Reklama

Reklama

Oświadczyny po polsku

Żeby było o czym wnukom opowiadać

Ania i Leszek znali się od dzieciństwa. Wychowywali się na jednym osiedlu w Bytomiu i trzymali w jednej paczce znajomych. On jednak długo nie mógł zdobyć się na to, by sam na sam wyznać jej miłość. Kiedy wreszcie się zdecydował, okazało się, że i ona miała na niego oko. Zaręczyli się po czterech latach.

Reklama

Pomysł oświadczyn Leszka był tak wyjątkowy, że napisało o nim "Życie na Gorąco". Realizacja planu zajęła mu kilka miesięcy. - Czułem, że Ania oczekuje jakichś ważnych słów, deklaracji, ale choć mnie kusiło, nie zdradziłem się z niczym. Wiedziałem, że gdy w końcu dopnę wszystko na ostatni guzik, efekt będzie piorunujący - wspomina Leszek.

Oświadczynami zaskoczył ją z samego rana - wszedł do jej pokoju i stanął przy oknie. Ona podeszła do niego i... oniemiała! - Nie wierzyłam własnym oczom. Leszek oświadczył mi się na billboardzie! - opowiada wzruszona Ania. - O, przepraszam! - protestuje Leszek. - Zaraz uklęknąłem i osobiście poprosiłem cię o rękę. - A ja ze szczęścia się popłakałam.

Czekałam na tę chwilę. Już wiem, że połączyło nas wyjątkowe uczucie. Że chcę z Leszkiem spędzić resztę życia.

Ślub zaplanowali za dwa lata. Tyle zwykle mija od zaręczyn do ślubu - to bowiem standardowy w naszym kraju czas oczekiwania na wolną salę weselną, fotografa i catering.

- Zalecenia wynikające z prawa kanonicznego mówią, że przyszli małżonkowie powinni zaręczyć się przynajmniej na sześć miesięcy przed ślubem - mówi ksiądz Stanisław. - Obydwie najbliższe rodziny powinny się wzajemnie poznać, a młodzi oświadczyć, że odtąd będą się uważać za narzeczonych i zamierzają się pobrać w ustalonym czasie - wyjaśnia.

- Oczywiście, jest to tylko zalecenie. Nie spotkałem się z tym, aby ktoś to praktykował. Zwykle pary zgłaszają się do parafii na dwa miesięcy przed ślubem, i to nie zawsze. Są, owszem, pytani o to, jak długo się znają, czy są zaręczeni, ale nie można tego w żaden sposób zweryfikować - mówi.

Zdaniem księdza, zaręczyny powinny być spisaną umową, w której rodzice obu stron doprecyzują m.in. kwestię podziału kosztów wesela oraz określą posag. - Jeśli zaręczyny dokonują się w ten sposób, to możliwe jest dochodzenie wynagrodzenia ewentualnych szkód czy wydatków, które powstałyby, gdyby do ślubu nie doszło - mówi duchowny.

- Sądzę, że taka umowa i dłuższy okres narzeczeństwa, połączony z poważnym przygotowaniem, nie byłby niczym złym. Może się przyczynić do dojrzałej, podejmowanej na całe życie decyzji. Przyczyną wielu nieszczęśliwych małżeństw jest bowiem pośpiech, lekkomyślność i słaba znajomość, co pociąga za sobą nieobliczalne skutki - dodaje ks. Stanisław.

Klasyka zawsze w cenie

Joanna i Marcin przed zaręczynami byli parą przez cztery lata. - Marudziłam już strasznie - przyznaje Joanna. - Chciałam już być jego żoną, nie tylko dziewczyną, ale obawiałam się, że Marcin nigdy się na to nie zdecyduje, a już na pewno nie poprosi mnie o rękę w taki sposób. To nigdy nie był typ romantyka, ale to, co zorganizował, przeszło moje najśmielsze oczekiwania - rozpoczyna opowieść Joanna.

Był luty, zbliżały się walentynki. Mieli zaplanowany weekendowy wypad na narty na Słowację. - Spakowałam ciepły sweter, grube skarpety, zrobiłam nawet kanapki na drogę. Marcin kazał mi do walizki dorzucić jedynie małą czarną. W samochodzie jednak okazało się, że jedziemy w zupełnie innym kierunku - na lotnisko. Zrobiłam mu tam straszną awanturę, on wie przecież, że ja nie lubię latać, zwłaszcza tak bez zapowiedzi. No, ale cóż, bilety już były, więc polecieliśmy... - wspomina. Wylądowali w Paryżu.

Na lotnisku Marcin przeżył nerwowe chwile - zginął jego bagaż, a wraz z nim pierścionek zaręczynowy. Pech chciał, że dokładnie taką samą walizkę miał inny pasażer tego lotu. Ciężko było wytłumaczyć dziewczynie, dlaczego jeżdżą w tę i z powrotem przez pół Paryża za bagażem, w którym jest kilka swetrów i szczoteczka do zębów. Marcin jednak nie ustępował i w końcu walizkę udało się odzyskać. Wtedy zaczęła się walka z czasem.

"Ubieraj tę sukienkę i jedziemy" - powiedział. Miał wszystko zaplanowane co do minuty. - Gdy wysiedliśmy z metra, moim oczom ukazała się przepiękna, oświetlona wieża Eiffla. Aż zaklaskałam w ręce z radości. Nigdy wcześniej nie byłam w Paryżu, to było niesamowite - wspomina Joanna. Pod samą budowlą nieoczekiwanie dla niej nie dołączyli do długiej kolejki oczekujących na zwiedzanie, ale osobną windą pojechali do położonej na wieży restauracji.

- Wtedy już wiedziałam, że to zrobi. Pamiętam, że po kolacji z nerwów, nie mogąc się doczekać pierścionka, zaczęłam grzebać za czymś w torebce, a gdy podniosłam wzrok, on już przede mną klęczał. Ja wiem, że to może cliché tak w Paryżu, że niby miasto zakochanych, że wieża Eiffla jest oklepanym pomysłem, ale nie uwierzę żadnej kobiecie, która powiedziałaby, że nie chce takich zaręczyn!

Najpierw studia, potem ślub

- Oficjalne oświadczyny to symboliczne przejście do kolejnego etapu życia człowieka. Jest nam to bardzo potrzebne, zwłaszcza dzisiaj, kiedy rytm dojrzewania został mocno zaburzony - tłumaczy socjolog, Małgorzata Bogunia-Borowska . - Kiedyś wszystko odbywało się w społeczno-religijnym rytmie. Młodzi mężczyźni po skończeniu edukacji mieli poszukać sobie pracy i żony. Dziewczyna po zamążpójściu opuszczała dom ojca i zamieszkiwała przy mężu. Teraz wszystko się skomplikowało. Nie wiadomo już jednoznacznie, gdzie kończy się młodość, a gdzie zaczyna dorosłość. Młodzi szybko opuszczają dom, mieszkają ze swoimi partnerami, śluby biorą znacznie później niż ich rodzice czy dziadkowie, a związki niesformalizowane mają się równie dobrze, co te z obrączką na palcu - dodaje.

Niektórym jednak - tym stęsknionym za tradycją - potrzebny jest rytuał przejścia. Pierścionek zaręczynowy oznacza, że nie jesteśmy już tylko "chłopakiem i dziewczyną". To swoisty, społecznie akceptowalny wstęp do ślubnych przygotowań. Pierścionek jest bowiem nie tylko dla dziewczyny, ale także dla społeczeństwa - informuje, że kobieta jest zajęta i niebawem zostanie czyjąś żoną...

Czytaj dalej na następnej stronie.

Dowiedz się więcej na temat: zaręczyny | miłość | ślub | tradycje

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje