Reklama

Reklama

Jak wyjść za mąż w dwa miesiące?

Margareta i Wojtek: Lepsi od ekspertów

"Życzę wam prawdziwej miłości, bo to, co czujecie teraz, to fanaberia", takie zdanie Margareta i Wojtek usłyszeli od jego siostry, gdy ogłosili rodzinie swoje zaręczyny. Bliscy Wojtka jego narzeczoną widzą wtedy po raz pierwszy. Cieszy się tylko mama: "Nieważne z kim, ważne, że mój 39-letni syn nie będzie sam". Wojtek oświadczył się Margarecie pięć miesięcy po tym, gdy się poznali. Nie była w ciąży. Po prostu chcieli spędzić razem życie. A skoro tak, to po co czekać? Termin ślubu i wesela wyznaczyli za dwa miesiące. W walentynki.

Czas start

Reklama

Margareta: - Dzwonimy do znajomych. Jedni mówią: "zuchy!", inni gratulują i opowiadają o rozwodach przyjaciół. Ale największa grupa to ci, którzy się dziwią: "W dwa miesiące?! Terminy trzeba rezerwować rok, dwa lata wcześniej! Nie zdążycie". Wtedy dociera do mnie, że chyba najpierw powinnam znaleźć salę, a potem dopiero szukać narzeczonego. Ale się nie zniechęcamy. Skończyłam 33 lata, mam na koncie wiele związków, dzięki którym zrozumiałam, czego oczekuję od faceta. Wszystko znalazłam w Wojtku, więc jedyna wątpliwość to: od czego zacząć przygotowania? Dzwonię do koleżanki, która wyszła za mąż w zeszłym roku. Podpowie nam, jak uniknąć pułapek.

50 dni do ślubu

Nie jesteśmy z Warszawy. Większość rodziny przyjedzie na ślub z innych miast, więc przyjęcie chcemy zrobić w hotelu. Wybieramy jeden w centrum miasta. Nie należy do najtańszych, ale oferuje elegancką dekorację - okrągłe stoły, jasne pokrowce na krzesła, świece w przezroczystych naczyniach. Negocjujemy ceny noclegów, zbijamy je o 30 procent! Za namową koleżanki rezygnujemy z pięciu dań gorących, będą trzy. Kościół? Boimy się o wolny termin. Ale jest! Okazuje się, że pary, które rezerwują termin z rocznym wyprzedzeniem, czasem rozstają się, zanim nadejdzie dzień ślubu. Nie jesteśmy praktykującymi katolikami, mimo to chcemy wziąć ślub kościelny. Dla rodziny.

40 dni do ślubu

Spieramy się o kolor obrączek. Ja chcę białe, Wojtek żółte. Ostatecznie wybieramy białe złoto nierodowane, czyli lekko słomkowe. Pierwszy ważny kompromis. Jest niewiele czasu, więc sukienki szukam na Allegro. Spory wybór i niedrogo. Za 1200 zł kupuję suknię moich marzeń. Jest jeden problem. Rozmiar 36. A ja noszę 38/40. Mam niecałe dwa miesiące, żeby schudnąć. Zaczynam uważać na to, co jem. Kupuję tabletki przyspieszające metabolizm.

35 dni do ślubu

Ustaliliśmy, że mój mąż sprzeda mieszkanie, które odziedziczył po babci, weźmiemy kredyt i kupimy własne. Przyjaciel Wojtka, prawnik, namawia nas na intercyzę: "Mało się znacie". Reaguję od razu: "Wnoszę do tego związku więcej niż mieszkanie w bloku z wielkiej płyty. Daję najlepsze lata swojego życia. Jeśli miałabym zakładać z góry, że będą zmarnowane, wyszłabym za kogoś innego". Wszyscy milkną. Wojtek mruga do mnie porozumiewawczo. Koleżanki są zachwycone moim przyszłym mężem.

20 dni do ślubu

Minusem ekspresowej organizacji wesela jest to, że nie mamy czasu, by odłożyć pieniądze. Niewątpliwy plus - przygotowania nie trwają rok. Powoli zaczynam odczuwać stres. Śni mi się, że na wesele nikt nie przychodzi albo że ceremonia zaczyna się bez nas. Do tego moi rodzice nalegają, by zaprosić daleką rodzinę, bo oni dawno temu byli na weselach ich dzieci. W ten sposób zaczyna być więcej 60-latków niż 30-latków. Szybko dzwonię do znajomych, których wcześniej nie zamierzałam zapraszać, bo chcę obniżyć średnią wieku. Do listy gości dochodzi kolejne dziesięć osób. Inna słaba strona szybkiego ślubu to mało czasu na nauczenie się kroków do pierwszego tańca. Pracujemy często do późna, nie mamy kiedy chodzić na lekcje.

15 dni do ślubu

Weselni fotografowie mają wygórowane stawki. Zdjęcia to koszt od trzech do ośmiu tysięcy. Dajemy ogłoszenie na Gumtree: zgłasza się absolwent szkoły fotograficznej z profesjonalnym nikonem, bardzo podoba nam się jego portfolio. Umawiamy się na 800 złotych.

14 dni do ślubu

Odsłuchujemy na Youtube utwory, które mają być grane podczas mszy. Trzeba wybrać kilka z długiej listy. Zaznaczamy Arię na strunie G. Bacha, Kanon Pachelbela, no i Ave Maria. Tylko którą? Jest wersja Schuberta, Cacciniego i Gounoda. Przekonuję przyszłego męża do Cacciniego. Codziennie słucham tego utworu w pracy, żebym się nie rozpłakała, gdy zagrają go w kościele. Mało jem i wciąż połykam tabletki na odchudzanie. Mierzę sukienkę. Jest dobra!

10 dni do ślubu

Wojtek przynosi mi płytę z Ave Maria i zaczyna się upierać, żebyśmy znaleźli śpiewaczkę i kwartet smyczkowy. Ciotka po akademii muzycznej radzi, żeby zamiast kwartetu zatrudnić trio. Laik nie usłyszy różnicy, a obniży to koszt. Potem przekonuje, że najważniejsze w trakcie mszy są skrzypce i organy. Ostatecznie, zamiast tria zatrudniamy sopranistkę i trębacza, który podczas naszego wejścia zagra "Marsz weselny" Wagnera. W internecie znajduję sklep wysyłkowy, gdzie zamawiam biały tiul do ozdobienia ławek, sztuczne stokrotki do naklejenia na maskę samochodu oraz tuby strzelające konfetti.

Dzień do ślubu

Ustalaliśmy z didżejem listę zakazanych utworów. Były wśród nich "Jak anioła głos" zespołu Feel, Budka Suflera i Vaya Con Dios "w całości". Byliśmy tylko na jednej lekcji tańca - trafiliśmy na fokstrota. Niewiele zapamiętaliśmy. Narzeczony zaproponował włączenie do repertuaru "King of The Bongo" Manu Chao. Puścił piosenkę i zaczął się kiwać w takt muzyki, naśladując małpy: "Widzisz, damy radę". Czasem myślałam, że jest mało wyluzowany. Po raz kolejny mnie zaskoczył. Postanowione: "King of The Bongo" zatańczymy razem na weselu. Wieczorem mieliśmy iść na kolację, ale do drugiej w nocy drukowaliśmy winietki na stoły. I "przesadzaliśmy" gości w nieskończoność. Czy będę miała jutro siły?

Dzień ślubu

Obudziliśmy się z myślą: "nareszcie". Nie wyprowadził mnie z równowagi nawet telefon od organisty, który nie zgodził się na obecność wybranych przez nas muzyków. Zaproponował nam "swojego" skrzypka - propozycja nie do odrzucenia, więc nie będzie trąbki ani sopranu. Tuż przed przyjściem makijażystki znalazłam w internecie słowa przysięgi, poprosiłam Wojtka, żebyśmy je sobie przeczytali: "Ślubuję ci miłość... Tak mi dopomóż, Panie Boże...". Płakaliśmy oboje, choć była to tylko próba. A potem nadeszła godzina zero. Wszystko się udało. Tylko sukienka w rozmiarze 36 była... trochę za duża.

Natalia Kuc

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje