Przejdź na stronę główną Interia.pl

O czym marzy dziewczyna?

Młoda aktorka Danuta Stenka? Wynajęty pokój, dojazdy tramwajem... Jej koleżanki 25 lat później otaczają agenci, styliści, komfort. Ale, jak mówi Magdalena Cielecka, kiedyś nikt aktorów nie podglądał, nie nagrywał smartfonem. Dwa pokolenia artystek, dla których słowo „kariera” nie jest na wyrost. Dankę, Magdę, Annę Marię Jopek, Agnieszkę Więdłochę, Olgę Frycz i Margaret łączy jedno: potrafiły odnieść sukces i nie sprzedać duszy.

To nie jest łatwy chleb... Przekonuję się o tym niemal codziennie. Ludzie myślą, że mój zawód sprowadza się do blasku jupiterów, oklasków, okładek w kolorowych pismach i sławy, a jedyną i największą trudność sprawia mi nauczenie się długiego tekstu. Nikt nie wie, nawet najbliżsi, ile w każdej roli, scenie, która może być mignięciem na ekranie, w kolejnym spektaklu, choćby i dwusetnym, kryje się niepewności, lęku, wstydu. Że się nie nadaję, nie dam rady, nie umiem, że wszystko popsułam. Ile nieprzespanych nocy i wylanych łez. Czasem, kiedy się zastanawiam, czy to w ogóle ma sens, uświadamiam sobie, jak niezwykłe chwile przeżywam w swojej pracy, jakie podróże w głąb siebie mi funduje. Słowem to, ile dostaję, sprawia, że bilans wciąż jest dodatni.

Reklama

Żałuję, że... nie zdążyłam zadać mojej polonistce z liceum pytanie o to, kiedy zobaczyła we mnie aktorkę. Od zawsze chciałam być nauczycielką, jak mama. W liceum wybrałam profil mat.-fiz. Nawet nie braliśmy udziału w akademiach szkolnych, polonistka mogła mnie jedynie usłyszeć na lekcjach polskiego czytającą fragment prozy czy wiersz. Były to czasy przedinternetowe, więc jaka musiała być jej determinacja, skoro któregoś dnia zabrała mnie PKS-em do Trójmiasta i stukając do drzwi wszystkich teatrów, postanowiła znaleźć studium aktorskie, o którym gdzieś usłyszała. Wymyśliła dla mnie przyszłość. Ja bym na to nie wpadła.

Poczułam, że jestem rozpoznawana... kiedy po raz pierwszy usłyszałam na ulicy: "O, Boża podszewka idzie". Był rok 1997, telewizja pokazywała serial o tym tytule. Ludzie, którzy nie bywali w Teatrze Dramatycznym, w którym grałam, nie oglądali teatrów telewizji, nie znali mojego nazwiska. Kojarzyłam się im wyłącznie z tym serialem. Jednak największą niespodzianką był sukces filmu Nigdy w życiu. Miał swoją premierę jedenaście lat temu, publiczność kinowa nie chodziła wówczas tak chętnie na polskie filmy. Ten jednak był wyjątkowo popularny.

Kobiety robiły na niego babskie wypady po kilka razy, a kiedyś usłyszałam od taksówkarza: "Byłem na pani filmie już siódmy raz". Najzabawniejsze jest to, że mimo sugestii Kasi Grocholi, autorki powieści, nie chciano mnie zaprosić na zdjęcia próbne do roli Judyty. Uznano, że jestem aktorką dramatyczną, więc na pewno się nie sprawdzę. Znalazłam się tam ostatnim rzutem na taśmę i... wybrano mnie. Przez prawie połowę zdjęć męczyłam się z poczuciem, że skoro nikt mnie tam nie chciał, pewnie nie są zadowoleni z tego, co robię. Na planie lekka komedia romantyczna, a po kątach i w domu płacz.

Dziś jestem mądrzejsza... Umiem chronić siebie, nabrałam dystansu. Nawet jeśli zdarzają się tygodnie wypełnione zajęciami, dni wolne są święte. Kiedyś przed premierą czy ważnym wydarzeniem zawodowym wydawało mi się, że jeśli coś pójdzie nie tak, to już koniec, już po mnie. Teraz wiem, że to nieprawda. Potknę się, przewrócę, przez chwilę będzie się o tym mówiło, ale ja się podniosę i pójdę dalej.

Cały artykuł w najnowszym wydaniu magazynu "Twój Styl". W sprzedaży od 12 stycznia.

Dowiedz się więcej na temat: Danuta Stenka

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje