Reklama

Reklama

Kłusownicy wrażeń

Co tak pcha do przodu?

Reklama

Iwo Zaniewski ze światem reklamy zetknął się, pracując dla hiszpańskiego oddziału Bassat, Ogilvy & Mather. - Pociągała mnie różnorodność stylów i konwencji, jakie pozwala ona ze sobą łączyć. Jednego dnia tworzę filmik dla Plusa, eksperymentując z dość abstrakcyjnym humorem, innego - reklamę, w której scenografia i efekty specjalne stanowią o jej urodzie. Oczywiście po zrobieniu prawie dwóch tysięcy reklam nie każde zlecenie wywołuje u mnie dreszcz emocji, ale wciąż jeszcze zdarzają się takie tematy.

- Aktorstwo pozwala bezkarnie żyć pożyczonym życiem innych postaci. Każda rola to obcy świat, w który się "wkradam", a moje życie staje się przez to dużo bogatsze - mówi Magdalena Boczarska.

W najnowszym filmie "W ukryciu" aktorka wcieliła się w wiolonczelistkę Janinę, starą pannę zamkniętą w świecie muzyki. Grę wspomina niemal mistycznie. - Trzystuletni instrument Giuseppe’a Testore towarzyszył mi bez przerwy. A ze względu na jego kształt miałam wrażenie, że trzymam kobiece ciało - dodaje.

Magdalena Boczarska na potrzeby filmu "Idealny facet dla mojej dziewczyny" (reż. Tomasz Konecki) ukończyła kurs izraelskiej sztuki walki krav magi. - W znacznym stopniu zmieniła ona moje ciało, zaczęłam o nie dbać, regularnie ćwiczyć. Wiele wniosła również w moje podejście do życia, nauczyła dyscypliny. Na szczęście nie musiałam z umiejętności bicia się korzystać w życiu prywatnym - śmieje się.

- Zasada, której się nauczyłam, brzmi: "Jeśli możesz, unikaj zagrożenia, a reagowanie jest ostatecznością" - opowiada aktorka, która do listy uprawianych przez siebie sportów dołączyła w zeszłym roku triatlon.

- Początkowo, nie wierzyłam, że dam radę pokonać tak trudny dystans, jakim jest tzw. połówka Iron Mana (1,9 km pływania, 90 km jazdy rowerem i 21 km biegu - przyp. red.). Wszystkiego uczyłam się od podstaw, nawet kolarstwa. W maju i czerwcu, przed samym startem, ćwiczyłam dwa, trzy razy dziennie, zwiększając dystans do 50, potem 80 kilometrów. Wiele razy myślałam, że nie dam rady, wtedy odkryłam, że walczę nie tylko z fizycznym zmęczeniem. To siła woli pcha cię do przodu. Kiedy stanęłam na mecie, poczułam, że naprawdę mogę wszystko, że przesunęłam pewną granicę wytrzymałości. To było bezcenne uczucie.

O tym, że praca może dostarczyć inspiracji w życiu prywatnym, Ilona Ostrowska przekonała się, grając Anitę Skotnicką, która w serialu "Bez tajemnic" szuka na kozetce u psychiatry równowagi w małżeństwie.

- Choć to nie była prawdziwa terapia, wiele pytań, które padały na planie, zadawałam sobie także prywatnie. Na co dzień nie ma czasu na wyciszenie. Film wymusił na mnie konfrontację ze sobą, co w efekcie sprawiło, że dużo spraw w mojej głowie się poukładało. To było bardzo oczyszczające doświadczenie - przyznaje.

Wcielając się z kolei w postać porucznik Winnickiej w "Misji Afganistan", zrozumiała, jak uzależniającym doświadczeniem może być wojna. - Jestem pacyfistką, ale kiedy na planie zdjęciowym pierwszy raz strzeliłam z beryla, poczułam zastrzyk adrenaliny. Rozumiem żołnierzy, którzy chcą wracać na misje.

Czasem to pasja wpływa na pracę. Maciej Zakościelny, w dzieciństwie zapalony skrzypek, jako student aktorstwa musiał odłożyć instrument na półkę. - Nigdy ze skrzypiec zupełnie nie zrezygnowałem, potrafiłem w czasie wakacji pojechać z kuzynem do Paryża, gdzie graliśmy w metrze - wspomina aktor.

- W 2008 roku Zbyszek Dzięgiel zaprosił mnie do udziału w spektaklu "Śpiewając jazz". Śpiewałem, a jednocześnie akompaniowałem takim artystkom jak Carmen Moreno, Anna Serafińska czy Marianna Wróblewska. Efektem trasy koncertowej po Polsce była wydana w 2011 roku płyta pod tym samym tytułem.

- Potem wraz z Instytutem Teatralnym zorganizowaliśmy wystawę poświęconą Kalinie Jędrusik i koncert piosenek, które wykonywała w Kabarecie Starszych Panów. Grywaliśmy nasze spektakle na różnych wynajmowanych scenach i wreszcie Zbyszek zasugerował, żebyśmy pomyśleli o własnej.

Ciało mówi "stop", ale głowa frunie

- Nie da się non stop żyć na wysokich obrotach. Aby zachować kruchą równowagę - podkreśla dr Kwaśniewska - trzeba umieć też odpoczywać, wyciszyć się, znaleźć czas dla bliskich. Ilona Ostrowska, która zakończyła intensywny okres pracy, wie, że teraz potrzebny jest jej święty spokój.

- Wciąż się uczę, że trzeba czasem zwolnić. To jest jak lot balonem, którym staram się wylądować, ale pociągam za linki i znów się unoszę. Moje ciało mówi mi "stop", ale głowa frunie. I proszę, pod koniec zdjęć wypadł mi bark. Za kilka dni zacznę chodzić wolniej, cieszyć się drobnymi przyjemnościami: pić kawę małymi łyczkami, a nie duszkiem, spędzać więcej czasu z córką. Ale jak długo wytrzymam w tym błogim spokoju? Byle do wiosny.

Bohater powieści Zaniewskiego żyje w świecie, w którym "jedynym znaczącym wydarzeniem jest wybór koloru farby do pomalowania ścian". Autor trochę mu zazdrości: - Chciałbym czuć się dobrze, nic nie robiąc. Nie jest to łatwe, ale intensywnie nad tym pracuję.

Agnieszka Fiedorowicz
Pani 02/2013

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje