Reklama

Reklama

Pomyłka w niebie

Masz dwie mamy

Anna, adopcyjna matka Ewy

Reklama

"Urodzisz mnie?", zapytałaś któregoś dnia. "Co to znaczy, córciu?", zdziwiłam się, a ty powiedziałaś: "Wejdę pod twoją bluzkę, a potem będę wychodzić powoli tak jak dzidziuś z brzucha. Ty będziesz krzyczeć z bólu". Miałaś sześć lat, teraz masz dwanaście. Przez te lata sceny porodu odegrałyśmy już dziesiątki razy. Czasem z tatą, który na twoją prośbę wszystko filmował, a potem gdy już się urodziłaś, brał cię na ręce, a mnie dawał kwiaty. Pamiętasz, jak za pierwszym razem "rodząc cię", ze wzruszenia płakałam? Nie udawałam. Pamiętam prezent od mojej mamy: poduszkę z kauczuku. Zapytałam: "Kupiłaś, bo jest wygodna do spania?". Wtedy matka przyłożyła mi poduszkę do brzucha. Wyszeptała: "Noś ją pod ubraniem. Zrób to dla nas".

Proces twojej adopcji był już w toku. Pewnie za kilkanaście lat, jeśli ci to opowiem, stwierdzisz, że to takie zaściankowe. Ale wtedy był rok 1998, mieszkaliśmy w mniejszym mieście. Na naszym osiedlu znali się wszyscy. Gdy lekarz powiedział: "Nie będzie pani mogła mieć dzieci", czułam się jak kobieta drugiej kategorii. Dla nas adopcja była sprawą odzyskania honoru. Ale twoja babcia z dziadkiem byli przerażeni. Mój ojciec mówił: "Nasza córka jest wybrakowana, nasze geny niepotrzebne". Matka doradzała: "Chcesz, adoptuj, ale nie przyznawaj się. Dzieci będą wytykać ją palcami".

Dlatego z twoim tatą stwierdziliśmy, że musimy uciec. Do innego miasta i tam cię "urodzimy". Wybraliśmy Warszawę, on znalazł tu pracę. Wybaczysz, że przez pierwsze lata twojego życia opowiadałam ci bajki, jak rosłaś w moim brzuchu? Nie znam twojej biologicznej matki, nie wiem, czy byłaś do niej podobna. Bo w szpitalu mi się nie podobałaś. Od ciężkiego porodu na twarzy miałaś bordowe wybroczyny. Ale ty nie odrywałaś ode mnie wzroku, nie płakałaś tylko wtedy, gdy brałam cię na ręce. Dzięki tobie czułam, że daję życie. Bo zabierając do nas, to życie w jakimś sensie ci daliśmy. Biologicznej matce w pokochaniu dziecka pomagają hormony, które tworzą się podczas ciąży i porodu. Ja czułam radość, ale było mi też trudno.

Babcie nie od razu przyjechały pomóc. Trzymały dystans. Znajomi nie gratulowali, bo nie wiedzieli. Zastanawiałam się, czy ty nas pokochasz? Przez pierwsze tygodnie czułam, jakbym miała do ciebie mniej praw. Bałam się kąpać, więc opłaciliśmy położną. Nie potrafiłam podjąć decyzji, czy wyjść z tobą na spacer, czy może przy lekko pochmurnej pogodzie zostać w domu? Czekałam, że przyjdzie ktoś - nie wiem kto, twoja matka? - i rozwieje wątpliwości. Ale się cieszyłam, słysząc w nocy twój płacz. Padając z niewyspania. Byłam zmęczona, ale byłam matką, kobietą. Przywróciłaś mnie do życia. W Warszawie mogłam się nią czuć.

Gdy sąsiadki zagadywały, opowiadałam o cesarskim cięciu i nudnościach do trzeciego miesiąca. To dlatego, gdy już się dowiedziałaś, poprosiłam, żebyśmy nie mówiły o tym na osiedlu pierwsze. Tylko wtedy, gdy ktoś zapyta wprost. Zgodziłaś się i za to jestem ci wdzięczna. Dowiedziałaś się jako pięciolatka. Ale najpierw poradziłam się psychologa. Słowa: "Córeczko, masz dwie mamy", przyjęłaś ze spokojem. Odwlekaliśmy tę rozmowę z roku na rok, z miesiąca na miesiąc. Któregoś dnia, gdy wróciłam do domu, spytałaś: "Mamo, a wiesz, że można mieć dziecko, wcale go nie rodząc?". Usłyszałaś w telewizji.

Kilka dni później powiedziałam ci, że każde dziecko ma dwie pary rodziców. Pierwsi sprawili, że znalazło się w brzuchu i się urodziło. Drudzy są zapasowi. Jeśli ci pierwsi z jakichś powodów nie mogą opiekować się dzieckiem, wówczas zapasowi zaczynają czuć, że dziecko ich potrzebuje i zaczynają go szukać. Kiedy się odnajdą, zamieszkują wspólnie. Zrozumiałaś, że są dzieci z brzuszka i z serduszka. Że ja urodziłam cię sercem. Zapytałaś, co z tamtą mamą, czy możesz ją poznać. Powiedziałam tylko: "Ona już nie jest twoją mamą. Nie nazywaj jej tak". Powinnam była użyć innych słów. Ale się wkurzyłam.

Poszłaś bawić się lokomotywą, a ja nie mogłam się pozbierać. W szkole namalowałaś rysunek: ja, tata, ty w środku, a nad nami w chmurach para dorosłych: on i ona. Pani zapytała cię, kto to. Powiedziałaś: "moja mama i tata z brzucha". Nauczycielka zrobiła lekcję, na której tłumaczyła, że czasem dzieci rodzi inna mama, a inna je wychowuje. I ta druga jest bohaterką, bo przygarnia dziecko porzucone. Przyszłaś do domu z płaczem, nie rozumiałaś, dlaczego ktoś cię porzucił. Zaczynałyśmy bajkę o zapasowych rodzicach od początku. Masz moje oczy. Uczysz się najlepiej w klasie, ja też byłam kujonem. Po tacie masz specyficzne poczucie humoru.

Dzieci tylko raz próbowały dokuczać ci, że jesteś adoptowana. Odpowiedziałaś: "Mój biologiczny ojciec jest seryjnym mordercą, na waszym miejscu uważałabym na słowa". Z tatą pokazujemy ci świat. Byłaś już w Paryżu, Londynie, zwiedziłaś z nami wyspy greckie, Kanaryjskie. Chcemy obsypać cię szczęściem i miłością. Ostatnio coraz częściej się buntujesz. Trzaskasz drzwiami, rzadziej się przytulasz. Tłumaczę sobie, że to tylko dojrzewanie, które muszę przejść razem z tobą. Ale czasem z przerażeniem czekam na moment, kiedy może będziesz chciała odnaleźć biologiczną matkę. Więc czuję podwójną presję, żeby dobrze żyć z ojcem, żebyś była szczęśliwa. Nigdy nie dałam ci klapsa, prawie nie krzyczę. Może to nienaturalne? Ale nie chcę, żebyś pomyślała: lepiej, by wybrali mnie inni rodzice.

Dowiedz się więcej na temat: adopcja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy