Reklama

Reklama

Kocham bezwarunkowo

Miłość bezwarunkowa

Kiedy urodził się syn Michał, Grażyna Łobaszewska zmieniła tryb życia na bardziej stacjonarny, zaczęła pracować w kabarecie TEY. Zarabiała dużo, śpiewając te same piosenki przez pół roku, aż w końcu stanęły jej w gardle. Już tak ma, że mniej więcej co pięć lat potrzebuje zmiany.

Reklama

Był rok 1978, usłyszała, że wrocławska grupa jazzrockowa Crash poszukuje wokalistki. Zgłosiła się. Nagrali za granicą trzy płyty. Rzadko koncertowali w Polsce. Występowali w renomowanych klubach w Europie, odwiedzali festiwale jazzowe. - Robiłam to, co lubię: śpiewałam i jeździłam - opowiada. - Świat stał przede mną otworem. Mogłam zostać za granicą, ale śniłam po polsku, płakałam po polsku, tęskniłam.

Wyjazdy i powroty miały swoją cenę. Rozstała się z mężem. Wzięła dziecko, walizkę i zaczęła nowe życie w Warszawie. Jeździła w trasy z Ewą Bem, Andrzejem Zauchą i kabaretem Elita. Siedmioletniego syna zabierała na koncerty. W muzycznym środowisku czuł się jak ryba w wodzie i to mu zostało do dziś. Ma 32 lata, mieszka w Niemczech. - Gra na basie, mógłby śpiewać, ale śpiewanie uważa za mało męskie. Codziennie rozmawiamy przez telefon - mówi Grażyna Łobaszewska. - Wciąż popełniam ten sam błąd: rodzina jest dla mnie jak święta krowa. Zarówno w stosunku do męża, jak i syna nigdy nie byłam wymagająca. Jak kogoś kocham, nie stawiam żadnych warunków. Obawiam się, że podobnie traktuję swoich uczniów. 

Gdy rozpadła się grupa Cancer z Radomia, z którą występowała dwa lata, wróciła do Gdańska. Zaproponowano jej warsztaty wokalne dla młodzieży. - Zaczęłam wkręcać się w nauczanie. Wykładałam też w krakowskiej szkole teatralnej i we wrocławskiej szkole jazzu. - Na warsztatach wokalnych uczy nie tylko techniki śpiewu - zdradza Marcin Radke, były uczeń Grażyny Łobaszewskiej.

- Rozmawia o życiu, o poezji, potrafi zagadać się do trzeciej w nocy, a rano pierwsza zrywa się do pracy. Jest prawdziwa i uczciwa w tym, co przekazuje, dlatego młodzi ludzie jej ufają. Jej wiedza i doświadczenie robią ogromne wrażenie, chętnie się nimi dzieli. Zachwyca ją świat i tego zachwytu wciąż się od niej uczę.

Każde słowo ma swój czas

Może dlatego ma tak dobry kontakt z młodzieżą, że wciąż pamięta siebie z tamtych lat. Pochodzi z muzycznej rodziny, jej dziadek grał na gitarze rosyjskie romanse. Mama była pianistką. Tata, marynarz, występował amatorsko w orkiestrze. Przywoził z rejsów płyty wytwórni Tamla Motown. - W domu nie słuchaliśmy polskiej muzyki - wspomina. - Ojciec kochał soul, ja się na tym wychowałam. Mama była tradycjonalistką, uznawała tylko styl klasyczny. Uważała, że improwizując, wypaczam sobie rękę i słuch, a mnie pociągało to inne bujanie, inny świat. Mama prędko zorientowała się, że chodzę do szkoły muzycznej tylko po to, by akompaniować sobie przy śpiewaniu.

W liceum przesiadywała w klubie Carillon, gdzie zbierało się środowisko artystyczne Gdańska. Czasem stawała przed mikrofonem, stamtąd trafiła do Studia Piosenki Renaty Gleinert. - Tam nauczyłam się, że słowo waży, ma swój czas, można je schować albo puścić naprzód. Słowo bardzo dużo może. Bywa, że wyprzedza wydarzenia i dopiero po czasie ujawnia swoje ukryte znaczenie. Dawno temu na jakimś festiwalu miałam zaśpiewać piosenkę o tym, że nie mam domu. "Co?! Nigdy w życiu", odmówiłam, bo bardzo chciałam mieć kiedyś własne mieszkanie. Dla mnie to zastanawiające, że przed tragiczną śmiercią Anna Jantar śpiewała: "Nic nie może przecież wiecznie trwać, za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić". Przeanalizowałam pod tym kątem wiele tekstów, rozmawiałam z wykonawcami i wiem, że są sytuacje, gdy słowo staje się ciałem.

Zawsze wsłuchuje się w tekst. Ważne jest także, dla kogo śpiewa. Dlatego nawet w najbiedniejszych czasach nie występowała w knajpach "do kotleta". - Nie mogłabym śpiewać, wiedząc, że nikt mnie nie słucha. Byłabym nieszczęśliwa. Dostawałam intratne propozycje, ale nie poszłam na to i nie żałuję. Te wybory dają mi święty spokój i komfort, który szalenie sobie cenię.

- Potrafi odmawiać. Jak coś się jej nie podoba, to nie skuszą jej żadne pieniądze - mówi kompozytor i aranżer Dariusz Janus. - Podziwiam ją za to, bo dziś niewielu ludzi stać na taką niezależność. Pisałem muzykę z myślą o niej, wkładałem do szuflady i czekałem, kiedy powie "tak". To on namówił artystkę do nagrania albumu "Przepływamy". - Darek trafił w moją nutę - potwierdza Łobaszewska. - Ta płyta idealnie do mnie przylega. Jest o tym, co mam teraz do powiedzenia jako dorosła kobieta, która dużo w życiu przeżyła i przemyślała. Pod tym względem wzorem jest dla mnie Joni Mitchell, kanadyjska piosenkarka, która, śpiewając, nie krzyczy, nie dziwi się, do nikogo nie ma pretensji, tylko opowiada o życiu, czasem trudnym i bolesnym.

- Grażyna jest mistrzynią w przekazywaniu tekstu - zachwyca się Dariusz Janus. - Wyczarowuje niuanse, których istnienia człowiek nie podejrzewa. Profesjonalistka. Wchodzi do studia. Nagrywa kilka wersji, każda jest świetna. Zwykle podczas nagrań wypija lampkę koniaku, bo to rozluźnia gardło. Pamiętam moment, gdy rejestrowaliśmy ostatni utwór. Wszyscy czuliśmy, że dzieje się coś niezwykłego. Realizator tak się zasłuchał, że zapomniał wcisnąć klawisz "zapisz". Metafizyka jakaś...

Sama lubi pojawiać się na koncertach przyjaciół bez zapowiedzi. Kupuje bilet, choć wystarczyłby jeden telefon. Siada wśród publiczności jako zwykły słuchacz. - Uwielbiam Staszka Soykę, Mietka Szcześniaka, Kubę Badacha - wylicza. - Słuchając wokalistów, nie patrzę, czy ładnie śpiewają. Bardziej interesuje mnie, o czym i jak.

- Grażka jest obdarzona ponadprzeciętną inteligencją i intuicją - mówi Mieczysław Szcześniak, który przyznaje, że sporo jej zawdzięcza. - Niezmiennie mnie fascynuje. Pulsuje fizycznością i duchowością. Namiętnością życia i sztuki. Jest jak rajski, kolorowy ptak o dużych, widocznych skrzydłach. Zjechałem z nią kawał Polski, całe Włochy i pół życia. Śmialiśmy się, płakaliśmy, odkrywając siebie, innych i poezję. Chwile spędzone z nią żarzą się i tętnią, są intensywne i karmią zmysły. Przeżyliśmy dobre i złe momenty. Niewiele już zostało soli w naszej beczce...

Pokój z widokiem

Grażyna Łobaszewska mieszka w Gdyni, na wzgórzu, z którego rozciąga się widok na morze. - Zawsze chciałam tak mieszkać - zaznacza. Pozostała wierna Trójmiastu. Dom jest jej portem, bezpieczną przystanią. Równowagą dla ciągłej podróży. Dobrze zna hotelowe życie.

- W hotelach mieszkałam pewnie tyle samo co w domu. W obcym miejscu nigdy nie rozpakowuję bagażu, nie układam rzeczy w szafach i szufladach, bo nie chcę tam zagrzać miejsca. Wszystko trzymam popakowane w torbie, w idealnym porządku. Wypracowałam przez lata system pakowania się: na krótką i długą trasę. Przyznaje, że gdy wreszcie ma czas, by pobyć u siebie, najchętniej sprząta.

- Znajomi dzwonią: "W domu jesteś? ", "Tak, mam dni gospodarcze". "Znowu?", dziwią się. Ostatnio te porządki zaczynają się przedłużać. Do czegoś jest mi to widać potrzebne. Mam nasłonecznione mieszkanie i mimo że często latem zasłaniam okna, to jednak co tydzień je myję. Nienawidzę smug od deszczu - opowiada. Szafki kuchenne czyści gruntownie co dwa miesiące. Zamieniła talerze z kolorowych na białe, teraz kolorowe jest jedzenie. Wyrzuciła bardzo dużo rzeczy. Lubi styl minimalistyczny, meble proste, nowoczesne i nic zbędnego. Musi też zorganizować świat swojej kotce Ziuziali. - To prawdziwa arystokratka, rasowa Angielka. Ona też uwielbia czystość, pod tym względem doskonale się dobrałyśmy.

Przy dniach gospodarczych włącza piosenki, które dodają jej wigoru. W pozostałe króluje soul. - Kiedyś był muzyką duszy, teraz został z niej obdarty. To nie jest już muzyka czarnych, ostatnio bardziej skłaniam się w stronę białych wykonawców - mówi Grażyna Łobaszewska. A ja zastanawiam się, co łączy białych wykonawców z białymi talerzami. Coś jest na rzeczy z tą bielą, to nie może być przypadek, myślę i zauważam, że udzielił mi się jej sposób patrzenia na świat.

Magda Rozmarynowska

Pani 09/2012

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Grażyna Łobaszewska | wokalistka | muzyka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje