Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Powiesz to Ewie?

Misja?

Reklama

- Tak. Z pomocą Fundacji Dzieci Niczyje szukamy teraz „Bezpiecznych szkół”, w których pracownicy mają zaświadczenia o niekaralności. W Polsce pedofile wychodzą z więzienia i pracują z dziećmi. Gdy ruszyliśmy z akcją „Zły dotyk”, sponsorzy się wycofywali. Bali się, że zaszkodzą wizerunkowi firmy. Dziś każdy w Polsce wie, że jest taki problem.

Rozmawiała pani o tym z synami?

- Starszy syn, Staś, ma pięć i pół roku, młodszy trzy i pół. Nawet z takimi maluchami trzeba o tym rozmawiać. Każda rodzina ma swój język i swój kod. Ale dziecko powinno wiedzieć, że są miejsca intymne, i że jeśli ktoś będzie próbował dotykać dzieci w te miejsca, trzeba powiedzieć o tym rodzicom.

Chciałaby pani porozmawiać z pedofilem z Austrii, który przez 24 lata więził córkę i miał z nią siedmioro dzieci?

- Nie myślałam o tym, ale rozmawiałam kiedyś z pedofilem, który poddał się terapii. Chciałam podpowiedzieć rodzicom, że muszą uczyć dzieci mówić „nie” dorosłym. Pedofil tłumaczył, co powinno zrobić dziecko, żeby nie zostało skrzywdzone. Nie rozmawiałabym z przestępcą, jeśli nie służyłoby to czemuś. Pokazywanie zła dla samego pokazywania mnie nie interesuje.

Dzieci i mąż oglądają pani programy?

- Raczej nie. Dzieci są małe, a Marcin w domu jest ciekawy mnie jako żony. Tu przestaję być dziennikarką.

Jako dziennikarkę zresztą zdążył panią poznać.

- Tak, w radiu. Najpierw poznał mój głos. Szefował oddziałowi RMF w Warszawie, ja pracowałam w Krakowie. Gdy wróciłam do domu po pierwszym występie w telewizji, powtarzał: „Nie mogę się skupić, jak na ciebie patrzę”. Byłam mocno umalowana. W czasach radia kilka lat oglądał mnie bez makijażu.

Jak zareagował na pani popularność?

- Zdarza się, że ktoś poprosi mnie o autograf. Ale to miłe. Nie poruszamy się z mężem tunelami ani śmigłowcem nad miastem.

Jesteście państwo partnerskim małżeństwem?

- Przejęłam wzorzec mamy. Ona też nie zrezygnowała z pracy po urodzeniu dzieci. Do tego robiła jeszcze weki! Ja ich nie robię. Gdy urodził się drugi syn, mąż był na urlopie ojcowskim, kąpał, przewijał. Ale uważa, że to mało. Odgraża się, że założy stowarzyszenie ojców uciśnionych. Mówi, że gdy rodzi się dziecko, kobiety w rodzinie je „obsiadają” i mężczyzna siłą musi się przeciskać. Podobno ja z mamą, teściową i ciocią tak robiłam. Odpuściłam – w sobotę odsypiam. Marcin i synowie robią sobie śniadanie.

- Gościłam w programie żonę biznesmena. Skończył z pracoholizmem, chciał zająć się dziećmi, ale ona nie umiała znaleźć dla niego miejsca – była samowystarczalna. Mąż odszedł. Takiej rozmówczyni dziesięć lat temu nie mogłabym znaleźć. Bo takich kobiet nie było.

Jakich jeszcze?

- Które przyznałyby się, że szukają bogatego męża. Będę gościć prawniczkę, która się do tego przyzna. Mówi, że kobieta ciężko pracująca w korporacji jest mało trendy. Aż mnie korci, żeby zapytać ją: „Chcesz być kurą domową?!”. Pokolenia kobiet walczyły, by się wyzwolić z tej roli. Co prawda jest to powrót w innym wydaniu. Nowoczesne kury, owszem, rodzą dzieci, ale nie harują w domu. Mają mini morrisy, ciuchy Dolce&Gabbana, gosposie. Można powiedzieć, że nieźle się ustawiły. Ale czy jest czego im zazdrościć?

Agnieszka Sztyler

Twój STYL 7/2010

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje