Przejdź na stronę główną Interia.pl

Tatuaż na sercu

Maja: Po śmierci Pawła mężczyźni mnie nie obchodzili. Jakby przestała istnieć ta płeć. Dla facetów musiałam być kosmitką, pokemonem - głupimi minami reagowałam na próby podrywu. Zaproszona do tańca odpowiadałam: "no co ty?". Nie wychodziłam z domu przez cztery miesiące, schudłam szesnaście kilo.

Reklama

W końcu musiałam wyjechać z Polski. Wszystko w moim mieście przypominało mi Pawła. Nadarzyła się okazja, pojechałam pilnować dzieci w polskiej rodzinie. Popołudniami uczyłam się języka, rok temu zapisałam na studia. Tam poznałam Jana - wesoły, sympatyczny, nienachalny. Opowiedziałam mu, co się stało. A potem nawet dwa zdarzenia, o których nie mówiłam nikomu.

Raz szłam ulicą, jeszcze w Gorzowie. Nagle dotarł do mnie głos: "zawiąż sznurowadła". Pochyliłam się, buty były w porządku, ale i tak poprawiłam sznurówki. To mi zajęło piętnaście sekund. Chwilę potem usłyszałam pisk opon - na przejściu, na które zaraz miałam wejść, samochód potrącił kobietę. Prawdopodobnie to miałam być ja. Paweł mnie ostrzegł?

Kilka tygodni po jego śmierci kąpałam się, patrząc na kolorowy kubek stojący na krawędzi wanny. Nagle kubek sam się przesunął i wpadł do wody. Postawiłam go z powrotem i powiedziałam na głos: "Paweł, jeżeli to ty, zrób to jeszcze raz". I kubek kolejny raz wpadł do wanny! Jan się nie śmiał. Uznałam, że jest przyjacielem.

Pokazałam mu tatuaż - imię Pawła na lewym ramieniu. Powiedziałam, że nigdy tego nie usunę. "Jasne", kiwnął głową. Pomyślałam, że to miły gość.

Grzechy teraźniejszości...


Agnieszka: Znasz ich: Clarkson, Hammond, May - autorzy Top Gear. To moi przyjaciele, są ze mną w spisku. Kiedy w telewizji jest Top Gear, mój mąż odpływa. Ma kręćka na punkcie motoryzacji. Ja idę w tym czasie do pracowni na piętrze. Włączam płytę z kursem włoskiego. W podręczniku ukrywam zdjęcia Piotra. Kiedyś miałam ich dwanaście: cztery z Chorwacji, w tym dwa na jachcie; trzy nasze wspólne, dwa portrety i trzy w większym gronie. Osiem podarłam, cztery trzymałam w pracy. Dziś Bogu dziękuję, że ocalały.

Oglądam zdjęcia i marzę, że jestem z Piotrem, mamy dziecko, dom, wyobrażam sobie, jak się kochamy... Żeby było jasne: Bartek mnie nie bije, nie jest alkoholikiem ani hazardzistą. Powody "powrotów" do Piotra są małe. Wystarczy ostrzejszy ton Bartka (Piotr nigdy na mnie nie krzyczał), kpina ze sprzedawcy chińskiego jedzenia (Piotr miał uczulenie na rasizm), za długie wahanie przy zamawianiu wody z gazem lub bez (Piotr zawsze był konkretny)...

W mojej wyobraźni Piotr jest idealny. Wyczyściłam go ze wszystkich wad. Zapomniałam, że potrafił być wulgarny i wkładał dwa dni z kolei tę samą koszulkę. 

Ada: Długo nie lubiłam siebie. Ostatnie trzy lata to walka o przetrwanie jako kobieta - bo czy jeszcze jakiś facet się obejrzy, zaprosi, dotknie? Najpierw nie było ważne, jak wygląda - każdemu byłam wdzięczna. Jeśli chciał się przespać, odzyskiwałam wiarę w siebie i wysyłałam go do diabła. Kuby szukałam wszędzie. Na Facebooku podglądałam jego wpisy. Spałam z jego swetrem. Na swój sposób cieszyłam się, kiedy umarł mu ojciec - czułam, że zostanę zaproszona na pogrzeb.

To było rok temu. Związałam się wtedy z Arturem. Był w porządku, bo sam skończył niedawno długi związek i chciał tego samego co ja: towarzysza na pokręconym etapie życia. Lubiliśmy ze sobą być, bez pretensji do miłości. I jakoś się zaczęło układać.

Na cmentarz ubrałam się w najlepsze czarne ciuchy, jakie udało mi się pożyczyć od koleżanek. Gdy ściskałam Kubę w geście współczucia, zaciągnęłam się jego zapachem. Marzyłam tylko o jednym: zamieszkać z nim znowu, zjeść śniadanie i śmiać się razem z "Włatców móch". On ucałował mnie mechanicznie, bez słowa. Wróciłam do Artura.

Ślub z nim to nie jest złe wyjście. Źle by było zostać samej. Dziś moim największym grzechem jest to, że kiedy mam zły dzień, nie rzucam się w ramiona mojego narzeczonego. Idę na spacer z psem, za drugim rogiem w lewo jest alejka bez latarni, ławka pod kościołem. Siadam, wysyłam sms do Kuby: "Przyszedł mail z biblioteki na mój adres, wisisz im trzy książki, oddaj". On odpisuje: "Ok, w czwartek". I ja już wiem, że w czwartek wieczorem zaczaję się pod biblioteką, żeby go zobaczyć. Dobrze, że kupiłam psa. 

Maja: Nie umiem odciąć przeszłości i nie bardzo wiem, czy to grzech. Wciąż się usprawiedliwiam, że jestem poszkodowana i trzeba się o mnie troszczyć. Wymagam wyrozumiałości. Niedawno nazwałam Jana imieniem Pawła. Nie przeprosiłam, to zawisło gdzieś nad naszymi głowami. Przypuszczam, że któregoś dnia Jan powie: "Albo Paweł, albo ja"... Oszukuję Jana. Traktuję go jak plaster. Ale tak mi wygodnie, dobrze.

Szukasz tamtego mężczyzny?


Agnieszka: Udaję przed sobą, że nie. Wiem, że ma żonę, ale nie przeglądam obsesyjnie internetu w poszukiwaniu informacji o nim, o niej. Mam kilka maila od niego w konkretnych sprawach. Innym kolorem zaznaczyłam słowa, które można uznać za ciepłe, sympatyczne - lubię do nich wracać. Maile trzymam w pliku o neutralnej nazwie, chyba Bartek nigdy się do nich nie dobrał.

Rozwalają mnie przypadkowe "trafienia" na Piotra. Po katastrofie smoleńskiej występował w telewizji w roli eksperta - widziałam go dwa razy. Tęsknota, żal, bezsilność, zazdrość, zachwyt - koktajl emocji. Wydał mi się taki piękny, kompetentny...

Niedawno kupiłam rower. Wiem od wspólnego znajomego, że Piotr bierze udział w Masie Krytycznej - to warszawski protest przeciw łamaniu praw rowerzystów. Już dwa razy pojechałam na Masę, rozglądałam się, nie znalazłam Piotra. Po powrocie do domu było mi głupio i wstyd.

Czasem mam wrażenie, że robię z siebie wariatkę. Chciałabym przestać, ale nie potrafię. Wczoraj jechałam z Bartkiem, prowadziłam. Coś mu się nie spodobało, kiedy zmieniałam pas. Miałam taką straszną ochotę wykrzyczeć mu w twarz, żeby się odczepił, zostawił w spokoju, że jest beznadziejny. Ale to przecież nieprawda. Rozpłakałam się. Bartek nie rozumiał, dlaczego tak się przejęłam. Jest wiele rzeczy, których on nie rozumie, i to nas oddala.

Ada: Całe moje życie jest szukaniem go. Kręceniem wydumanego filmu: co by było gdyby... Kuba jest dziś z inną kobietą, ona jest w ciąży. A gdybym ja była w ciąży - z nim? W wyobraźni jestem partnerką Kuby, żyję w nierealnym świecie, mam tam nasze wspólne dziecko.

Na rozdaniu nagród za najpiękniejszą ślubną stylizację kwiatową wśród oklaskujących mnie jest Kuba, a nie Artur, bohaterami tekstu w gazecie dla kobiet po tytułem "Ślub drugi raz" jesteśmy ja i Kuba.

Myślę o nim nawet, kiedy leżę przytulona do pleców Artura. I to jest świństwo. Bardzo poważnie zastanawiam się nad terapią. Jeśli mam związać się z Arturem do końca życia, nie mogę go krzywdzić.

Maja: Przyśniło mi się, że Paweł spotyka się ze mną w niedzielę przy wielkie karuzeli w parku Tivoli w Kopenhadze. Wierzę, że kiedyś tam go zobaczę. Przyjdzie, powie - jak we śnie - "Majusia, jedziemy na spacer?" i włoży mi kask. Zostawię wtedy wszystko. Mam w szafie kurtkę na motocykl. Jan jej nienawidzi. A miał być wyrozumiały...

Wyrzuty sumienia?

Agnieszka: Tak. Bartek jest dobrym mężem. Zapewnia nam dostatnie życie, chce mieć ze mną dziecko. Czasami idę po niego do szpitala. Lubię go widzieć przy pracy, w fartuchu. Lubię jego zapach, kiedy wychodzi spod prysznica, pasję do samochodów. Niewiele mam mu do zarzucenia.

Czasami - to głupie - uważam, że byłoby mi łatwiej, gdyby był złym facetem. Są dni, tygodnie, kiedy nie myślę o Piotrze w ogóle. Ale czasem, jak dziś, widzę na wystawie świetną tweedową marynarkę. Nie zastanawiam się, jak wyglądałby w niej mój mąż. Wyobrażam sobie Piotra. Kiedy mam kaca moralnego, idę do empiku i kupuję Bartkowi płytę lub czasopismo - drobiazg bez okazji. Jak facet, który zdradził.

Ada: Rozgrzeszyłam się. Kochałam faceta, który zrobił mi świństwo. Nie chciałam tego rozstania. Nie chciałam wiązać się z nikim innym. Rozdano karty za mnie. Artur zna moją przeszłość. Na swój sposób go kocham, czuję, że on mnie rozumie. Zrobię wszystko, żeby tego nie nadużyć.

Doceniam gesty. Nawet się wzruszam - przedwczoraj Artur przywiózł mi nową figurkę do kolekcji - zbieram laleczki kokeshi, drewniane, w japońskim stylu. Zapomniałam, że pojawiła się nowa, on pamiętał. Ładne. Nie szukam jego negatywnych cech, żeby konfrontować je z zaletami Kuby. Nikt go nie zastąpi.

Maja: W torebce nosze okulary przeciwsłoneczne Pawła, przechowuję jego bransoletkę i pierścień Atlantów. Niedawno Jan zapytał, czy potrafiłabym żyć bez tych rzeczy. Byłam wściekła - co mu do tego? Jeśli ktoś tego nie rozumie, wolę być sama. Nie mam wyrzutów sumienia. Związek z Janem jest eksperymentem. Mimo jego szczerych chęci nie wychodzi nam. A ja nie umiem starać się bardziej.

Po co to wszystko?


Agnieszka: Nie wiem. Cygan mnie opętał.

Ada: Zawsze myślałam, że jestem silna. Że mnie nie powali ckliwa historia o panu, który zdradził panią i teraz ta pani cierpi. Myślałam: zdrada to zbrodnia, za którą trzeba obciąć głowę. Dziś wiem, że nic nie jest tak jednoznaczne. Myślę, że to była lekcja życia. Może rany wyleczy czas? Teraz stawiam na mój związek z Arturem, postaram się tego nie schrzanić.

Maja: Po nic. Nie rozumiem, dlaczego to się stało. Mogliśmy być z Pawłem szczęśliwi. Czy mam być lepszą kobieta, ćwiczyć pokorę, wytrzymałość? Po co? Nauczyłam się tylko, że miłość to najtrudniejsze i najmniej przewidywalne uczucie. 


Agnieszka Litorowicz-Siegert

Twój STYL 1/2012

Dowiedz się więcej na temat: kochać | związek | partnerstwo

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje