wiedzą, co to są podpaski, tampony czy menstruacja. Czy dojrzewanie w latach 50. różniło się od doświadczeń dzisiejszych nastolatków?

- Piszę o tym, jak dziewczynka czeka na menstruację i wiem, że dla wielu osób było to szokiem. O tym wciąż się nie mówi, bo wstyd, a to szalenie ważny moment w życiu kobiety. Nie jestem przekonana, czy współczesne nastolatki są tak bardzo wyedukowane w tej kwestii. Są takie sytuacje życiowe, emocjonalne i fizjologiczne, z którymi człowiek jest sam: pierwsza ciąża, pierwsza noc z mężczyzną, menstruacja. W czasach, kiedy ja dorastałam nie mówiło się o tym tak, jak się nie rozmawiało o tym, skąd się biorą dzieci. Rozmowy intymne z dziećmi w ogóle nie istniały. To, co dorośli mówili, to były komunikaty w rodzaju: - Uważaj z chłopakami, bo możesz zajść w ciążę. Nikt jednak nie sprecyzował, kiedy w tę ciążę można zajść, czy od pocałunku, może od spojrzenia, czy jednak trzeba do tego czegoś więcej.

Pamiętam, że kiedyś  wracając z koleżankami ze szkoły roztrząsałyśmy długo temat prezerwatywy. Zastanawiałyśmy się, co to takiego właściwie jest, bo oprócz tego, że to jakieś brzydkie słowo, którego nie należy używać, nic więcej nie wiedziałyśmy. Tak wychowywano dzieci i to jeszcze całkiem niedawno. A i dziś wiedza niejednokrotnie zdobywana jest już po fakcie, to wciąż jest temat tabu. Ja wciąż dostaję listy od nastolatek, które nie potrafią się odnaleźć w rzeczywistości. I to się dzieje dziś, w dobie Internetu.
Piszę o moim okresie dojrzewania, bo wiem, że wciąż jest w tym zakresie wiele tematów do przepracowania, ale także dlatego, że w moim przypadku doświadczenia tego okresu były krańcowe. Od nas wówczas wymagano, byśmy nie sprawiali problemów, byli grzeczni i normalni, zachowywali się tak, jak wszyscy.

Okres dojrzewania to bardzo trudny okres, czas, kiedy prawdopodobnie  jesteśmy najbardziej samotni.

- Tak myślę i dlatego napisałam tę książkę. To zdecydowanie  najtrudniejsza książka, jaką do tej pory napisałam. Oczywiście "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku" porusza ogromnie ważne i traumatyczne doświadczenia: wojnę, getto, okupację to jednak wydaje mi się, że dziecko dosyć łatwo adaptuje się do rozmaitych sytuacji, przyjmuje to, że tak musi być. Zresztą, czuwają nad nim rodzice. Natomiast okres dojrzewania przeżywamy już świadomie. Każda kara, upokorzenie, nieakceptacja - a w tym czasie chowało się dzieci zimno, na dystans, żeby im się w głowach nie poprzewracało - potęgowały ból i samotność.

Relacja matka-córka to specyficzny i bardzo trudny rodzaj związku, a pani relacja była o tyle jeszcze trudniejsza, że musiała pani bywać matką swojej matki.
- Ja chciałam tylko być dobrym dzieckiem, kochanym i akceptowanym. To wszystko. Z wielu powodów nie udało mi się to wówczas i zostało we mnie do dziś jako najsilniejszy motyw działania. Jestem pewna, że tkwi to w wielu osobach. Wiele naszych zachowań, które trudno wytłumaczyć, ma właśnie taką przyczynę, by spełnić czyjeś oczekiwania, zasłużyć na akceptację, być zawsze dla każdego "dobrym dzieckiem".

Moment, kiedy odkryła pani romans matki z żonatym mężczyzną odebrała pani jako zdradę?
- Tak, odebrałam to jako okropną zdradę. Dziecku się wydaje, że rodzice są takimi istotami, których miłość, namiętność czy seks w ogóle nie dotyczą. Są po to, żeby kochać dziecko. Mój ojciec, którego tak naprawdę miałam tylko kilka miesięcy, wydawał mi się jakimś cudownym nadczłowiekiem. Kiedy podczas wojny ukrywałyśmy, się a ojciec był w obozie, matka go gloryfikowała, powtarzała, że jak ojciec wróci, to będzie dobrze. Kiedy wrócił z obozu, komuniści zamknęli go do więzienia, wyszedł z niego ciężko chory i wkrótce zmarł. Wydawało mi się, jako dziecku, że reszta życia mojej matki powinna upłynąć na pielęgnowaniu jego legendy, jednak wówczas odkryłam jej romans, tym bardziej niezrozumiały, że z żonatym mężczyzną.

Dziś nie da się tego do niczego porównać, ale wówczas Kraków był małym miastem, wszyscy o tym wiedzieli. Towarzyszyło temu ogromne napiętnowanie. W Krakowie roznosiło się wówczas wszystko lotem błyskawicy, wiedziało się wszystko o wszystkich. Kiedy moja matka po wojnie poszła do synagogi, teatru czy kawiarni to spotykała się tam z ogromną niechęcią. Ledwo wydobyła się z koszmaru wojny, kiedy musiała się ukrywać, to znów wpadła w dramat i znów musiała się ukrywać. Ja wówczas musiałam o nią zadbać, przejąć odpowiedzialność.
Dziecko jest bardzo często głównym adresatem frustracji rodziców, dorośli używają go jako powiernika, pośrednika, buforu przeciwko wszystkim zmaganiom z życiem - tak było i w moim przypadku, szczególnie, że moja matka miała tylko mnie. Jej dramat spadł na mnie z całą siłą, a ja nie mogłam zrozumieć, że skoro się kochało jednego mężczyznę, to można potem kochać innego. Również moja matka nie wytrzymała tego napięcia, samotności, powojennej traumy, tego uczucia dezaprobaty i odtrącenia przez środowisko, była także chora na serce, obawiała się, że umrze i postanowiła popełnić samobójstwo. Wówczas ja powróciłam do sytuacji, którą znałam z czasów, kiedy byłam małym dzieckiem i jedynej sytuacji, którą potrafiłam się uporać - że muszę wziąć za nas odpowiedzialność.
To była sytuacja znajoma, bo podczas wojny nieraz tak się zachowywałam: musiałam przejąć kontrolę, zdecydować, gdzie i kiedy powinnyśmy się ukryć - moja matka była młodą i delikatną kobietą, wychowywaną w zupełnie innych warunkach, niż te, z którymi przyszło jej się zmierzyć podczas okupacji. Kiedy tylko poczułam, że z moją matką dzieje się coś złego, wiedziałam, że muszę się nią zająć, uchronić ją przed tym, co chce zrobić i że tylko ja mogę to zrobić. Zrozumiałam, że to jestem za nas obie odpowiedzialna: za jej i swoje życie. To prawdopodobnie był pierwszy krok do dorosłości.

Pisze pani także o innych swoich zmorach tamtego okresu i choć nie nazywa ich pani wprost, łatwo je zidentyfikować - mam na myśli depresję i anoreksję. Dorośli nie wiedzieli, jak sobie z tymi problemami radzić...
- Świadomie nie nazywam tych zjawisk dziś używanymi nazwami, one wówczas były nieznane, nikt nie wiedział, co to jest anoreksja czy depresja, zwłaszcza u dzieci. Nie wiedziałam wówczas, co się ze mną dzieje. Jest w książce taka scena, kiedy mama pyta: - Co tak siedzisz? - bo ja potrafiłam godzinami siedzieć nieruchomo - a ja odpowiadam, że dzieje się ze mną coś takiego, że nie potrafię się ruszyć, nie potrafię nic zrobić. To klasyczny objaw depresji. A matka na to: - Daj spokój, nie zawracaj głowy, weź się w garść.
O anoreksji nikt nie mówił, jeśli dziecko nie jadło, to dlatego, że było niegrzeczne, itp. Ja nie mówię o tym rodzaju anoreksji, kiedy dziewczyna nie je, bo chce być ładna, chce być szczupłą modelką, ale o takim rodzaju schorzenia, kiedy człowiek po prostu przestaje jeść, jego organizm odmawia przyjmowania pokarmów - to samobójstwo na raty. 


Mówi pani, że była szczęśliwa, kiedy nie musiała jeść.

- Tak, miałam taką świadomość, że gdy nie jem, to oddalają się ode mnie wszystkie problemy, smutki, cały ból świata przestaje mnie dotykać. Człowiek staje się wówczas coraz słabszy, bardziej eteryczny. Przez jedzenie przyjmujemy świat, akceptujemy naszą fizyczność. To były moje doświadczenia, ale nie chciałabym stwarzać wrażenia, że moje dzieciństwo i młodość, także ta książka opowiadają tylko o nieszczęściach...


W żadnym przypadku, w książce pokazuje pani mnóstwo pozytywnych emocji, radości i normalnego życia w nienormalnych czasach, np., jak zrobić sobie modne buty, gdy w sklepach nic nie ma.
- To jest tak, jakby walczyły we mnie dwie siły: z jednej strony jest depresja, anoreksja i cała ta powojenna trauma, ale z drugiej strony chęć i radość życia - dziewczynka ciekawa świata, uwielbiająca stroj

e, muzykę, teatr. Starałam się, by lata 50., które w świadomości społecznej funkcjonują jako okres smutny i szary pokazać z innej strony - wówczas ludzie także starali się normalnie żyć. Piszę o tym, jak jedziemy na wakacje, o tym, jak zrobić modny strój, czyli męski podkoszulek zamienić w  seksowną damską bluzeczkę, o przeżyciach teatralnych. Myślę, że w tej książce mimo wszystko dużo jest radości. Takiej młodzieńczej, spontanicznej, na przykład kiedy pierwszy raz widzę morze.  

Dowiedz się więcej na temat: Roma Ligocka | Holocaust | Kraków | anoreksja | dzieciństwo | depresja | Trauma

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje